Październik kojarzy mi się z porządkowaniem ogrodu, ale nie oznacza to, że odkładam łopatkę do garażu i czekam do wiosny. Chłodniejsze tygodnie wykorzystuję bowiem na sadzenie bylin. Szczególnie lubię takie rośliny, które nie wymagają ode mnie corocznego rozpoczynania wszystkiego od początku. Sadzę je raz, później pielęgnuję, a w odpowiednim momencie ogród odwdzięcza mi się kolorami. Jakiś czas temu znalazłam gatunek, którego sadzonki są tanie, a dodatkowo spełniają dwie ważne funkcje jesienią.

Astry jesienne rozświetlają ogród wtedy, gdy inne kwiaty powoli znikają. Ich fioletowe koszyczki potrafią stworzyć na rabacie prawdziwą chmurę

Astry należą do tych kwiatów, które najbardziej doceniam pod koniec sezonu. Wiosną łatwo zachwycić się ogrodem, bo niemal co chwilę coś zaczyna kwitnąć. Późnym latem i jesienią robi się trudniej. Część roślin przekwita, liście zaczynają zmieniać kolor i na rabatach pojawia się coraz więcej pustych miejsc. I to właśnie wtedy astry pokazują, co potrafią.

Zobacz także:

fot. Kristine/Adobe Stock

W zależności od odmiany mogą różnić się wysokością, pokrojem i kolorem kwiatów. Mnie najbardziej podobają się te w odcieniach fioletu. Posadzone po kilka sztuk obok siebie z czasem tworzą dużą kolorową plamę. Z daleka wygląda to niemal jak fioletowa chmura.

Astry dobrze komponują się także z innymi roślinami kwitnącymi pod koniec sezonu, ale wcale nie potrzebują wielu sąsiadów. Lubię zestawiać je przede wszystkim z ozdobnymi trawami. Dzięki temu to właśnie drobne kwiaty są najmocniejszym akcentem na rabacie.

Astry można sadzić również jesienią. Robię to na początku października i daję sadzonkom czas na ukorzenienie się przed zimą

Jesienne sadzenie astrów ma dla mnie jedną podstawową zasadę. Nie zostawiam go na ostatnią chwilę. Roślina potrzebuje czasu, żeby przyjąć się w nowym miejscu przed nadejściem mocniejszych chłodów, dlatego zakupione sadzonki (ceny za 1 sztukę zaczynają się od około 14 zł) umieszczam w ziemi odpowiednio wcześniej, gdy gleba nie jest jeszcze zmarznięta.

Najpierw wybieram dla nich miejsce. Astry najlepiej kwitną na stanowisku słonecznym. Ziemię przed sadzeniem spulchniam i usuwam chwasty. Podłoże powinno być przepuszczalne, ponieważ zalegająca przy korzeniach woda nie jest dobrym rozwiązaniem dla większości ogrodowych bylin.
Wykopuję dołek nieco większy od bryły korzeniowej. Sadzonkę wyjmuję ostrożnie z doniczki i umieszczam na takiej głębokości, na jakiej rosła wcześniej. Nie zakopuję jej znacznie głębiej. Następnie uzupełniam ziemię wokół korzeni, delikatnie ją dociskam i obficie podlewam.

Nie sadzę też astrów jeden przy drugim bez zachowania odstępów. Konkretna odległość zależy od odmiany i jej docelowej wielkości. Niskie astry potrzebują mniej miejsca niż odmiany tworzące wysokie i szerokie kępy. Właśnie dlatego przed posadzeniem zawsze sprawdzam informacje dotyczące konkretnej sadzonki.

Po jesiennym posadzeniu kontroluję wilgotność ziemi. Jeżeli długo nie pada, podlewam młode rośliny, ponieważ świeżo posadzone astry nie mają jeszcze tak rozwiniętego systemu korzeniowego jak starsze egzemplarze.

Astry zostawiam w ogrodzie tak długo, jak mogę, a przed Wszystkimi Świętymi część ścinam do wazonu. Z fioletowych kwiatów robię stroik na grób

Tutaj zaczyna się moje drugie zastosowanie dla astrów. Przed Wszystkimi Świętymi wychodzę do ogrodu i wybieram pędy z ładnie rozwiniętymi kwiatami. Najchętniej ścinam je ostrym sekatorem, żeby nie szarpać rośliny, a następnie przygotowuję z nich bukiet na grób. Staram się wybierać pędy, które dobrze wyglądają i nie mają uszkodzonych kwiatów. Dzięki temu nie muszę kupować całej gotowej wiązanki, a część dekoracji mam prosto z własnej rabaty.

Fioletowe astry same w sobie są na tyle dekoracyjne, że nie potrzebuję wielu dodatków. Łączę je z zielonymi gałązkami i przygotowuję prostą wiązankę. Fiolet bardzo dobrze wygląda w takim naturalnym otoczeniu. Nie dokładam kilku kolejnych kolorów, bo wtedy drobne kwiaty astrów mogłyby zginąć w całej kompozycji. Wolę, kiedy to właśnie one grają główną rolę, a zieleń jest dla nich spokojnym tłem.

Taką wiązankę można włożyć do wazonu stojącego na nagrobku albo wykorzystać astry do przygotowania niewielkiego stroika. W drugim przypadku układam kwiaty razem z zielonymi gałązkami, starając się zachować dość prostą formę. Nie zależy mi na ogromnej dekoracji. Kilka dobrze dobranych pędów potrafi wyglądać znacznie subtelniej niż duża kompozycja z wieloma rodzajami kwiatów.

To również może cię zainteresować: Przed Wszystkimi Świętymi moje wkłady zaliczają małe „morsowanie”. Ten patent nic nie kosztuje, a znicze palą się dłużej

Podoba mi się również zestawienie fioletowych astrów z bielą. Gdy mam pod ręką jasne kwiaty, dokładam ich niewielką ilość, ale nadal pilnuję, żeby całość pozostała spokojna. Można też zostać wyłącznie przy astrach i zieleni. To najprostsza wersja i właśnie taką wybieram najczęściej.