Siwe włosy najbardziej zauważam zawsze w tym samym miejscu, czyli przy przedziałku i skroniach. Wystarczy dobre światło przed lustrem i nagle widzę każdą srebrną nitkę, której dzień wcześniej zupełnie nie dostrzegałam. Nie przeszkadza mi sam fakt, że włosy z czasem zmieniają kolor, ale póki mogę, wolę zmniejszać widoczność siwizny. Nie chciałam jednak, żeby każda taka zachcianka kończyła się kolejnym farbowaniem. Zaczęłam więc sprawdzać, co mogę zrobić pomiędzy koloryzacjami, by choć trochę przyciemnić pasma bez wizyty u fryzjera.
Próbowałam zakryć siwe włosy wizytami u fryzjera. Kolejne koloryzacje negatywnie wpływały na kondycję moich włosów
Siwe włosy to naturalny proces związany między innymi ze stopniowym zmniejszaniem produkcji melaniny, czyli barwnika odpowiadającego za kolor włosa. Jedni zauważają pierwsze siwe pasma wcześniej, inni później. Ja długo nie przywiązywałam do pojedynczych jasnych nitek większej uwagi. Problem zaczął się wtedy, gdy stały się bardziej widoczne przy przedziałku i skroniach.
Zobacz także:
Pierwszym rozwiązaniem była oczywiście farba. Nie ma co ukrywać, gdy zależy mi na wyraźnym i równomiernym pokryciu siwizny, tradycyjna koloryzacja daje efekt, którego domowa płukanka nie jest w stanie naśladować. Z czasem zaczęły mi jednak przeszkadzać dwie rzeczy. Pierwsza to pieniądze. Regularne wizyty u fryzjera potrafią zrobić sporą dziurę w miesięcznym budżecie. Domowa koloryzacja jest zwykle tańsza, ale tutaj również trzeba kupować kolejne opakowania farby, szczególnie gdy odrost szybko staje się widoczny.
Drugą kwestią była kondycja moich włosów. Częste trwałe farbowanie, zwłaszcza niewłaściwie wykonywane, może je przesuszać i osłabiać. Nie oznacza to, że całkowicie zrezygnowałam z koloryzacji. Nadal po nią sięgam, kiedy chcę dokładniej pokryć siwe pasma. Przestałam jednak traktować farbę jako jedyne rozwiązanie za każdym razem, gdy zobaczę kilka nowych jasnych włosów.
Zaczęłam interesować się płukankami, które można przygotować z prostych składników. Od początku miałam do nich rozsądne podejście. Domowa płukanka nie przywróci siwym włosom melaniny i nie działa tak jak trwała farba. Może natomiast delikatnie wpłynąć na ich odcień i zmniejszyć kontrast między siwymi a pozostałymi pasmami. Efekt jest subtelny, zależy od włosów i nie u każdego będzie taki sam.
Domowe sposoby na delikatne tonowanie siwizny. Najbardziej polubiłam napar z 2 składników, który przygotowuję w kilka minut
Przetestowałam kilka prostych rozwiązań, ale najbardziej odpowiada mi domowa płukanka z dwóch dobrze znanych ziół. Używam 1 łyżki suszonej szałwii oraz 1 łyżki suszonego rumianku na około 250 ml gorącej wody. To mniej więcej jeden większy kubek, więc nie muszę przygotowywać całego garnka naparu.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Szałwię i rumianek wsypuję do kubka, zalewam gorącą wodą i zostawiam pod przykryciem na około 15 do 20 minut. Później bardzo dokładnie przecedzam płyn, żeby żadne fragmenty ziół nie zostały we włosach. Najważniejszy krok przychodzi jednak później. Czekam, aż napar całkowicie ostygnie. Nie używam gorącej płukanki na skórę głowy. Zaparzam ją odpowiednio wcześniej, dzięki czemu po umyciu włosów mam już gotowy, chłodny płyn.
Ziołową płukankę stosuję po umyciu włosów i wracam do niej co 3 dni. Efekt naprawdę zaskakuje
U mnie wygląda to bardzo prosto. Najpierw normalnie myję włosy szamponem i dokładnie go spłukuję. Następnie sięgam po przygotowany wcześniej, całkowicie wystudzony napar z szałwii i rumianku. Płyn rozprowadzam na włosach, zwracając szczególną uwagę na miejsca, w których siwizna jest u mnie najbardziej widoczna. To przede wszystkim okolice przedziałka i skroni. Robię to powoli, żeby płukanka rzeczywiście dotarła do wszystkich interesujących mnie pasm.
Sięgam po płukankę mniej więcej co trzy dni, czyli zwykle przy co drugim lub co trzecim myciu, zależnie od tego, jak często w danym tygodniu myję głowę. Najważniejsza jest dla mnie cierpliwość. Przy takich metodach ewentualna zmiana jest znacznie delikatniejsza niż po farbowaniu i może pojawiać się stopniowo. U mnie chodzi przede wszystkim o to, żeby jasne nitki mniej odcinały się od reszty włosów pomiędzy koloryzacjami.
To również może cię zainteresować: Jesienią dłonie mam jak papier ścierny. Zamiast kolejnej warstwy kremu zanurzam je w tej domowej miksturze. Proporcja 2:3 to klucz
Co jakiś czas nadal korzystam z farby, gdy zależy mi na mocniejszym i bardziej przewidywalnym kryciu. Ziołową płukankę traktuję jako rozwiązanie pomiędzy takimi koloryzacjami. Dzięki temu nie czuję potrzeby sięgania po farbę za każdym razem, kiedy przy przedziałku zauważę kolejną srebrną nitkę.

Obserwuj nas na Google







