Koniec października ma u mnie swój stały scenariusz. Przecieram szafki, zaglądam na górę mebli, myję okna i nagle odkrywam rzeczy, których na co dzień zupełnie nie zauważam. Przed Wszystkimi Świętymi chcę po prostu mieć spokój, kiedy po odwiedzeniu cmentarza rodzina wpadnie na kawę czy obiad. I właśnie wtedy najbardziej widać, jak dużo zmieniają czyste okna oraz świeże, jasne firanki.
Szare firanki po praniu potrafią zepsuć cały efekt. Przed Wszystkimi Świętymi postanowiłam zrobić z nimi porządek
Moje firanki nie były mocno zabrudzone. Problem wyglądał inaczej. Po zwykłym praniu w pralce nadal brakowało im świeżości, biel zrobiła się jakaś przygaszona, a materiał miał zapach, którego nie kojarzyłam z czystym praniem. Znasz to uczucie, kiedy człowiek umyje okna, odkurzy parapety, zawiesi firanki i zamiast satysfakcji zaczyna się im przyglądać?
Zobacz także:
Właśnie dlatego nie chciałam kolejny raz po prostu wrzucać ich do pralki. Sąsiadka podpowiedziała mi, żeby przed praniem je namoczyć i podała prostą proporcję 3:5. Brzmi trochę jak tajemny szyfr, ale chodzi o zwykłą sodę oczyszczoną i wodę. To szczególnie wygodny patent przed rodzinnymi spotkaniami. Nie wymaga kupowania kolejnego detergentu, a soda zwykle i tak stoi gdzieś w kuchennej szafce.
Metoda 3:5 zaczyna się jeszcze przed włączeniem pralki. Potrzebne są soda oczyszczona i zwykła woda
Proporcja jest banalna do zapamiętania. Na 5 litrów wody wsypuję 3 łyżki sody oczyszczonej. W takim roztworze zanurzam firanki przed właściwym praniem.
Nie upycham ich przy tym do małej miski. Materiał powinien mieć trochę miejsca i dobrze nasiąknąć wodą z sodą. To właśnie ten dodatkowy etap zrobił u mnie największą różnicę, bo wcześniej ograniczałam się wyłącznie do pralki i za każdym razem oczekiwałam innego rezultatu.
fot: Paweł Michałowski/AdobeStock
Po namaczaniu firanki trafiają normalnie do pralki. Program najlepiej dobrać do zaleceń dotyczących konkretnej tkaniny, zwłaszcza że delikatne firany łatwo zniszczyć zbyt wysoką temperaturą albo intensywnym wirowaniem. Ja wolę obchodzić się z nimi ostrożnie. Kilkanaście minut zaoszczędzonych na praniu nie jest warte późniejszego rozciągniętego czy pogniecionego materiału.
Czytaj także: Tłusty kurz na okapie wreszcie "odpuścił". Prosta mieszanka pół na pół poradziła sobie z nim w minutę
Zamiast płynu do płukania to. Firanki po praniu są świeższe i nie mają dziwnego zapachu
Druga część sposobu zaskoczyła mnie bardziej, bo do przegródki na płyn do płukania zamiast niego wlewam 100 ml octu. Sama kiedyś podchodziłam do tego pomysłu ostrożnie. Ocet nie kojarzy się przecież z zapachem świeżego prania.
Po wysuszeniu nie chodzi jednak o to, żeby firanki pachniały octem. Ten etap ma przede wszystkim pomóc je odświeżyć i pozbyć się nieprzyjemnej woni, która czasami zostaje na tkaninie mimo prania. W połączeniu z wcześniejszym namaczaniem w sodzie efekt jest znacznie lepszy niż po samym praniu.
Przed Wszystkimi Świętymi taki sposób szczególnie mi odpowiada, bo nie komplikuje porządków. Gdy mam do umycia okna, łazienkę, kuchnię i jeszcze przygotowanie domu na wizytę bliskich, ostatnie czego potrzebuję, to długa lista kolejnych środków do kupienia.
Soda, woda i odrobina octu wystarczą, żeby dać szarym firankom jeszcze jedną szansę. Zanim więc uznasz, że stare firany nadają się już tylko do wymiany, można najpierw wypróbować prostą metodę 3:5. U mnie właśnie taki dodatkowy krok przed praniem okazał się tym, czego brakowało.

Obserwuj nas na Google







