Coraz częściej zastanawiam się, zanim coś wyrzucę w kuchni. Fusy po kawie wykorzystuję do roślin, z czerstwego pieczywa robię grzanki, a niektóre obierki zamiast do kosza trafiają do garnka. Lubię takie proste sposoby, bo nie wymagają kupowania kolejnych produktów i pozwalają wykorzystać to, co już mam w domu. Nie wszystko oczywiście nadaje się do ponownego użycia, ale czasem najzwyklejsza kuchenna resztka okazuje się zaskakująco przydatna. Ostatnio znalazłam kolejne zastosowanie dla czegoś, co przez lata wyrzucałam niemal odruchowo.

Siwe włosy zaczęły coraz mocniej odcinać się od mojego koloru. Nie chciałam jednak co chwilę umawiać kolejnej wizyty u fryzjera

Pierwsze pojedyncze siwe włosy zupełnie mi nie przeszkadzały. Z czasem zaczęło pojawiać się ich więcej, a najbardziej widoczne stały się przy przedziałku i w okolicy skroni. Właśnie tam zauważałam je jako pierwsze, kiedy rano układałam fryzurę. Nie chodziło nawet o samą siwiznę, tylko o kontrast pomiędzy jaśniejszymi włosami a resztą mojego koloru.

Zobacz także:

Oczywiście najprostszym rozwiązaniem byłaby kolejna koloryzacja. Problem w tym, że regularne wizyty u fryzjera oznaczają dodatkowy wydatek, a do tego trzeba znaleźć na nie czas. Nie zawsze mam też ochotę farbować całe włosy tylko dlatego, że pojawiło się kilka jaśniejszych pasm. Zaczęłam więc interesować się domowymi metodami, które mogłabym stosować pomiędzy kolejnymi koloryzacjami.

Wtedy przypomniałam sobie o sposobie z łupinami cebuli. Brzmi dość nietypowo, szczególnie gdy przez całe życie traktowało się je jak zwykły kuchenny odpad. Postanowiłam więc sprawdzić, na czym dokładnie polega ta metoda i jak przygotować ją w domu.

fot. doucefleur/Adobe Stock

Łupiny cebuli zamiast do kosza odkładam na później. Przygotowanie domowej płukanki jest naprawdę proste

Do przygotowania potrzebne są przede wszystkim suche, zewnętrzne łupiny cebuli oraz woda. Wybieram czyste łupiny bez śladów pleśni czy zepsucia. Zbieram ich mniej więcej dwie garście, wkładam do niewielkiego garnka i zalewam około litrem wody. Następnie doprowadzam całość do wrzenia i gotuję na niewielkim ogniu przez około 20 minut.

Później odstawiam garnek i czekam, aż zawartość całkowicie ostygnie. Wywar przecedzam przez sitko, żeby pozbyć się wszystkich kawałków łupin. W ten sposób otrzymuję płyn, który mogę wykorzystać podczas pielęgnacji włosów. Nie dodaję do niego farby ani żadnych innych produktów koloryzujących.

Płukankę stosuję po normalnym umyciu włosów. Polewam nią pasma stopniowo, zwracając uwagę przede wszystkim na miejsca, w których siwizna jest najbardziej widoczna. Można też przelać przygotowany wywar do butelki z atomizerem, dzięki czemu łatwiej rozprowadzić go na wybranych partiach. Zostawiam go na włosach na kilkanaście minut, a następnie dokładnie spłukuję letnią wodą. Dzięki temu na włosach nie pozostaje płukanka przez cały dzień.

Nie używam takiej płukanki codziennie. Sięgam po nią raz lub dwa razy w tygodniu i obserwuję włosy. Domowe sposoby również wymagają rozsądku, dlatego przed pierwszym użyciem warto sprawdzić miksturę na małym fragmencie skóry oraz pojedynczym paśmie.

To też może cię zainteresować: Łyżka tego, łyżka tego i na włosy. Domowa maska ratuje mnie, gdy są suche jak siano. Na jesień perfekto

Domowy sposób na siwe włosy nie działa jak trwała farba. Efekt jest delikatniejszy i właśnie na tym mi zależy

Wywar z cebulowych łupin nie sprawi, że siwe włosy po jednym użyciu nagle znikną. Nie traktuję go więc jak zamiennika klasycznej koloryzacji. Chodzi o znacznie subtelniejszy rezultat, który może pojawiać się stopniowo przy regularnym stosowaniu.

Cebulowe łupiny nadają pasmom cieplejszy, złocisty lub brązowawy odcień. Dzięki temu pojedyncze jasne włosy mniej kontrastują z resztą fryzury. Rezultat zależy jednak od naturalnego koloru, kondycji i porowatości włosów, dlatego u dwóch osób ta sama płukanka nie musi wyglądać identycznie.

Nie oczekuję też, że ten sposób zastąpi mi fryzjera na stałe. Gdy zależy mi na równym, przewidywalnym i trwałym kolorze, profesjonalna koloryzacja pozostaje zupełnie innym rozwiązaniem. Płukankę traktuję raczej jako tani domowy sposób na okres pomiędzy wizytami. Najbardziej podoba mi się w nim to, że wykorzystuję coś, co jeszcze niedawno bez chwili zastanowienia wyrzucałam do kosza.