Są takie drobiazgi, które całkowicie zmieniają klimat przestrzeni, choć na pierwszy rzut oka wydają się niepozorne. Czasem wystarczy jeden element, żeby ogród albo balkon nabrał zupełnie nowego charakteru. Najlepsze są te rozwiązania, które działają zarówno w dzień, jak i po zmroku. Zwłaszcza jeśli łączą w sobie funkcję dekoracyjną i praktyczną. A jeszcze lepiej, kiedy wyglądają jak coś zupełnie naturalnego.
Solarne kwiaty wyglądają jak prawdziwe i właśnie to mnie kupiło. Dopiero po zmroku pokazują, na co je naprawdę stać
Kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy, byłam przekonana, że to zwykła dekoracja ogrodowa – po prostu słoneczniki na długich łodygach. Dopiero później odkryłam, że to lampki solarne z Lidla i od razu wiedziałam, że muszę je mieć. Wybrałam wariant ze słonecznikiem, bo wygląda najbardziej naturalnie. Kilka kwiatów na jednej łodydze sprawia, że całość przypomina żywą roślinę, która po prostu wyrosła między innymi. Kosztował mnie on tylko 29,99 zł.
Zobacz także:
Wbijam je w ziemię w doniczkach z innymi kwiatami zdobiącymi mój balkon i właściwie nie muszę robić nic więcej, bo konstrukcja jest lekka, ale stabilna i dobrze trzyma się podłoża. W ciągu dnia ładują się same dzięki panelowi słonecznemu, a wieczorem włączają się automatycznie i emitują ciepłe, przyjemne światło, które nie razi, tylko delikatnie podkreśla kształty kwiatów.
Efekt jest subtelny, ale robi ogromne wrażenie, szczególnie gdy kilka takich solarnych kwiatów stoi obok siebie i tworzy spójną, świetlną kompozycję. Często łapię się na tym, że patrzę na nie wieczorem jak na coś więcej niż tylko lampki. To raczej mała instalacja, która buduje nastrój. Mam też poczucie, że to dekoracja, która żyje własnym rytmem i nie wymaga ode mnie żadnej uwagi, a jednocześnie sprawia, że balkon wygląda bardziej dopracowanie i „żywo”.
Lampki solarne z Lidla to nie tylko słoneczniki. Hortensje i niezapominajki mają zupełnie inny, bardziej romantyczny klimat
Jeśli ktoś woli delikatniejsze kompozycje, lampki solarne z Lidla występują też w innych wariantach i każdy z nich ma zupełnie inny charakter. Hortensja to bardziej pełna, kulista forma, która wygląda elegancko i trochę bardziej dekoracyjnie. Świetnie wpisuje się w klasyczne ogrody, rabaty i uporządkowane przestrzenie, a także balkony. Z kolei niezapominajki są drobniejsze i subtelniejsze, przez co sprawiają wrażenie lekkich i bardziej naturalnych, jakby były częścią dzikiej łąki albo swobodnej, romantycznej aranżacji.
fot. lidl.pl
Każdy z tych wariantów ma ten sam mechanizm działania, świeci tym samym ciepłym światłem i ma podobną wysokość, więc można je bez problemu ze sobą łączyć. I właśnie to daje największe możliwości aranżacyjne. Można stworzyć mini kompozycję z różnych „gatunków”, która wygląda jak prawdziwy, kwitnący zakątek, ale nie wymaga pielęgnacji.
Co ważne, solarne kwiaty dobrze prezentują się także w ciągu dnia, więc nie są tylko nocną dekoracją, ale pełnoprawnym elementem ogrodu czy balkonu. To detal, który działa przez całą dobę, a zmienia się tylko jego charakter.
Solarne hity znajdziesz też w Pepco. Zobacz: Zachwyca ciepłym światłem i ażurem. Hitu Pepco w odcieniu „light sand” szukałam w całym mieście
To jeden z tych dodatków, które robią cały klimat. W ogrodzie i na balkonie działa równie dobrze
Jeden detal może zmienić przestrzeń i sposób, w jaki ją odbieramy po zmroku. W ogrodzie solarne kwiaty świetnie wyglądają wbite wzdłuż ścieżki, między rabatami albo przy tarasie, gdzie tworzą delikatne punkty światła i prowadzą wzrok przez przestrzeń. Można je też ustawić bliżej miejsca wypoczynku, np. przy leżaku czy stole, żeby zbudować bardziej przytulny klimat podczas wieczornego siedzenia na świeżym powietrzu.
Na balkonie sprawdzają się równie dobrze, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Wystarczy włożyć je do większej donicy z roślinami albo ustawić przy balustradzie, żeby stworzyć wrażenie małego, zielonego zakątka, który po zmroku zamienia się w przyjemnie oświetloną przestrzeń. Nawet jeśli balkon jest niewielki, takie lampki solarne potrafią optycznie go „ocieplić” i nadać mu bardziej domowego charakteru. To rozwiązanie proste, ale bardzo efektowne i niewymagające żadnych specjalnych przygotowań.
Nie potrzebują prądu i działają same. Dlatego lampki solarne to jeden z najprostszych sposobów na efekt „wow”
Największą zaletą, jaką mają lampki solarne, jest ich bezobsługowość i to naprawdę robi różnicę w codziennym użytkowaniu. W ciągu dnia ładują się dzięki słońcu, a wieczorem automatycznie się włączają, więc nie trzeba pamiętać o żadnych dodatkowych czynnościach. To szczególnie wygodne, jeśli ktoś lubi rozwiązania, które po prostu działają i nie wymagają ciągłego kontrolowania.
Do tego są odporne na zachlapania (klasa IP44), więc spokojnie można je zostawić na zewnątrz nawet przy zmiennej pogodzie. Świecą nawet do 8 godzin, co w zupełności wystarcza na wieczorne spotkania w ogrodzie, kolację na tarasie czy relaks na balkonie po pracy. Dodatkowym plusem jest to, że w zestawie znajduje się wymienny akumulator, więc nie trzeba od razu myśleć o wymianie całego produktu po jednym sezonie.
W praktyce oznacza to mniej kabli, mniej problemów i więcej przyjemności z korzystania z przestrzeni. To właśnie połączenie wygody, oszczędności energii i naprawdę przyjemnego efektu wizualnego sprawia, że takie lampki solarne z Lidla szybko znikają ze sklepowych półek i stają się jednym z tych dodatków, które poleca się dalej.








