Piwonie od lat są największą ozdobą mojego ogrodu. Co roku, gdy zaczynają kwitnąć, sąsiedzi zatrzymują się przy płocie i pytają, jak to robię, że mają tak ogromne kwiaty. Przez długi czas myślałam, że to kwestia odmiany. Dopiero doświadczona ogrodniczka uświadomiła mi, że o przyszłorocznym kwitnieniu w dużej mierze decyduje to, co zrobię z rośliną już po zakończeniu sezonu. Od tamtej pory nie ścinam piwonii od razu po przekwitnięciu. W sierpniu wykonuję kilka prostych zabiegów, dzięki którym rośliny mają siłę wydać jeszcze więcej imponujących kwiatów w kolejnym roku.

Sierpień to dla piwonii najważniejszy miesiąc. Wtedy przygotowują się do przyszłorocznego kwitnienia

Na co dzień dbam intensywnie o ogród, kwiaty i trawnik. Moja sąsiadka od lat stosowała ten sam schemat. Kiedy tylko ostatnie płatki opadały na ziemię, od razu chwytała za sekator i porządkowała całą rabatę. Sama kiedyś robiłam podobnie, przekonana, że roślina zakończyła już swoją pracę i można o niej zapomnieć aż do jesieni. Okazuje się jednak, że właśnie po kwitnieniu piwonie rozpoczynają jeden z najważniejszych etapów swojego cyklu. W sierpniu intensywnie gromadzą zapasy energii w korzeniach i tworzą tak zwane oczka, czyli pąki, z których w następnym sezonie wyrosną nowe pędy zakończone kwiatami.

Zobacz także:

To oznacza, że każda zdrowa łodyga i każdy zielony liść nadal pracują na przyszłoroczne kwitnienie. Dlatego nie warto zbyt wcześnie pozbywać się całej nadziemnej części rośliny. Zielone liście prowadzą fotosyntezę i produkują substancje odżywcze, które trafiają do korzeni. Ja ograniczam się jedynie do usunięcia przekwitłych kwiatów. Wystarczy ostry, zdezynfekowany sekator i kilka minut pracy. Dzięki temu piwonia nie traci energii na tworzenie nasion, tylko przeznacza ją na rozwój systemu korzeniowego. Przy okazji dokładnie oglądam całą roślinę. Jeśli zauważę zaschnięte, uszkodzone albo chore liście z oznakami mączniaka czy innych chorób grzybowych, od razu je wycinam. Takie fragmenty wyrzucam do kosza, nigdy na kompost, ponieważ mogłyby stać się źródłem infekcji w kolejnym sezonie.

fot. Adobe Stock | bnorbert3

Nie zapominam o podlewaniu i ściółkowaniu. To właśnie wtedy korzenie najbardziej tego potrzebują

Kiedy piwonie przestają kwitnąć, wiele osób praktycznie przestaje się nimi interesować. Sama kiedyś wychodziłam z założenia, że skoro kwiatów już nie ma, roślina poradzi sobie sama. Dziś wiem, że to jeden z największych błędów. Sierpień często przynosi wysokie temperatury i długie okresy bez deszczu. Tymczasem właśnie wtedy pod ziemią rozwijają się przyszłoroczne pąki. Jeśli zabraknie wilgoci, piwonia może wytworzyć mniej pędów albo zakwitnąć znacznie słabiej.

Chcesz więcej ogrodniczych porad? To też warto sprawdzić: Sąsiadka już kończy zbiory, a ja jeszcze sieję. W sierpniu wysiewam te 4 warzywa i plony zbieram we wrześniu

Dlatego podlewam ją rzadziej, ale bardzo obficie. Nie chodzi o codzienne zraszanie powierzchni ziemi. Znacznie lepiej raz na kilka dni dostarczyć większą ilość wody, aby dotarła głęboko do korzeni. Oczywiście unikam zalewania rabaty, bo zastoiska wodne mogą prowadzić do gnicia systemu korzeniowego. Drugim zabiegiem, którego już nie pomijam, jest ściółkowanie. Wokół piwonii rozsypuję około pięciocentymetrową warstwę dojrzałego kompostu. Taka naturalna kołderka ogranicza parowanie wody, stabilizuje temperaturę podłoża i stopniowo wzbogaca glebę w materię organiczną. Pilnuję tylko jednej zasady. Ściółka nie może dotykać samych pędów. Zostawiam niewielki odstęp przy nasadzie rośliny, aby zapewnić odpowiednią cyrkulację powietrza.

Największy błąd popełniałam właśnie pod koniec lata. Myślałam, że pomagam piwoniom, a tylko im szkodziłam

Przez wiele lat byłam przekonana, że skoro roślina przygotowuje się do kolejnego sezonu, warto dodatkowo ją zasilić nawozem. Kupowałam preparaty do roślin kwitnących i stosowałam je również w sierpniu. Dzisiaj wiem, że był to błąd. Piwonie pod koniec lata nie potrzebują intensywnego dokarmiania. Zbyt duża ilość składników odżywczych, zwłaszcza azotu, pobudza je do wypuszczania nowych, miękkich liści.

Problem polega na tym, że takie młode przyrosty nie zdążą zdrewnieć przed nadejściem zimy. Są znacznie bardziej podatne na choroby grzybowe, a pierwsze przymrozki często całkowicie je niszczą. Roślina niepotrzebnie traci energię na tworzenie nowych pędów zamiast spokojnie przygotowywać się do okresu spoczynku. Od kiedy zrezygnowałam z późnoletniego nawożenia, piwonie znacznie lepiej zimują. Wiosną szybciej rozpoczynają wegetację, a pędy są mocniejsze i grubsze. Jeżeli gleba jest żyzna, a wokół roślin znajduje się warstwa kompostu, to w zupełności wystarczy, aby zapewnić im odpowiednie warunki do końca sezonu.

Kilka minut pracy w sierpniu daje efekt przez cały następny rok. Dlatego już nie pomijam tych zabiegów

Piwonie należą do tych roślin, które potrafią rosnąć w jednym miejscu przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Właśnie dlatego warto poświęcić im trochę uwagi wtedy, gdy większość osób uważa, że sezon już się skończył. Od kilku lat trzymam się tego samego planu. Usuwam przekwitłe kwiaty, wycinam tylko chore lub uszkodzone liście, regularnie podlewam podczas suszy i rozsypuję wokół roślin kompost jako naturalną ściółkę. Rezygnuję natomiast z późnoletniego nawożenia.

Efekty widzę każdej wiosny. Piwonie wypuszczają silne pędy, a kwiaty są tak duże, że niemal zakrywają liście. Sąsiadka już nie dziwi się, dlaczego moje rabaty wyglądają inaczej niż jej. W tym roku sama zapowiedziała, że zamiast od razu chwytać za sekator po kwitnieniu, poczeka do sierpnia i wypróbuje ten sposób u siebie. Czasami naprawdę nie potrzeba drogich nawozów ani skomplikowanych zabiegów. Wystarczy wiedzieć, czego roślina potrzebuje w odpowiednim momencie. W przypadku piwonii właśnie sierpień okazuje się miesiącem, który w największym stopniu decyduje o tym, jak spektakularnie zakwitną w kolejnym sezonie.