Oszczędzanie pieniędzy od lat nie należy do najmocniejszych stron Polaków. Według danych CBOS aż 46 proc. osób nie ma żadnych oszczędności, a jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy wielu ekspertów upatruje w podatku od zysków kapitałowych, powszechnie nazywanym podatkiem Belki. Od lat budzi on ogromne emocje i przez część obywateli określany jest jako „kara za oszczędzanie”. Teraz pojawiła się szansa na zmiany. Rząd przygotował nowe rozwiązanie, które może oznaczać częściowe odejście od obecnych zasad opodatkowania oszczędności i inwestycji.
Podatek miał być tylko rozwiązaniem tymczasowym. Obowiązuje już od ponad dwóch dekad
Podatek Belki został wprowadzony w 2002 roku przez rząd Leszka Millera. Jego głównym celem było zwiększenie wpływów do budżetu państwa w trudnym okresie dla finansów publicznych. Nazwa pochodzi od nazwiska Marka Belki, który w tamtym czasie pełnił funkcję ministra finansów. Początkowo stawka podatku wynosiła 20 proc. i obejmowała głównie odsetki od lokat bankowych oraz środków zgromadzonych na rachunkach oszczędnościowych. Dwa lata później przepisy zostały zmienione. Wprowadzono jednolitą stawkę 19 proc., która obowiązuje do dziś, a zakres opodatkowania znacznie rozszerzono.
Zobacz także:
Obecnie podatek obejmuje między innymi zyski z lokat bankowych, rachunków oszczędnościowych, funduszy inwestycyjnych, dywidend, sprzedaży akcji, obligacji, udziałów czy nawet obrotu walutami wirtualnymi, niezależnie od tego czy było to kilkaset złotych, czy więcej. Dla wielu osób oznacza to, że każda wypracowana korzyść finansowa wiąże się z koniecznością oddania części zysku państwu. Nie wszyscy zgadzają się z takim rozwiązaniem. Od lat pojawiają się głosy, że obecne przepisy zniechęcają Polaków do odkładania pieniędzy i inwestowania. W warunkach wysokiej inflacji część oszczędzających zwraca uwagę, że realny zysk po opodatkowaniu staje się niewielki, a czasami wręcz symboliczny.
fot. Adobe Stock | David
Budżet państwa zarabia na nim miliardy. Coraz częściej mówi się jednak o konieczności zmian
Choć podatek Belki budzi sporo kontrowersji, dla budżetu państwa pozostaje bardzo ważnym źródłem dochodów. Dane Ministerstwa Finansów pokazują, że wpływy z tego tytułu liczone są w miliardach złotych. W 2023 roku do budżetu trafiło około 9 miliardów złotych z podatku od zysków kapitałowych. Rok później kwota wzrosła do około 10,5 miliarda złotych. W 2025 roku wpływy przekroczyły 9,3 miliarda złotych, a prognozy na 2026 rok również zakładają ponad 9 miliardów złotych.
Szukasz informacji o finansach? To także może cię zainteresować: 1,4 mld zł już trafiło do Polaków. ZUS zdradza, do kiedy można ubiegać się o świadczenie
Mimo tak wysokich wpływów coraz częściej pojawiają się argumenty przemawiające za zmianami. W 2024 roku Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że do jego biura od dawna trafiają skargi osób, które uważają podatek Belki za przeszkodę w budowaniu oszczędności. W wystąpieniu do Ministerstwa Finansów określono go nawet mianem „kary za oszczędzanie”. Resort finansów odpowiedział wówczas, że prowadzi prace nad rozwiązaniami, które mają zwiększyć zainteresowanie Polaków oszczędzaniem i inwestowaniem. Teraz te zapowiedzi zaczynają przybierać konkretną formę.
Rząd nie likwiduje podatku całkowicie. Zamiast tego proponuje nowe zasady i specjalne konta
Najważniejszym elementem przygotowanej reformy są Osobiste Konta Inwestycyjne, czyli OKI. To nowy rodzaj dobrowolnych rachunków przeznaczonych do oszczędzania oraz inwestowania. Inspiracją dla projektu był szwedzki model ISK, który od lat cieszy się dużą popularnością. Projekt zakłada, że podstawowe operacje, takie jak otwarcie konta, wpłaty i wypłaty środków, będą bezpłatne. Konta mają być prowadzone przez banki, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne, zakłady ubezpieczeń oraz dobrowolne fundusze emerytalne.
Największą zmianą ma być częściowe odejście od obecnego sposobu naliczania podatku Belki. Projekt przewiduje zwolnienie z opodatkowania aktywów oszczędnościowych do kwoty 25 tys. zł oraz aktywów inwestycyjnych do 100 tys. zł. Do tej drugiej grupy mają należeć między innymi akcje, obligacje, fundusze inwestycyjne, certyfikaty inwestycyjne czy wybrane produkty emerytalne. Dla wielu osób oznaczałoby to możliwość inwestowania bez konieczności płacenia podatku od części zgromadzonych środków. Po przekroczeniu określonych limitów nie będzie jednak obowiązywać obecna 19-procentowa stawka. Nadwyżka ma zostać objęta nowym podatkiem naliczanym od wartości aktywów, który według obecnych założeń wyniósłby około 0,8–0,9 proc. W 2027 roku stawka miałaby wynosić około 0,85 proc.
To jeszcze nie koniec zmian. Projekt trafił już do prezydenta, ale na nowe przepisy trzeba będzie poczekać
Sejm przyjął ustawę dotyczącą nowych rozwiązań, a projekt został przekazany do dalszego etapu prac legislacyjnych. Ustawa trafiła już do prezydenta Karola Nawrockiego. Jeśli proces zakończy się zgodnie z planem, nowe przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2027 roku. Projekt przewiduje również, że od 2030 roku limity aktywów zwolnionych z opodatkowania będą waloryzowane zgodnie z poziomem inflacji. Dzięki temu ich realna wartość nie będzie z czasem malała. Bankowy Fundusz Gwarancyjny wskazuje, że nowe rozwiązania mogą zachęcić Polaków do długoterminowego oszczędzania i inwestowania. Jednocześnie część organizacji gospodarczych zwraca uwagę, że projekt pozostaje dość skomplikowany i może być trudny do zrozumienia dla początkujących inwestorów.
Warto również pamiętać, że nie jest to całkowita likwidacja podatku Belki. Mimo pojawiających się w przestrzeni publicznej zapowiedzi o końcu znienawidzonej daniny, obecny projekt zakłada przede wszystkim zmianę sposobu opodatkowania części oszczędności i inwestycji oraz wprowadzenie nowych preferencji dla osób korzystających z Osobistych Kont Inwestycyjnych. Ostateczny kształt reformy będzie zależał od zakończenia procesu legislacyjnego i ewentualnych zmian wprowadzonych na dalszych etapach prac nad ustawą.

Obserwuj nas na Google







