Gdy temperatura spada poniżej zera, koty wolnożyjące zaczynają walczyć nie tylko o jedzenie, ale przede wszystkim o ciepło. W mieście i na wsi nie mają „swojego” domu, a prowizoryczne kryjówki szybko przemakają i wychładzają się. Dobra wiadomość jest taka, że możecie realnie pomóc — i to bez wielkich kosztów. Ciepła budka DIY, zrobiona z prostych materiałów, potrafi uratować życie w czasie siarczystych mrozów.

Pierwsze, o czym warto pamiętać: koty wolnożyjące to nie „czyjeś koty, które się włóczą”, tylko zwierzęta żyjące na zewnątrz na stałe. Mróz grozi im wychłodzeniem, zapaleniem płuc, odmrożeniami uszu i łap, a także osłabieniem, przez które trudniej im zdobyć pokarm. Największym wrogiem jest jednak wilgoć i wiatr — mokre futro i przeciąg potrafią w kilka godzin zrobić więcej szkód niż sama ujemna temperatura.

Zobacz także:

Dlaczego koty wolnożyjące potrzebują naszej pomocy zimą?

Koty nie lubią zimna tak bardzo, jak czasem się wydaje. Owszem, potrafią szukać schronienia w piwnicach, pod schodami czy w opuszczonych budynkach, ale takie miejsca nie zawsze są dostępne i często bywają niebezpieczne. W czasie mrozów zwierzę szuka małej, suchej przestrzeni, w której utrzyma temperaturę własnym ciałem. Jeśli jej nie znajdzie, zaczyna tracić energię: szybciej marznie, rzadziej poluje, częściej choruje. Dlatego ocieplone schronienie w spokojnym miejscu to jedna z najlepszych form pomocy, jakie możecie dać.

Budka dla kota za kilka złotych. Jak ją zbudować?

fot: ig_royal/AdobeStock

Najprostsza, a przy tym skuteczna budka dla kota DIY może powstać ze styropianu i kartonu albo z plastikowego pojemnika. Liczy się izolacja i suchość. Najtańszy wariant: dwa kartony (jeden większy, drugi mniejszy) i płyty styropianowe 2–5 cm. Mniejszy karton wkładacie do większego, a przestrzeń między nimi wypełniacie styropianem (dno, boki, góra). Na koniec całość szczelnie oklejacie taśmą i owijacie folią lub grubym workiem, żeby nie przemakała.

Ważne: do środka nie dawajcie koca ani starych ubrań. Tkaniny łatwo chłoną wilgoć i zamarzają, a wtedy zamiast grzać — wychładzają. Najlepsza jest słoma (sucha, nie siano): izoluje, nie zbija się tak szybko i „oddycha”. Wystarczy warstwa na dnie, a potem można ją co jakiś czas wymienić.

Wejście powinno być małe, okrągłe lub owalne, ok. 12–15 cm średnicy — tak, by kot się przecisnął, ale by nie wpadało zimne powietrze. Dobrze, jeśli zrobicie je nie na środku ściany, tylko bliżej rogu, a dodatkowo dodacie „wiatrołap” (krótki tunel z kartonu lub kawałka rury), który ograniczy przeciągi.

Wymiary? Lepiej mniejsze niż większe. Dla jednego–dwóch kotów sprawdzi się wnętrze mniej więcej 35–40 cm długości, 25–30 cm szerokości i 25–30 cm wysokości. Zbyt duża budka trudniej się nagrzewa. Jeśli wiecie, że w okolicy przebywa większa grupka, lepiej postawić dwie mniejsze niż jedną ogromną.

Gdzie postawić budkę i jak jeszcze można pomóc kotom w trakcie mrozów?

Nawet najlepiej ocieplona budka nie zadziała, jeśli stanie w złym miejscu. Ustawcie ją tam, gdzie jest osłonięta od wiatru i opadów: pod zadaszeniem, przy ścianie budynku, w spokojnym zakątku pod krzewami. Podnieście ją minimum kilka centymetrów nad ziemię (np. na desce, palecie, cegłach), żeby odciąć wilgoć i mróz od podłoża. Wejście warto skierować w stronę przeciwną do najczęstszych podmuchów wiatru, a całość dodatkowo obciążyć, by nie przesunęła jej wichura.

Poza budką możecie pomóc też inaczej: dokarmiajcie regularnie, ale rozsądnie. Najlepiej sprawdza się mokra karma lub sucha wysokomięsna, a resztki z obiadu zostawcie dla ludzi — słone i przyprawione jedzenie może zaszkodzić. Pamiętajcie o wodzie: w mrozie szybko zamarza, więc lepiej nalewać ją częściej w mniejszych porcjach lub użyć ciężkiej miski, którą łatwo wymienić.

Jeśli w okolicy są karmiciele lub fundacje, warto się z nimi skontaktować — koty wolnożyjące powinny być też kastrowane/sterylizowane, bo to realnie zmniejsza cierpienie i liczbę kolejnych zwierząt zdanych na mróz.