Jesienią i zimą znacznie więcej uwagi poświęcam temu, co dzieje się w mieszkaniu. Częściej suszę pranie w domu, gotuję rozgrzewające zupy i rzadziej otwieram okna na dłużej. Lubię ciepło, ale nie znoszę uczucia wilgoci, które czasem pojawia się w chłodniejsze dni. Szczególnie denerwują mnie mokre szyby, bo wiem, że pozostawiona na nich woda może z czasem zaszkodzić uszczelkom, ramom i ścianom wokół okna. Właśnie dlatego staram się reagować, zanim problem stanie się poważniejszy.
WIDEO…
Pocące się okna to problem, który wraca jesienią i zimą. Winna jest wilgoć w powietrzu i chłodna powierzchnia szyby
Zjawisko zaparowanych okien zna chyba każdy, kto choć raz obudził się jesienią lub zimą i zobaczył krople wody spływające po szybie. Czasem pojawia się tylko delikatna mgiełka, którą łatwo zetrzeć ściereczką. Innym razem wody jest tyle, że zbiera się przy dolnej krawędzi okna.
Przez długi czas zastanawiałam się, dlaczego dzieje się tak nawet wtedy, gdy w mieszkaniu jest ciepło. Okazuje się, że sama temperatura powietrza nie wystarczy, żeby zrozumieć ten problem. Znaczenie ma również ilość pary wodnej, która znajduje się w pomieszczeniu. Kiedy ciepłe, wilgotne powietrze styka się z zimną szybą, para wodna może zacząć się skraplać. Właśnie wtedy na oknie pojawiają się charakterystyczne kropelki. Im chłodniejsza powierzchnia szkła i im więcej wilgoci w powietrzu, tym łatwiej o taki efekt.
Najczęściej zauważam go rano. W nocy okna pozostają zamknięte, a domownicy przez kilka godzin oddychają w tym samym pomieszczeniu. Każdy oddech dostarcza do powietrza pewną ilość pary wodnej. Gdy wentylacja jest niewystarczająca, wilgotność może wzrosnąć. Dużo zależy też od codziennych czynności. Gotowanie bez włączonego okapu, długi gorący prysznic czy suszenie mokrych ubrań w salonie również zwiększają ilość wilgoci w mieszkaniu. Przez długi czas radziłam sobie za pomocą gotowych pochłaniaczy. Jakiś czas temu zrobiłam jednak swój i to za darmo.
Saszetki z pudełek po butach zbieram przez cały rok. Układam je w miseczce na parapecie i czasem dosypuję ryżu
Odkąd poznałam przepis na domowy pochłaniacz wilgoci, mam taki zwyczaj, że kiedy kupuję nowe buty albo rozpakowuję niektóre akcesoria, zaglądam do pudełka, zanim wyrzucę opakowanie. Często znajdują się tam niewielkie torebeczki z napisem „silica gel”. Dawniej od razu trafiały do kosza. Teraz, jeśli są całe i suche, odkładam je do osobnego pojemnika.
W takich saszetkach zwykle znajduje się żel krzemionkowy, czyli materiał pochłaniający wilgoć z otoczenia. Producenci umieszczają go w opakowaniach, żeby chronić przechowywane produkty przed zawilgoceniem podczas transportu i magazynowania.
Pomyślałam więc, że skoro saszetki mają takie właściwości, mogę spróbować wykorzystać je również w domu. Mój sposób jest bardzo prosty. Biorę małą, suchą miseczkę i układam w niej kilka nieuszkodzonych torebeczek. Następnie stawiam naczynie na parapecie, w miejscu, gdzie nie będzie przeszkadzało podczas otwierania okna. Lubię też dosypać do miseczki odrobinę suchego ryżu. Dzięki temu efekt jest jeszcze lepszy.
Miseczka na parapecie nie zastąpi dobrej wentylacji. Te nawyki naprawdę pomagają ograniczyć wilgoć w mieszkaniu
Z czasem przekonałam się, że w walce z zaparowanymi oknami najwięcej daje zmiana codziennych przyzwyczajeń. Nawet najlepszy pochłaniacz nie poradzi sobie z nadmiarem pary wodnej, jeśli stale produkujemy jej więcej, niż może zostać usunięte z mieszkania.
Pierwszą rzeczą, o której pamiętam, jest regularne wietrzenie. Jesienią i zimą nie zostawiam okna uchylonego na wiele godzin. Wolę otworzyć je szerzej na kilka minut, pamiętając o odpowiednim ustawieniu ogrzewania. Dzięki temu wymieniam powietrze bez długotrwałego wychładzania ścian i mebli. Szczególnie pilnuję tego rano. Po nocy w sypialni może być więcej wilgoci, dlatego po wstaniu odsłaniam okna i wietrzę pomieszczenie.
W kuchni staram się korzystać z okapu podczas gotowania, o ile jest sprawny i odpowiednio podłączony. Gdy przygotowuję zupę albo gotuję ziemniaki, przykrywam garnki pokrywkami. To prosty sposób na ograniczenie ilości pary przedostającej się do pomieszczenia. W łazience z kolei zwracam uwagę na wentylację po kąpieli. Mokre ręczniki rozwieszam tak, żeby mogły dobrze wyschnąć. Nie zostawiam ich zwiniętych na pralce ani w koszu, bo wtedy wilgoć utrzymuje się znacznie dłużej.
To również może cię zainteresować: Nie wydaję już pieniędzy na pachnące zawieszki do szafy. Ten domowy patent z resztek świec jest banalnie prosty
Dużym wyzwaniem bywa też suszenie prania. Zimą nie zawsze mam możliwość wystawienia suszarki na balkon. Staram się jednak wybierać dobrze wentylowane pomieszczenie i nie ustawiać mokrych ubrań bezpośrednio przy zimnym oknie. W małym mieszkaniu pomocny może być osuszacz powietrza, zwłaszcza jeśli wilgoć regularnie przekracza zalecane wartości.
Jeśli mimo tych działań okna regularnie są bardzo mokre, sprawdziłabym działanie wentylacji oraz stan stolarki okiennej. Czasem problem wymaga pomocy fachowca, zwłaszcza gdy na ścianach pojawia się pleśń.