Jesienią znacznie więcej czasu spędzam w domu. Wieczorami zamykam okna, włączam ogrzewanie i najchętniej zaszywam się na kanapie z książką. Lubię, kiedy mieszkanie jest wtedy nie tylko posprzątane, ale też przyjemnie pachnie. Zapach potrafi bowiem całkowicie zmienić atmosferę wnętrza.
Przez długi czas sięgałam głównie po gotowe odświeżacze. Jedne pachniały zbyt intensywnie, inne przestawałam wyczuwać już po kilku dniach. Zaczęłam więc szukać czegoś prostszego, dokładniej takiego rozwiązania, które mogę przygotować w kilka minut, bez specjalnych zakupów i bez stawiania kolejnego przedmiotu na komodzie. Wtedy trafiłam na domowy zapach na kaloryfer.
Zobacz także:
Drogie dyfuzory nie są jedynym sposobem na pachnące mieszkanie. Jesienią warto wykorzystać ciepło kaloryfera
Obecnie w sklepach można znaleźć mnóstwo produktów do aromatyzowania wnętrz. Są świece zapachowe, patyczki, elektryczne urządzenia i spraye do pomieszczeń. Niektóre wyglądają bardzo elegancko, ale kiedy policzę koszt regularnego kupowania wkładów, wychodzi z tego całkiem spora suma.
Sama najbardziej lubię zapachy, które nie dominują w mieszkaniu. Ciężkie, słodkie kompozycje potrafią mnie szybko zmęczyć. Zwłaszcza jesienią zimą, kiedy rzadziej zostawiam otwarte okna, wolę coś lżejszego. Właśnie dlatego coraz chętniej sięgam po naturalne aromaty znane z kuchni. Ciepło pomaga uwalniać związki zapachowe z suszonych roślin, przypraw i skórek owoców. Właśnie na tej zasadzie działają domowe saszetki zapachowe. Nie trzeba niczego podpalać ani rozpylać w powietrzu. Wystarczy umieścić suche, pachnące składniki w przewiewnym woreczku i położyć go w ciepłym miejscu.
Najlepsze jest to, że taką mieszankę można przygotować według własnego gustu. Jedni wolą nuty cytrusowe, inni korzenne, a jeszcze inni zapach świeżych ziół. Ja szczególnie lubię połączenie, które nie jest ani przesadnie słodkie, ani zbyt ostre. Jesienią dodatkową zaletą jest też to, że grzejniki i tak pracują. Nie muszę więc włączać osobnego urządzenia tylko po to, żeby w pokoju pojawił się przyjemny aromat.
Pomarańcza i 2 inne popularne składniki z kuchni tworzą piękny zapach do mieszkania. Domową saszetkę na kaloryfer przygotowuję w kilka minut
Mój ulubiony przepis opiera się na trzech składnikach: zielonej herbacie, skórce pomarańczy i goździkach. Każdy z nich wnosi do mieszanki coś innego. Herbata ma delikatny, roślinny aromat, pomarańcza dodaje świeżej, cytrusowej nuty, a goździki sprawiają, że całość kojarzy się z przytulnym, jesiennym wieczorem.
Do przygotowania jednej saszetki biorę około dwóch łyżeczek suszonej zielonej herbaty, skórkę z połowy pomarańczy oraz pięć lub sześć całych goździków. Potrzebuję jeszcze niewielkiego, przewiewnego woreczka z bawełny lub lnu. Najlepiej sprawdza się taki, przez który może swobodnie przepływać powietrze.
fot. Andrzej/Adobe Stock
Najważniejsze jest odpowiednie przygotowanie skórki pomarańczowej. Nie wkładam do woreczka świeżych, wilgotnych kawałków, ponieważ w cieple mogłyby zacząć pleśnieć. Najpierw dokładnie myję owoc, obieram go i usuwam ze skórki część białego miąższu. Następnie kroję ją na drobne paseczki i suszę, aż będzie całkowicie sucha.
Skórkę można pozostawić na kilka dni w suchym, przewiewnym miejscu albo wysuszyć w suszarce do żywności. Kiedy wszystko jest gotowe, wsypuję herbatę do miseczki, dodaję pokruszoną skórkę i całe goździki. Delikatnie mieszam, a następnie przekładam składniki do woreczka. Nie upycham ich zbyt ciasno, ponieważ zależy mi na tym, żeby powietrze mogło swobodnie przenikać przez zawartość. Gdy aromat zaczyna słabnąć, delikatnie poruszam zawartością woreczka. Jeśli składniki przestają pachnieć, przygotowuję nową porcję.
Domowy zapach można dopasować do każdego pokoju. Kilka drobiazgów sprawi, że mieszkanie będzie jeszcze przytulniejsze
Taką saszetkę najchętniej umieściłabym w salonie. To właśnie tam spędzam najwięcej czasu wieczorami, oglądam telewizję i przyjmuję gości. Zapach pomarańczy i goździków pięknie komponuje się z jesienną atmosferą, szczególnie kiedy za oknem robi się chłodno. Do tego miękki koc, kilka poduszek i lampka z ciepłym światłem. Od razu przyjemniej usiąść na kanapie z kubkiem herbaty.
To również może cię zainteresować: Nie wyrzucam starych firanek, tylko robię z nimi 1 rzecz. Cała szafa pachnie bez kupowania odświeżaczy
W sypialni zachowałabym większy umiar. Przed snem wolę świeże powietrze i delikatne zapachy, dlatego postawiłabym na kojącą lawendę i wrzosy. Do niewielkiego lnianego woreczka wsypałabym odrobinę suszonej lawendy. Ma ona charakterystyczny, ziołowy aromat, który pomaga mi w zasypianiu. W kuchni z kolei postawiłabym na cynamon i suszoną pomarańczę. Lubię, kiedy po gotowaniu unosi się tam delikatny zapach przypraw, szczególnie jesienią i zimą.

Obserwuj nas na Google







