Nie da się ukryć, że zagraniczne wyjazdy kosztują coraz więcej. Sam lot, hotel i wyżywienie potrafią pochłonąć sporą część domowego budżetu, dlatego wiele osób próbuje szukać oszczędności tam, gdzie tylko się da. Czasem kończy się to rozsądnymi decyzjami, a czasem zachowaniami, które dla postronnych obserwatorów wyglądają po prostu komicznie. W Polsce od lat mówi się wtedy o "cebulactwie", czyli przesadnym wykorzystywaniu każdej okazji do zaoszczędzenia kilku złotych. Jeden z takich wakacyjnych zwyczajów podobno wyjątkowo dobrze znają pracownicy hoteli w Turcji.
Polacy mają hotelowy patent, o którym mówi się w Turcji. Mój znajomy twierdzi, że obsługa rozpoznaje po nim naszych rodaków
Ta historia naprawdę mnie rozbawiła, choć mój znajomy opowiadał ją całkiem poważnie. Od kilku lat mieszka w Turcji i dobrze zna realia pracy hoteli nastawionych na zagranicznych turystów. Podczas jednej z naszych rozmów zeszło na temat Polaków spędzających urlopy w formule all inclusive. Wtedy zdradził mi, że istnieje jeden nawyk, po którym hotelowa obsługa podobno bardzo szybko rozpoznaje naszych rodaków.
Zobacz także:
Chodzi o saszetki z kawą, herbatą, cukrem czy śmietanką zostawiane każdego dnia w pokojach. Jak opowiadał, wielu gości z Polski zabiera je do walizki albo torebki jeszcze przed wyjściem na plażę, bo wie, że podczas sprzątania pokojówki i tak uzupełnią zapasy. Następnego dnia sytuacja się powtarza, więc pod koniec pobytu część osób ma już całkiem pokaźny zapas. Znajomy śmieje się, że wśród pracowników hoteli krąży nawet powiedzenie, iż saszetki znikają z polskich pokoi szybciej niż papier toaletowy.
fot. dark_blade/Adobe Stock
Znajomy od razu zaznaczył jednak, że nie dotyczy to wszystkich naszych rodaków. Większość gości na wakacjach korzysta z hotelowych dodatków dokładnie tak, jak zostały do tego przeznaczone. Mimo wszystko ten zwyczaj stał się na tyle charakterystyczny, że przez lata zdążył obrosnąć lokalnymi anegdotami.
Polskie nawyki za granicą od lat wywołują dyskusje. Nie tylko saszetki znikają z hoteli wyjątkowo szybko
Saszetki z kawą to tylko jeden z przykładów zachowań, które regularnie wracają w internetowych dyskusjach. Polskie nawyki podczas urlopów bywają komentowane nie tylko przez hotelową obsługę, ale również przez samych turystów. W mediach społecznościowych co roku pojawiają się relacje osób, które z rozbawieniem albo zażenowaniem opisują sceny widziane podczas wakacji.
Najczęściej wymienia się przygotowywanie kanapek ze śniadania "na później", wynoszenie owoców z restauracji hotelowej czy napełnianie bidonów napojami z opcji all inclusive przed wycieczką. Część osób pakuje do walizek miniaturowe kosmetyki z łazienki, a inni zabierają jednorazowe masełka, dżemy czy miód. Nie brakuje też turystów, którzy o świcie rezerwują leżaki ręcznikami, choć przez kolejne kilka godzin w ogóle z nich nie korzystają.
Warto jednak pamiętać, że podobne zachowania nie są wyłącznie polską specjalnością. O leżaki walczą również Brytyjczycy i Niemcy, a hotelowe kosmetyki zabierają goście z wielu krajów. Różnica polega głównie na tym, że u nas bardzo szybko przykleja się łatkę "Polaka cebulaka", dlatego podobne historie błyskawicznie rozchodzą się po internecie i stają się tematem kolejnych żartów.
To też może cię zainteresować: Klimat jak nad włoskim jeziorem w Alpach, a to Polska. Malowniczy brzeg jeziora, urokliwe zatoczki i górskie szczyty
Ta historia sprawiła, że zaczęłam zastanawiać się, gdzie właściwie kończy się rozsądne korzystanie z hotelowych udogodnień, a zaczyna zwykłe wykorzystywanie sytuacji. Wakacje za granicą mają przecież kojarzyć się przede wszystkim z odpoczynkiem, poznawaniem nowych miejsc i dobrą atmosferą. Kilka saszetek herbaty raczej nie odmieni domowego budżetu, za to może stać się powodem do kolejnych stereotypów, które później ciągną się za nami przez lata. Czasami warto zadać sobie pytanie, czy kilka darmowych dodatków rzeczywiście jest warte takiej opinii.

Obserwuj nas na Google







