Czasami najlepsze zakupy to te, których w ogóle nie planujemy. Wystarczy chwila nieuwagi, jedno spojrzenie i nagle do koszyka trafia coś, po co wcale nie przyszliśmy. Szczególnie łatwo ulegam pokusie, gdy chodzi o kwiaty i rośliny. Potrafią odmienić mieszkanie, balkon czy parapet szybciej niż niejeden nowy dodatek. Właśnie dlatego podczas ostatniej wizyty w Biedronce mój plan zakupowy bardzo szybko przestał mieć znaczenie.
Lilia azjatycka z Biedronki od razu skradła moją uwagę. Tego dnia miała być tylko dodatkiem do codziennych zakupów
Jedno spojrzenie na ekspozycję przy wejściu wystarczyło, żebym całkowicie zapomniała o liście zakupów. Tym razem dział z roślinami w Biedronce był wyjątkowo bogato zaopatrzony. Kolorowe kwiaty dosłownie przyciągały wzrok i sprawiały, że trudno było przejść obok nich obojętnie. Najczęściej kupuję w tam cięte goździki. Uwielbiam stawiać je w wazonie w salonie, bo od razu ocieplają wnętrze. Dodatkowo potrafią zachować świeżość nawet przez trzy tygodnie, jeśli regularnie wymieniam im wodę i odpowiednio o nie dbam. Tym razem jednak moją uwagę przyciągnęło coś zupełnie innego.
Zobacz także:
Wśród roślin stała lilia azjatycka. Nie dało się jej nie zauważyć. Miała duże, efektowne kwiaty w intensywnych kolorach – żółtym, pomarańczowym i czerwonym. Wyglądały niemal egzotycznie i od razu kojarzyły mi się z wakacyjnymi ogrodami pełnymi kwiatów. Im dłużej się jej przyglądałam, tym bardziej podobał mi się jej wygląd. Smukłe zielone liście pięknie kontrastowały z kolorowymi kwiatami, a całość prezentowała się bardzo elegancko. Roślina była sprzedawana w doniczce, która miała prosty, minimalistyczny charakter. Od razu wyobraziłam ją sobie na parapecie w salonie, ale jeszcze bardziej na balkonie.
Największym zaskoczeniem była cena. Za tak efektownie wyglądającą roślinę trzeba było zapłacić zaledwie 11,99 zł. W dzisiejszych czasach za podobną kwotę trudno kupić nawet większy bukiet kwiatów ciętych. Nie zastanawiałam się długo. Lilia azjatycka z Biedronki błyskawicznie trafiła do mojego koszyka i wróciła ze mną do domu.
fot. biedronka.pl
Rośliny na południowy balkon bywają prawdziwym wyzwaniem. Rozmowa z babcią rozwiała wszystkie moje wątpliwości
Radość z zakupu trwała do momentu, kiedy spojrzałam na balkon. Wtedy przypomniałam sobie pewien szczegół, o którym kompletnie zapomniałam podczas zakupów. Mój balkon wychodzi na południową stronę i latem zamienia się w prawdziwą patelnię. W najgorętsze dni słońce operuje tam praktycznie od rana do wieczora. Wiele roślin, które próbowałam wcześniej uprawiać, szybko traciło dobrą formę. Niektóre miały przypalone liście, inne wymagały ciągłego ratowania przed przesuszeniem. Przez chwilę byłam przekonana, że nowy zakup ostatecznie wyląduje na parapecie w mieszkaniu.
Na szczęście postanowiłam najpierw zadzwonić do mojej babci. Jeśli ktoś zna się na kwiatach, to właśnie ona. Od wielu lat prowadzi ogród pełen róż, piwonii, lilii i dziesiątek innych roślin. Zawsze wie, co sadzić, kiedy podlewać i jak uratować nawet najbardziej kapryśne okazy. Ku mojemu zaskoczeniu od razu mnie uspokoiła. Powiedziała, że lilia azjatycka bardzo dobrze radzi sobie w słonecznych miejscach i nie muszę obawiać się południowego balkonu. Wręcz przeciwnie, duża ilość światła sprzyja jej wzrostowi oraz obfitemu kwitnieniu.
Babcia wyjaśniła mi również, że właśnie dlatego tak często można spotkać te kwiaty w ogrodach wystawionych na pełne słońce. Oczywiście podczas największych upałów trzeba pamiętać o regularnym podlewaniu, ale sama ekspozycja na słońce nie jest dla niej problemem. Przyznam, że bardzo mnie to ucieszyło. Od razu poczułam ulgę, bo coraz trudniej znaleźć efektowne rośliny na południowy balkon, które nie wymagają ciągłego przestawiania i kombinowania z cieniem. Dzięki tej rozmowie mogłam w końcu ustawić swoją nową zdobycz dokładnie tam, gdzie od początku ją widziałam.
Masz południowy taras? Zerknij na to cacko z Biedry: Mój południowy taras nagrzewał się jak patelnia. Dorwałam to przeciwsłoneczne cudo za 42 zł i wreszcie mam cień
Ta lilia azjatycka nie wymaga skomplikowanej pielęgnacji. Kilka wskazówek od babci bardzo mi się przydało
Podpytałam również babcie o pielęgnacje nowego nabytku. W końcu skoro roślina miała stać na balkonie przez całe lato, wolałam od początku wiedzieć, jak najlepiej o nią zadbać. Najważniejsza okazała się regularność. Babcia podkreśliła, że lilia nie lubi długotrwałego przesuszenia podłoża. Nie oznacza to jednak, że trzeba ją podlewać bez opamiętania. Ziemia powinna być lekko wilgotna, ale woda nie może zalegać w doniczce.
Zwróciła mi również uwagę na to, że podczas upałów warto częściej kontrolować podłoże. Na południowym balkonie ziemia wysycha zdecydowanie szybciej niż w półcieniu. Wystarczy jednak kilka minut dziennie, żeby sprawdzić jej stan i odpowiednio zareagować. Przydatna okazała się także rada dotycząca przekwitłych kwiatów. Babcia zawsze usuwa je na bieżąco, dzięki czemu roślina wygląda estetycznie i może skupić energię na dalszym rozwoju. To drobny zabieg, który zajmuje dosłownie chwilę. Wspomniała również o nawożeniu. W okresie kwitnienia warto sięgnąć po nawóz przeznaczony dla roślin kwitnących. Dzięki temu kwiaty są bardziej okazałe, a sama roślina dłużej zachowuje atrakcyjny wygląd.
Patrząc dziś na moją lilię, mam wrażenie, że był to jeden z najlepszych spontanicznych zakupów ostatnich tygodni. Poszłam do Biedronki po pieczywo, warzywa i kilka produktów na obiad – wróciłam z rośliną, która stała się największą ozdobą mojego balkonu. Czasami właśnie takie nieplanowane zakupy sprawiają najwięcej radości.
Obserwuj nas na Google







