Ćma bukszpanowa potrafi zniszczyć piękne krzewy w zaledwie kilka tygodni. Wiele osób zaczyna walkę dopiero wtedy, gdy liście są już przegryzione, a gałązki ogołocone. Tymczasem stary ogrodniczy patent mówi jasno. Najlepiej działać jeszcze zanim szkodnik się pojawi. Mój dziadek robił to zawsze w marcu i dzięki temu jego bukszpany przez lata wyglądały jak zielone kule z katalogu ogrodniczego.
Ćma bukszpanowa niszczy krzewy w kilka tygodni. Lepiej przygotować ogród zanim się pojawi
Ten niepozorny motyl stał się prawdziwą zmorą ogrodów w całej Polsce. Dorosła ćma sama w sobie nie jest groźna, ale jej gąsienice potrafią zjeść całe krzewy bukszpanu. Najpierw pojawiają się drobne przegryzione liście, później pajęczynki między gałązkami, a na końcu zostają już tylko gołe patyki.
Zobacz także:
Problem polega na tym, że gdy zauważymy pierwsze ślady, często jest już za późno. Gąsienice żerują bardzo szybko i w krótkim czasie potrafią opanować cały krzew. Dlatego doświadczeni ogrodnicy mówią wprost. Najlepsza obrona zaczyna się zanim pojawi się pierwsza ćma.
To może ci się spodobać: „Resztkowy" nawóz z 3 łyżek to ambrozja dla bratków. Daje im kopa i odstrasza ślimaki
Właśnie dlatego mój dziadek zawsze powtarzał, że marzec to najważniejszy miesiąc w walce z tym szkodnikiem. Wtedy ogród dopiero budzi się do życia, a my możemy przygotować naturalnych sprzymierzeńców, którzy zrobią za nas całą robotę.
Stosiki z liści i patyczków przyciągają sprzymierzeńców ogrodu. Biedronki i inne drapieżniki zjadają ćmę bukszpanową
Patent dziadka był zaskakująco prosty. Zamiast oprysków czy chemii zbierał w ogrodzie suche liście, małe gałązki i patyczki. Układał z nich niewielkie stosiki w pobliżu bukszpanów. Nie wyglądało to szczególnie elegancko, ale miało bardzo ważny cel.
Takie małe sterty są idealnym schronieniem dla wielu pożytecznych owadów. Biedronki, złotooki czy pająki uwielbiają takie miejsca. Mogą się tam ukryć, przezimować i spokojnie rozmnażać.
A to właśnie te owady są naturalnymi wrogami wielu ogrodowych szkodników. Gdy tylko pojawiają się larwy ćmy bukszpanowej, drapieżniki zaczynają ucztę. Dzięki temu populacja gąsienic jest znacznie mniejsza, a krzewy mają dużo większą szansę przetrwać sezon.
Dziadek zawsze mówił z uśmiechem, że w ogrodzie trzeba mieć armię. Tyle że jego żołnierzami były biedronki.
fot. Adobe Stock/ meegi
Patent starego ogrodnika działa najlepiej w marcu. Wtedy ogród zaczyna pracować sam
Najważniejszy jest moment. Jeśli stosiki z liści i patyczków pojawią się w ogrodzie już w marcu, owady zdążą się w nich zadomowić zanim zacznie się sezon szkodników. To trochę jak przygotowanie hotelu dla naszych sprzymierzeńców.
Wystarczy kilka miejsc w ogrodzie. Najlepiej przy żywopłocie, w rogu rabaty albo właśnie w pobliżu bukszpanów. Nie trzeba budować dużych konstrukcji. Czasem wystarczy garść suchych liści przykryta kilkoma gałązkami.
Po kilku tygodniach taki mały stosik zaczyna żyć własnym życiem. Pojawiają się w nim owady, które patrolują ogród i zjadają szkodniki zanim te zdążą się rozmnożyć.
Kiedy byłam dzieckiem, śmiałam się z tych kup liści u dziadka. Dziś robię dokładnie to samo w swoim ogrodzie. I za każdym razem przypominam sobie jego słowa, że w naturze wszystko jest już wymyślone. Trzeba tylko pozwolić jej działać.








