Najbardziej lubię ten moment tuż po wyjściu od fryzjera. Włosy są ułożone, kolor wygląda świeżo, a ja przez kilka dni nie muszę zastanawiać się, co zrobić z odrostami. Niestety, przy ciemniejszych odcieniach siwizna szybko zaczyna rzucać się w oczy. Szczególnie przy skroniach i na środku głowy. Zaczęłam więc szukać sposobu, który pozwoli mi trochę odsunąć w czasie kolejne farbowanie, a przy okazji nie będzie wymagał dużych wydatków. Trafiłam na naprawdę skuteczny domowy trik.

Farbowanie włosów skutecznie ukrywa siwiznę, ale nie warto robić go co dwa tygodnie. Zbyt częste zabiegi mogą osłabić kosmyki

Nie mam nic do farbowania włosów. Wręcz przeciwnie, bardzo lubię kombinować z ciemniejszymi kolorami i nie zamierzam z niego rezygnować tylko dlatego, że z wiekiem przybywa mi siwych włosów. Problem pojawia się wtedy, gdy odrosty zaczynają być widoczne znacznie wcześniej, niż planowałam kolejną wizytę u fryzjera.

Zobacz także:

Przy ciemnej farbie wystarczy przecież niewielki jasny pasek przy przedziałku, żeby cała fryzura wyglądała źle. W takich momentach najchętniej od razu sięgnęłabym po koloryzację, ale wiem, że takie pośpieszne poprawki nie zawsze są dobrym rozwiązaniem.

Trwałe farbowanie zwykle powtarza się co około 4 do 6 tygodni, choć wiele zależy od tempa wzrostu włosów, rodzaju preparatu i kondycji skóry głowy. Nie jest to sztywna zasada dla każdej osoby. Najważniejsze są zalecenia producenta farby oraz to, jak włosy reagują na zabieg.

Szczególnie uważałabym z częstym nakładaniem trwałej farby na całą długość. Włosy, które były już wielokrotnie koloryzowane, mogą stawać się bardziej suche, szorstkie i podatne na łamanie. Właśnie dlatego przy odrostach lepiej skupić się na nowo wyrastających pasmach, zamiast za każdym razem farbować wszystko od nasady aż po końcówki.

A więc co zrobić, kiedy siwe włosy pojawiają się już po dwóch tygodniach? Właśnie wtedy przydają mi się łagodniejsze sposoby na chwilowe odświeżenie wyglądu fryzury.

Czarna herbata i szałwia to mój sposób na siwe odrosty między farbowaniami. Domowa płukanka delikatnie przyciemnia włosy

O połączeniu czarnej herbaty i szałwii słyszałam już dawno, ale dopiero problem z szybko widoczną siwizną sprawił, że zainteresowałam się nim bliżej. Oba składniki są niedrogie, a przygotowanie płukanki nie wymaga żadnych specjalnych umiejętności.

Czarna herbata zawiera naturalne barwniki, między innymi taniny, które mogą pozostawiać na włosach delikatny osad. Szałwia również zawiera związki roślinne wykorzystywane w tradycyjnych domowych płukankach przyciemniających.

Nie oznacza to jednak, że taka mieszanka działa jak farba. Przyciemnienie jest subtelne i u każdego da inny efekt. Ja jestem jednak bardzo zadowolona z tej metody. Tym bardziej, że jest ona banalna w przygotowaniu.

fot. Adobe Stock/Cozine

Do zrobienia domowej płukanki potrzebuję dwóch torebek czarnej herbaty, łyżki suszonej szałwii i około 500 ml wody. Najpierw zalewam składniki gorącą wodą i pozostawiam pod przykryciem na mniej więcej 15 do 20 minut. Następnie dokładnie przecedzam napar i czekam, aż całkowicie ostygnie.

Tak przygotowanym płynem można polać umyte włosy, szczególnie w miejscach, gdzie siwizna jest najbardziej widoczna. Rozprowadzam go delikatnie, bez mocnego pocierania skóry. Po kilku minutach spłukuję włosy letnią wodą. Nie oczekuję, że po jednym użyciu srebrne pasma zmienią się w ciemnobrązowe. Płukanka może co najwyżej lekko zmienić odcień niektórych włosów, a efekt zależy od ich porowatości, wcześniejszej koloryzacji i naturalnego koloru. Najlepszy efekt pojawia się po regularnym stosowaniu.

Dla mnie największą zaletą tego sposobu jest prostota. Nie muszę kupować kolejnego kosmetyku ani umawiać wizyty w salonie. Gdy jednak zależy mi na pewnym zakryciu odrostów, wybieram specjalny spray lub puder do włosów, bo ich działanie jest znacznie bardziej przewidywalne.

Farbowane włosy potrzebują czegoś więcej niż dobrego szamponu. Kilka codziennych nawyków pomaga zachować kolor i miękkość

Zauważyłam, że nawet najładniejszy odcień nie prezentuje się dobrze, kiedy włosy są przesuszone i pozbawione blasku. Właśnie dlatego między koloryzacjami staram się poświęcić im trochę więcej uwagi. Nie chodzi o półkę pełną drogich kosmetyków, ale o kilka prostych przyzwyczajeń.

Przede wszystkim wybieram łagodny szampon przeznaczony do włosów farbowanych. Myję skórę głowy dokładnie, ale bez intensywnego szorowania długości. Piana spływająca podczas spłukiwania zwykle wystarcza, żeby oczyścić pozostałe pasma z codziennych zanieczyszczeń.

Po każdym myciu nakładam odżywkę, zwłaszcza na środkową część włosów i końcówki. To właśnie tam najczęściej pojawia się szorstkość i problem z rozczesywaniem. Raz na jakiś czas sięgam też po maskę.

Bardzo ważna jest również temperatura wody. Gorący prysznic bywa przyjemny, szczególnie jesienią, jednak włosom farbowanym zwykle lepiej służy letnia woda. Staram się również ograniczać prostownicę i lokówkę. Kiedy już korzystam z urządzeń do stylizacji, nakładam wcześniej kosmetyk termoochronny.

To również może cię zainteresować: Brwi miałam prawie białe. Teraz nakładam na nie domową papkę z 2 składników. Są ciemniejsze bez henny i jak po laminacji

Mam jeszcze jedną zasadę. Nie próbuję za wszelką cenę ukrywać każdego siwego włosa natychmiast po jego pojawieniu się. Czasem wystarczy zmienić przedziałek, inaczej ułożyć fryzurę albo użyć kosmetyku maskującego odrosty. Dzięki temu mogę spokojniej poczekać do następnej koloryzacji, a moje włosy nie muszą przechodzić kolejnego zabiegu co kilkanaście dni.