Wrzesień w ogrodzie jest dla mnie miesiącem porządków. Chowam rzeczy, których już nie używam, zbieram pierwsze liście i powoli przestaję myśleć o trawniku jak o powierzchni wymagającej ciągłego przycinania. Poranki są chłodniejsze, częściej pojawia się rosa, a murawa potrzebuje trochę innego traktowania niż w lipcu. Właśnie wtedy warto przestać działać według letniego schematu i przed każdym koszeniem najpierw spojrzeć, w jakim stanie jest trawa.
Mokrego trawnika jesienią lepiej nie kosić. Nawet zwykła poranna rosa jest powodem, żeby trochę poczekać
Latem często koszę wtedy, kiedy po prostu mam wolną chwilę. We wrześniu i październiku taka metoda przestaje się sprawdzać. Chłodne noce oznaczają więcej wilgoci, a rano na źdźbłach długo utrzymuje się rosa. Warto zwrócić uwagę, że w takich warunkach nie warto od razu wyjeżdżać kosiarką. Wilgotne źdźbła sklejają się, przez co urządzenie nie ścina ich równie precyzyjnie. Dlatego zamiast patrzeć na zegarek, lepiej sprawdzić samą murawę. Koszenie można rozpocząć dopiero wtedy, gdy rosa zniknie, a powierzchnia będzie sucha.
Zobacz także:
Jeszcze bardziej uważałabym po zimnej nocy. Gdy na trawie pojawi się szron, pracę należy przełożyć. To jedna z tych sytuacji, kiedy naprawdę nie ma sensu spieszyć się tylko dlatego, że właśnie tego dnia zaplanowaliśmy prace w ogrodzie. Dla mnie to bardzo praktyczna zmiana podejścia. Nie ustalam już z góry, że koszę rano albo zaraz po śniadaniu. Najpierw sprawdzam źdźbła. Czasami wystarczy poczekać kilka godzin, aż słońce i powietrze zrobią swoje.
fot. Adobe Stock | Grzegorz
Poszarpane końcówki trawy zdradzają problem z kosiarką. Przed zimą warto przyjrzeć się ostrzu
Po kilku miesiącach regularnego koszenia nóż nie jest już w takim stanie jak na początku sezonu. Przez wiosnę i lato wykonuje ogromną liczbę cięć i stopniowo się tępi. Właśnie dlatego jesienią warto zainteresować się nim trochę bardziej. Nie trzeba od razu rozkręcać urządzenia, żeby zauważyć pierwsze sygnały. Spoglądam na trawę po przejechaniu kosiarką. Gdy końcówki są równe, wszystko wygląda tak, jak powinno. Postrzępione i nierówne źdźbła mogą natomiast świadczyć o tym, że nóż wymaga naostrzenia.
Szukasz praktycznych porad? To również warto sprawdzić: "Wsyp szklankę do WC" - poleciła mi sąsiadka, która sprzątała domy u Niemców. Teraz robię tak co sobotę i zapomniałam, co to osad
Ostre ostrze przecina trawę, zamiast ją szarpać. Ma to znaczenie właśnie przed nadejściem niskich temperatur, ponieważ uszkodzone źdźbła potrzebują czasu na regenerację. Sam fakt, że kosiarka przejechała po całym ogrodzie, nie oznacza więc jeszcze, że zrobiła to dobrze. To również dobry moment, żeby przestać odkładać podstawową obsługę sprzętu do następnego sezonu. Wiosną wolę wyciągnąć przygotowaną kosiarkę niż zaczynać pierwsze prace od problemu, który zauważyłam kilka miesięcy wcześniej. W przypadku ostrzenia noża trzymam się jednak instrukcji konkretnego urządzenia albo korzystam z pomocy serwisu.
Jesienią kosz przy kosiarce naprawdę się przydaje. Pokosu i opadłych liści nie zostawiam na murawie
Latem drobno rozdrobniona trawa może czasem pozostać na powierzchni. Jesienią warunki są inne. Ścięte źdźbła mieszają się z opadającymi liśćmi i mogą utworzyć warstwę zalegającą na trawniku. Ogranicza ona dostęp światła oraz powietrza do trawy znajdującej się niżej. Dlatego o tej porze roku korzystam z kosza. Zamiast zostawiać ścinki za kosiarką, od razu je zbieram. Po zakończeniu pracy robię jeszcze jedną rundę po ogrodzie, tym razem bez maszyny. Patrzę, czy w zakamarkach nie zostały mokre liście, których kosiarka nie zabrała.
Nie czekam z nimi przez kolejne tygodnie. Jesienią nowe liście spadają właściwie bez przerwy, więc bardzo szybko robi się z nich gruba warstwa. Usunięcie ich od razu po koszeniu zajmuje mniej czasu niż późniejsze zbieranie mokrej, zbitej masy. To dla mnie również najprostszy sposób na ograniczenie pracy wiosną. Nie chodzi o obietnicę, że po zimie trawnik będzie idealny. Po prostu nie dokładam mu jesienią problemu, który sama mogę łatwo usunąć przed nadejściem chłodów.
Ostatnie jesienne koszenie nie zaczyna się od odpalenia silnika. Najpierw robię trzy szybkie kontrole
Najbardziej podoba mi się w tej metodzie to, że nie wymaga kupowania żadnych preparatów ani nowych narzędzi. Przed koszeniem sprawdzam po prostu trzy rzeczy. Najpierw dotykam trawy i patrzę, czy zdążyła wyschnąć. Później zwracam uwagę na jakość cięcia, bo właśnie po źdźbłach najłatwiej wychwycić problem z ostrzem. Na końcu pilnuję, żeby po pracy powierzchnia została oczyszczona. Nie zapominam też o ustawieniach. Ostatniego koszenia lepiej nie robić bezpośrednio przy ziemi. Lepiej zmienić to ustawienie w kosiarce i zostawić jej odpowiednią ochronę przed mrozami.

Obserwuj nas na Google







