Na co dzień mieszkam w niewielkiej miejscowości, a pod nosem mam przede wszystkim Dino. Uwielbiam ten sklep. Mogę tu kupić wszystkie niezbędne produkty na co dzień, łącznie ze świeżymi warzywami. Często przeglądam też gazetki promocyjne i poluję na różne cudeńka, które pojawiają się na półkach. Kiedy zobaczyłam malutki wiatraczek na USB w kształcie kwiatka, od razu oczy mi się zaświeciły. Wiedziałam, że musi być mój. Niewiele myśląc, dziś rano przed pracą, wybrałam się do sklepu i zgarnęłam z półki to cacuszko. Dobrze, że się pospieszyłam, bo ludzie brali po dwie sztuki.
Wiatraczek na USB w kształcie kwiatka. Zmieści się do torebki
Jestem fanką pięknych i praktycznych gadżetów. Stawiam na wygodę, a przy tym również na design. Zależy mi na tym, żeby wybierać produkty niedrogie, ale takie, które posłużą mi przez długi czas. To dlatego ostrożnie podchodzę do promocji i skrupulatnie zastanawiam się nad tym, czy dany produkt na pewno mi się przyda i będzie przeze mnie używany przez długi czas. Kiedy przeglądałam gazetkę Dino i zobaczyłam wiatraczek na USB w kształcie kwiatka, nie miałam żadnych wątpliwości. Wiedziałam, że ten gadżet na pewno mi się przyda.
Zobacz także:
A nauczyło mnie tego życie. Już w tym roku za nami kilka upalnych dni, a ja wprost myślałam, że się roztopię. W mojej pracy, biuro niby jest klimatyzowane, ale to urządzenie działa dosłownie na słowo honoru. To dlatego wiatraczek na USB przyda mi się podczas wykonywania obowiązków służbowych, daje przyjemny chłód i nie jest głośny. Oprócz tego, skwar dokucza mi również w komunikacji miejskiej, a że kwiatuszek zmieści się bez trudu do mojej torebki, znalazłam rozwiązanie tego problemu. Przekonał mnie nie tylko wygląd i użyteczność, ale przede wszystkim cena. 9,89 zł to tanioszka, a produkt został przeceniony z 14,99 zł.
fot. Dino.pl
Moje niezawodne sposoby na upały. Gorąc mi niestraszny
Kiedy na dworze panuje skwar, staram się jak najmniej czasu spędzać poza domem, bo nie lubię bezpośredniej ekspozycji na ostre słońce. Jeżeli już muszę wyjść, to wybieram raczej zacienione przestrzenie, wiaty, parki i lasy. W centrum miasta trudno jednak o taką przestrzeń, więc wtedy wiatraczek jest wprost idealnym rozwiązaniem problemu. Oprócz tego podczas wychodzenia z domu nie zapominam również o czapce z daszkiem. Niedawno byłam też w Sinsay, gdzie dorwałam niezły bajer na balkon. Totalna tanioszka, a świeci jak w zaczarowanym ogrodzie.
Podczas upałów chłodzę się nie tylko wiatrakami i klimatyzacją. Robię sobie okłady z ręczników nasączonych zimną wodą. Kiedy skwar jest nie do wytrzymania, ratunkiem jest chłodny prysznic albo po prostu miska z zimną wodą, w której moczę stopy. To przynosi mi niemal natychmiastową ulgę. Być może to banał, ale częste spożywanie zimnej wody, zwłaszcza z kostkami lodu, również jest zbawieniem. W takie dni wypijam minimum trzy litry wody i od razu czuję się lepiej. Jestem pełna energii i mam więcej siły do podejmowania nowych wyzwań. Latem wietrzę dom przede wszystkim nocą, a nad ranem, zanim na dworze zrobi się ciepło, zamykam je. To pozwala mi dłużej cieszyć się chłodem wewnątrz pomieszczeń.
Obserwuj nas na Google







