Jesienią zdecydowanie częściej nakrywam stół obrusem. Rodzinny obiad, niedzielna kawa czy zbliżające się święta sprawiają, że mam ochotę wyciągnąć z szafy ładniejszą zastawę i trochę bardziej zadbać o stół. Najchętniej wybieram biel, bo pasuje do wszystkiego i wygląda schludnie. Niestety jest też bezlitosna. Wystarczy kilka użyć, żeby szybko zauważyć, że materiał stracił swoją początkową świeżość. Na szczęście mam na to sposób.

Biały obrus po kilku użyciach przestaje wyglądać jak nowy. Szarawy lub żółtawy odcień potrafi zepsuć nawet najładniejsze nakrycie

Mam w domu biały obrus, po który sięgam od lat przy większych okazjach. Lubię go właśnie za prostotę. Mogę postawić na nim klasyczną porcelanę, kolorowe talerze albo jesienną dekorację i właściwie wszystko do niego pasuje. Jest jednak jeden problem. Po pewnym czasie jego biel nie wygląda już tak samo.

Zobacz także:

Najbardziej widzę to po wyjęciu obrusu z szafy i rozłożeniu go w dziennym świetle. Niby jest czysty i wyprany, ale zamiast świeżej bieli pojawia się lekko szarawy albo żółtawy odcień. Przy jasnej zastawie różnica potrafi być naprawdę widoczna.

Do tego dochodzą ślady po normalnym użytkowaniu. Kawa, herbata, sos czy tłuste jedzenie mogą pozostawić plamy, szczególnie gdy nie zajmę się nimi od razu. Niektóre schodzą podczas zwykłego prania, inne wymagają wcześniejszego potraktowania.

Nie chcę jednak za każdym razem używać silnego wybielacza. Zanim po niego sięgnę, próbuję prostszej metody. Szczególnie gdy problemem nie jest jedna konkretna, uporczywa plama, tylko ogólne poszarzenie tkaniny.

Sól i gorąca woda to mój pierwszy sposób na poszarzały biały obrus. Zanim włączę pralkę, urządzam tkaninie dłuższe namaczanie

Mój domowy sposób jest naprawdę prosty. Przygotowuję dużą miskę lub inne naczynie, w którym obrus może swobodnie się zmieścić. Nalewam ciepłej wody i rozpuszczam w niej sól. Dopiero później wkładam materiał, tak aby cały znalazł się pod powierzchnią.

fot. Bowonpat/Adobe Stock

Nie odmierzam soli na oko. Na 2 l wody wystarcza mi 5 łyżek. Najważniejsze jest dokładne rozpuszczenie kryształków przed włożeniem tkaniny. Obrus zostawiam w takiej kąpieli na kilka godzin. Co jakiś czas delikatnie poruszam materiałem, szczególnie w miejscach, które wyglądają na bardziej poszarzałe. Nie szoruję go mocno i nie próbuję wykręcać. Po namoczeniu obrus delikatnie odciskam i przekładam prosto do pralki. Dopiero wtedy zaczyna się drugi etap mojego sposobu.

Biały obrus piorę osobno od kolorowych rzeczy i zawsze sprawdzam metkę. Odpowiedni program oraz szybka reakcja na plamy pomagają zachować jego świeży wygląd

Największy błąd, którego staram się nie popełniać, to wrzucanie białego obrusu do przypadkowego prania. Nawet jasne ubrania mogą z czasem wpływać na wygląd białej tkaniny. Właśnie dlatego obrus piorę z białymi rzeczami albo osobno. Temperaturę dobieram do zaleceń znajdujących się na metce.

Dużo daje również szybkie działanie. Po rodzinnym obiedzie nie składam poplamionego obrusu i nie zostawiam go na kilka dni w koszu. Strzepuję okruszki, sprawdzam materiał pod kątem zabrudzeń i zajmuję się nimi możliwie szybko. Im dłużej kawa, czerwony sos czy tłuszcz pozostają na tkaninie, tym trudniej później odzyskać równomierny wygląd.

Nie przesadzam także z ilością detergentu. Więcej proszku nie oznacza automatycznie bielszego obrusu. Stosuję ilość zalecaną przez producenta środka piorącego i dopasowuję ją do wielkości prania oraz stopnia zabrudzenia. Po wypraniu nie trzymam mokrego obrusu długo w bębnie. Wyjmuję go możliwie szybko, rozprostowuję i suszę zgodnie z informacjami na metce. Dzięki temu przed kolejnym rodzinnym obiadem nie muszę gorączkowo szukać nowego obrusu tylko dlatego, że stary stracił świeży wygląd.

To również może cię zainteresować: Jesienią i zimą światło pali się u mnie praktycznie od 16, więc zrobiłam tę 1 rzecz. Rachunek za prąd mam niższy nawet o 100-150 zł

Sól i woda nie zastąpią profesjonalnego odplamiania w każdej sytuacji, ale w moim domu to właśnie od prostego namaczania zaczynam ratowanie poszarzałej bieli. Kosztuje grosze, zajmuje chwilę pracy i pozwala najpierw wypróbować łagodniejszą metodę, zanim sięgnę po mocniejsze preparaty.