Nie przypuszczałam, że zwykły czajnik elektryczny może tak bardzo wpłynąć na wygląd całej kuchni. Od dawna podobały mi się modne, ryflowane modele znanych marek, szczególnie Russell Hobbs, ale kiedy zobaczyłam ich ceny, szybko odłożyłam zakup na później. Kilkaset złotych za czajnik wydawało mi się po prostu przesadą. Wszystko zmieniło się podczas przeglądania oferty Lidla. Wpadł mi w oko ryflowany model SilverCrest, który z wyglądu od razu skojarzył mi się z dużo droższym sprzętem. Kiedy zaczęłam porównywać parametry, okazało się, że nie tylko prezentuje się świetnie, ale pod pewnymi względami wypada nawet lepiej od znacznie droższego konkurenta. Po kilku tygodniach użytkowania mogę śmiało powiedzieć, że był to jeden z najlepszych zakupów do mojej kuchni.

Od pierwszego spojrzenia pomyślałam o Russell Hobbs. Różnica w cenie jest jednak ogromna

Ryflowane AGD od kilku sezonów króluje w aranżacjach kuchni. Wystarczy zajrzeć do sklepów z wyposażeniem wnętrz albo przejrzeć media społecznościowe, by zauważyć, że modne czajniki coraz częściej pełnią także funkcję dekoracyjną. Sama od dawna wzdychałam do modeli Russell Hobbs z kolekcji Brontë. Podobały mi się ich eleganckie żłobienia, subtelna kolorystyka i nowoczesny design. Problem pojawiał się jednak przy cenie. Model Russell Hobbs Brontë kosztuje zwykle około 170–200 zł, w zależności od sklepu i aktualnej promocji. Tymczasem SilverCrest z Lidla można kupić za mniej więcej jedną trzecią tej kwoty. Już sama różnica cenowa robi ogromne wrażenie, ale najbardziej zaskoczyło mnie to, że wizualnie oba urządzenia są do siebie bardzo podobne. Ryflowana obudowa, minimalistyczna forma i stonowana kolorystyka sprawiają, że czajnik z Lidla wygląda znacznie drożej, niż wskazuje jego metka.

Zobacz także:

Po ustawieniu go na blacie kuchennym kilka osób zapytało mnie, czy w końcu kupiłam wymarzony model Russell Hobbs. Gdy odpowiadałam, że to SilverCrest z Lidla, reakcją było zwykle ogromne zdziwienie. Trudno się temu dziwić – na pierwszy rzut oka naprawdę trudno dostrzec różnicę. Dla mnie wygląd miał znaczenie, bo lubię, gdy sprzęty tworzą spójną całość z wystrojem wnętrza. Ten czajnik świetnie wpisuje się w nowoczesną kuchnię i nie wygląda jak typowy, tani sprzęt AGD.

fot. mat. własne Story.pl

Parametry pozytywnie mnie zaskoczyły. Pod jednym względem Lidl wygrywa z droższym konkurentem

Jeszcze większym zaskoczeniem okazały się dane techniczne. SilverCrest z Lidla wyposażono w silnik o mocy aż 3100 W. Dla porównania Russell Hobbs Brontë oferuje maksymalnie 2400 W. Różnica wynosi aż 700 W, co przekłada się na szybsze zagotowanie wody. Producent podaje, że czajnik z Lidla zagotowuje litr wody w około 2 minuty i 50 sekund. Rano, kiedy przygotowuję kawę przed pracą, naprawdę czuć tę szybkość. Nie muszę długo czekać na wrzątek, a przy codziennym użytkowaniu takie drobiazgi robią sporą różnicę.

Jeżeli szukasz ciekawostek aranżacyjnych, to też może cię zainteresować: Bestsellerowa lampa z ruchomym piaskiem robi cuda niewidy w mojej sypialni. Wydałam tylko 29,99 zł w Sinsay

Oba modele mają pojemność 1,7 litra, ukrytą grzałkę, obrotową podstawę 360 stopni, filtr antyosadowy oraz wskaźnik poziomu wody. Russell Hobbs oferuje dodatkowo podświetlenie wnętrza i wylewkę zapobiegającą kapaniu, natomiast SilverCrest stawia na praktyczne rozwiązania, takie jak wyjmowany filtr antywapienny, zabezpieczenie przed pracą na sucho, automatyczne wyłączanie oraz zintegrowane zwijanie kabla. Doceniam również wagę urządzenia. SilverCrest waży około 655 gramów, dzięki czemu jest lekki i wygodny podczas nalewania wody. Nawet pełny nie sprawia problemów podczas codziennego użytkowania. Dno wykonane ze stali nierdzewnej z zakrytym elementem grzewczym ułatwia utrzymanie czystości, a filtr antywapienny można szybko wyjąć i umyć pod bieżącą wodą.

fot. mat. własne Story.pl

To jeden z tych zakupów, których ani trochę nie żałuję. Wygląda świetnie i sprawdza się każdego dnia

Po kilku tygodniach używania mogę powiedzieć jedno – nie tęsknię za dużo droższym modelem. SilverCrest spełnia wszystkie moje oczekiwania. Gotuje wodę bardzo szybko, pracuje bez zarzutu, a przy tym świetnie prezentuje się na blacie kuchennym. Nie chowam go do szafki po każdym użyciu, bo po prostu stanowi element wystroju. Podoba mi się także jego prostota. Nie ma tutaj dziesiątek zbędnych funkcji, z których i tak większość osób nigdy nie korzysta. Jest za to wszystko, czego naprawdę potrzebuję na co dzień – odpowiednia pojemność, wysoka moc, łatwe czyszczenie i solidne wykonanie.

fot. mediaexpert.pl

Mam również wrażenie, że ryflowana obudowa sprawia, iż kuchnia wygląda bardziej elegancko. To detal, ale właśnie takie dodatki budują charakter wnętrza. W połączeniu z drewnianymi akcentami i jasnym blatem czajnik prezentuje się naprawdę efektownie. Jeśli ktoś od dawna marzy o designerskim czajniku, ale nie chce wydawać kilkuset złotych na sprzęt znanej marki, warto zwrócić uwagę na ofertę Lidla. SilverCrest udowadnia, że atrakcyjny wygląd nie musi oznaczać wysokiej ceny. Co więcej, pod względem mocy przewyższa znacznie droższego Russell Hobbs Brontë, oferując aż 3100 W zamiast 2400 W. Dla mnie okazał się idealnym połączeniem estetyki, funkcjonalności i rozsądnej ceny – a właśnie takich zakupów lubię najbardziej.