Pod koniec września mój ogród powoli zaczyna się zmieniać. Jedne rośliny przekwitają, inne szykują się do zimowego odpoczynku, a ja zamiast kończyć sezon, planuję już rabaty na przyszły rok. Lubię ten moment, bo bez pośpiechu mogę zobaczyć, gdzie czegoś brakuje i które miejsca wymagają odświeżenia. W tym roku postawiłam na jasne kwiaty. Zależało mi na bylinie, która rozświetli rabatę i dodatkowo będzie odporna na mrozy. Tak trafiłam na tę arktyczną piękność.

Wrzesień i październik nie oznaczają dla mnie końca prac w ogrodzie. Tę „arktyczną” roślinę można sadzić jesienią

Kiedyś pod koniec września zaczynałam już głównie sprzątać ogród. Usuwałam suche części roślin, porządkowałam donice i właściwie czekałam na wiosnę. Z czasem przekonałam się, że jesień może być również dobrym momentem na planowanie i sadzenie wybranych roślin.

Zobacz także:

Tak trafiłam na liliowiec Arctic Snow. Można go sadzić od kwietnia aż do końca października. Oznacza to, że nawet późną jesienią nie jest jeszcze za późno, żeby przygotować rabatę z myślą o kolejnym sezonie.

fot. Irina/Adobe Stock

Podoba mi się też to, że jest to bylina zimująca w gruncie. Liliowiec Arctic Snow to roślina w pełni mrozoodporna, więc nie muszę jesienią wykopywać kłącza i szukać dla niego miejsca w piwnicy czy garażu. Sadzę raz i później pozwalam roślinie rozwijać się na rabacie.

Wybieram dla niej stanowisko słoneczne albo znajdujące się w lekkim półcieniu. Ziemia powinna być żyzna, przepuszczalna i umiarkowanie wilgotna. Kłącze sadzi się na głębokości około 3 do 5 cm, a między kolejnymi roślinami należy zachować mniej więcej 50 cm odstępu. W ten sposób zostawiam liliowcom miejsce na rozrastanie się.

Wiosną i latem liliowiec Arctic Snow pokazuje kremowobiałe kwiaty z jasnożółtym środkiem. Dorasta do 40 do 60 cm i pięknie rozjaśnia rabatę

Nazwa Arctic Snow dobrze pasuje do wyglądu tej odmiany. Liliowiec ma kremowobiałe kwiaty z delikatnie żółtym środkiem, a płatki są lekko pofalowane. Właśnie takie jasne kwiaty chciałam mieć w ogrodzie, bo dobrze przełamują rabaty zdominowane przez mocniejsze kolory.

Roślina osiąga około 40 do 60 cm wysokości. Nie jest więc maleństwem, które zniknie pomiędzy pozostałymi bylinami, ale też nie powinna zdominować całej kompozycji. Kwitnienie przypada na czerwiec i lipiec. Ja najchętniej posadziłabym kilka liliowców obok siebie. Przy rozstawie około 50 cm można zaplanować większą grupę, która po rozrośnięciu stworzy jasny fragment rabaty. Kremowobiałe kwiaty łatwo też połączyć z roślinami kwitnącymi w mocniejszych barwach.

Pielęgnacja liliowców nie jest szczególnie skomplikowana. Najważniejsze jest regularne podlewanie, zwłaszcza podczas okresów suszy. Wiosną i latem można zastosować nawóz przeznaczony do bylin. Warto również usuwać przekwitłe kwiaty, co pomaga przedłużyć okres kwitnienia. Co kilka lat zalecany jest podział kęp, żeby je odmłodzić.

Kłącze liliowca Arctic Snow znalazłam w ogrodniczym za 9,80 zł. Za tak niewielką kwotę mogę posadzić kilka sztuk i poczekać na efekt wiosną i latem

Przy planowaniu większej rabaty cena pojedynczej rośliny szybko zaczyna mieć znaczenie. Jedna sadzonka za kilkadziesiąt złotych nie jest jeszcze dużym wydatkiem, ale gdy potrzebuję pięciu czy sześciu sztuk, rachunek robi się znacznie mniej przyjemny.

Tutaj sytuacja wygląda inaczej. Jedno kłącze liliowca Arctic Snow da się kupić już za około 9,80 zł. W opakowaniu znajduje się jedno zdrowe kłącze gotowe do sadzenia. Dzięki temu nawet kilka roślin nie musi oznaczać dużego wydatku.

To również może cię zainteresować: Jesienią ta roślina kradnie całe show w ogrodzie. Pachnie jak kosz dojrzałych moreli i brzoskwiń polanych miodem, sadzonki są taniutkie

Za pięć sztuk w obecnej cenie zapłaciłabym 49 zł. Mogłabym posadzić je w odpowiednich odstępach wzdłuż fragmentu rabaty i stworzyć powtarzający się jasny akcent. Zdecydowanie jest to jeden z tych niedrogich zakupów, na których efekt jestem gotowa spokojnie poczekać do wiosny.