Jeszcze rok temu mój balkon był po prostu miejscem, gdzie stały doniczki z pelargoniami i niewielki stolik. Było ładnie, ale brakowało mu tego "czegoś", co sprawia, że wieczorem chce się usiąść z kubkiem herbaty i zostać tam do późnej nocy. Marzyła mi się przestrzeń, która będzie wyglądała jak mały, bajkowy ogród. Przeglądałam inspiracje w internecie i zachwycałam się ogrodami pełnymi subtelnych świateł, ale ceny dekoracji skutecznie studziły mój zapał. Wszystko zmieniło się podczas zakupów w Sinsay. Wpadła mi w oko ogrodowa lampa solarna w kształcie kwiatów za 22,99 zł. Już na półce wyglądała uroczo, a gdy przeczytałam, że po zmroku świeci delikatnym światłem, wiedziałam, że musi trafić do mojego koszyka. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że to jedna z najładniejszych dekoracji, jakie kiedykolwiek kupiłam na balkon.
Za dnia wygląda jak prawdziwy kwiat. Wieczorem zamienia balkon w magiczną przestrzeń
Od pierwszego spojrzenia urzekł mnie wygląd tej lampy. W przeciwieństwie do wielu klasycznych solarów nie przypomina plastikowego słupka wbitego w ziemię. Projektanci postawili na delikatny motyw kwiatowy, dzięki czemu dekoracja sama w sobie wygląda efektownie nawet wtedy, gdy nie świeci. Wśród moich roślin praktycznie wtapia się w doniczki i dopiero po chwili można zauważyć, że to nie kolejny kwiat, lecz lampa. Po powrocie do domu od razu wbiłam ją do dużej donicy z lawendą i trawami ozdobnymi. Już wtedy balkon zyskał bardziej romantyczny charakter. Dekoracja z Sinsay wygląda subtelnie, nie dominuje nad roślinami, ale pięknie je uzupełnia. To właśnie takie dodatki sprawiają, że nawet niewielka przestrzeń nabiera wyjątkowego klimatu.
Zobacz także:
Prawdziwa magia zaczyna się jednak po zmroku. Gdy zapada wieczór, solar automatycznie się rozświetla. Światło jest delikatne, ciepłe i bardzo nastrojowe. Nie razi w oczy, lecz tworzy przyjemną poświatę wokół kwiatów. Za każdym razem, gdy wychodzę wieczorem na balkon, mam wrażenie, jakbym siedziała w małym ogrodzie z bajki. Najbardziej lubię obserwować efekt z wnętrza mieszkania. Przez otwarte drzwi balkonowe widać świecące kwiaty, które wyglądają niemal jak świetliki unoszące się nad roślinami. To drobiazg, ale właśnie on całkowicie odmienił atmosferę tego miejsca.
fot. sinsay.pl
Nie potrzebuje kabli ani prądu. Słońce wykonuje całą pracę za mnie
Jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na tę dekorację, była jej prostota. Nie musiałam zastanawiać się, gdzie poprowadzić przewód ani szukać gniazdka na balkonie. Lampa działa dzięki energii słonecznej, więc wystarczyło umieścić ją w miejscu, gdzie dociera światło dzienne. To ogromna wygoda. W ciągu dnia panel ładuje akumulator, a wieczorem wszystko dzieje się automatycznie. Nie pamiętam już o włączaniu i wyłączaniu oświetlenia. Kiedy robi się ciemno, kwiat zaczyna świecić sam. Dla mnie to jedno z największych udogodnień, zwłaszcza że często wracam do domu późnym popołudniem.
A jeśli interesuje cię więcej aranżacyjnych trików, to też może cię zainteresować: Niby do łazienki, a ja powiesiłam na balkonie. Myślałam, że tylko Sinsay ma takie gadżety, a to Pepco
Doceniam również to, że lampa jest bardzo lekka. Bez problemu mogę przenosić ją między donicami i zmieniać aranżację balkonu w zależności od pory roku. Raz stoi obok hortensji, innym razem trafia między lawendę albo pelargonie. Za każdym razem wygląda świetnie. Nie spodziewałam się też, że będzie aż tak trwała. Mimo deszczu i mocnego słońca nadal prezentuje się bardzo dobrze. To ważne, bo dekoracje balkonowe muszą radzić sobie z różnymi warunkami atmosferycznymi. Tutaj nie muszę martwić się o codzienne chowanie jej do domu.
To najtańsza dekoracja, która zrobiła największy efekt. Teraz chcę dokupić kolejne
Największym zaskoczeniem pozostaje dla mnie cena. Za 22,99 zł trudno dziś kupić dekorację, która naprawdę zmienia wygląd balkonu. Tymczasem ta niewielka lampa zrobiła większe wrażenie niż niejedna znacznie droższa ozdoba. Od kiedy pojawiła się u mnie, coraz częściej spędzam wieczory na balkonie. Zapalam świeczkę, robię herbatę albo kawę i po prostu siedzę, patrząc na delikatnie świecące kwiaty. To właśnie wtedy najbardziej doceniam, jak niewielkim kosztem można stworzyć miejsce, które daje tyle przyjemności.
Znajomi odwiedzający mnie latem niemal zawsze zwracają uwagę właśnie na tę dekorację. Wielu z nich pyta, gdzie udało mi się znaleźć takie świecące kwiaty. Kiedy odpowiadam, że kupiłam je w Sinsay za niecałe 23 zł, reakcją najczęściej jest niedowierzanie. Większość jest przekonana, że kosztowały kilka razy więcej. Już planuję dokupić kolejne sztuki, bo wiem, że efekt będzie jeszcze piękniejszy. Kilka takich lamp ustawionych między roślinami stworzy prawdziwy świetlny ogród. Jeśli marzy się o szybkiej i niedrogiej metamorfozie balkonu, ta solarna lampa z Sinsay jest strzałem w dziesiątkę. Za dnia wygląda jak elegancki kwiat, a po zmroku zamienia zwykły balkon w bajkowy zakątek, z którego naprawdę nie chce się wracać do domu.

Obserwuj nas na Google







