Jeszcze do niedawna każda wizyta w centrum ogrodniczym kończyła się tym samym – zachwycałam się hortensjami, ale ich ceny skutecznie studziły mój zapał. Wszystko zmieniło się, gdy teściowa pokazała mi prosty sposób na rozmnażanie tych krzewów. Teraz z jednej rośliny potrafię uzyskać nawet kilkanaście nowych sadzonek i nie wydaję ani złotówki na kolejne hortensje.
Byłam przekonana, że rozmnażanie hortensji jest trudne. Okazało się, że najlepszy moment przypada właśnie latem
Hortensje od lat należą do moich ulubionych roślin ogrodowych. Trudno się temu dziwić – przez wiele tygodni zdobią rabaty ogromnymi kulami kwiatów, a ich kolory przyciągają wzrok z daleka. Przez długi czas sądziłam jednak, że jeśli chcę mieć więcej krzewów, muszę po prostu kupić kolejne sadzonki. Dopiero teściowa, która od lat z powodzeniem rozmnaża rośliny we własnym ogrodzie, zdradziła mi prosty sposób. Wyjaśniła, że przełom lipca i sierpnia to najlepszy czas na pobieranie tzw. sadzonek półzdrewniałych. Właśnie wtedy tegoroczne pędy są już wystarczająco mocne, ale nadal łatwo się ukorzeniają.
Zobacz także:
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że cały proces nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani dużego doświadczenia. Wystarczy zdrowa roślina, ostry sekator, odpowiednie podłoże i odrobina cierpliwości. To właśnie dlatego wiele osób decyduje się rozmnażać hortensje samodzielnie zamiast kupować kolejne egzemplarze. Teściowa zwróciła mi uwagę jeszcze na jedną ważną rzecz. Do pobierania sadzonek najlepiej wybierać pędy, które w tym sezonie nie zakwitły. Takie przyrosty nie zużyły energii na rozwój kwiatów, dlatego zwykle znacznie łatwiej tworzą nowe korzenie.
fot. Adobe Stock | kateej
Wystarczy kilka prostych kroków. Z jednego krzewu można przygotować nawet kilkanaście sadzonek
Przygotowanie sadzonki okazało się prostsze, niż przypuszczałam. Wybieram zdrowy, mocny pęd długości około 10–15 centymetrów, na którym znajdują się co najmniej dwa lub trzy węzły, czyli miejsca wyrastania liści. Następnie usuwam dolne liście, a górne skracam mniej więcej o połowę. Dzięki temu sadzonka ogranicza utratę wody i może skupić się na wytwarzaniu korzeni. To drobny zabieg, który znacząco zwiększa szanse na powodzenie.
Jeżeli szukasz porad ogrodniczych, to też warto sprawdzić: Polacy znaleźli patent, by nie kosić trawnika. Robią to już na masową skalę
Dolną część pędu można zanurzyć w ukorzeniaczu, choć nie jest to obowiązkowe. Następnie sadzę go w lekkim, przepuszczalnym podłożu. Najlepiej sprawdza się mieszanka kwaśnego torfu z piaskiem, ponieważ dobrze utrzymuje wilgoć, a jednocześnie nie zatrzymuje nadmiaru wody. Doniczki ustawiam w jasnym miejscu, ale z dala od bezpośredniego, palącego słońca. Regularnie kontroluję wilgotność podłoża i dbam o to, aby ziemia była stale lekko wilgotna, lecz nie mokra. Po kilku tygodniach sadzonki zwykle zaczynają się ukorzeniać, a z czasem wyrastają z nich młode rośliny gotowe do dalszej uprawy.
Jesienią nie chwytam od razu za sekator. Suche kwiatostany zostawiam z bardzo ważnego powodu
Rozmnażanie hortensji to nie jedyna rada, którą usłyszałam od teściowej. Równie ważne okazało się odpowiednie przygotowanie krzewów do zimy. Przez lata popełniałam błąd, który wydawał mi się całkowicie logiczny. Jesienią zawsze ścinałam przekwitłe, zaschnięte kwiatostany, chcąc uporządkować rabaty przed zimą. Dopiero później dowiedziałam się, że w przypadku hortensji ogrodowej takie cięcie może ograniczyć kwitnienie w kolejnym sezonie.
Suche kwiatostany pełnią funkcję naturalnej osłony dla pąków kwiatowych znajdujących się tuż pod nimi. Chronią je przed mrozem, śniegiem i zimnym wiatrem. Jeśli usuniemy je zbyt wcześnie, delikatne pąki mogą zostać uszkodzone przez niskie temperatury. Dlatego obecnie zostawiam suche kule na krzewach przez całą zimę. Nie tylko zabezpieczają roślinę, ale także wyglądają bardzo dekoracyjnie, zwłaszcza gdy pokryje je szron lub śnieg. Sekator wyjmuję dopiero wiosną, gdy ryzyko silnych przymrozków jest już znacznie mniejsze.
Dziś mój ogród wygląda zupełnie inaczej. Wszystko dzięki prostemu sposobowi, który nic nie kosztuje
Samodzielne rozmnażanie hortensji sprawiło, że z roku na rok mam coraz więcej pięknie kwitnących krzewów. Nie muszę planować dużych wydatków ani czekać na sezonowe promocje w sklepach ogrodniczych. Wystarczy jeden zdrowy egzemplarz, aby stopniowo powiększać swoją kolekcję. Oczywiście nie każda sadzonka zawsze się przyjmie. Wiele zależy od kondycji rośliny, odpowiedniego terminu pobrania pędów, wilgotności podłoża i późniejszej pielęgnacji. Mimo to metoda letnich sadzonek półzdrewniałych uchodzi za jedną z najprostszych i najskuteczniejszych sposobów rozmnażania hortensji. Najbardziej cieszy mnie to, że cały proces daje ogromną satysfakcję. Widok młodych roślin, które po kilku tygodniach zaczynają się ukorzeniać, sprawia, że jeszcze bardziej doceniam pracę w ogrodzie.
Jeśli od dawna marzysz o większej liczbie hortensji, wcale nie musisz od razu ruszać do sklepu. Czasami wystarczy wykorzystać odpowiedni moment w sezonie, pobrać kilka zdrowych pędów i uzbroić się w cierpliwość. Dzięki temu już za jakiś czas możesz cieszyć się własnymi, wyhodowanymi od podstaw krzewami bez ponoszenia dodatkowych kosztów.

Obserwuj nas na Google







