Jesienią bardzo szybko zmieniam swoje podejście do oświetlenia. Latem do późna wystarcza mi światło wpadające przez okna, ale we wrześniu wieczory wyglądają już zupełnie inaczej. Nie lubię wtedy siedzieć przy mocnej lampie sufitowej. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi kilka mniejszych punktów światła, które rozstawiam w różnych częściach pokoju. Salon od razu robi się przyjemniejszy, a ja mam ochotę zaszyć się na kanapie z książką albo serialem.
Do pełni jesiennego wystroju brakowało mi lampki, przy której mogłabym wieczorem wyłączyć główne światło. W IKEA znalazłam ceramiczną nowość i już byłam prawie zdecydowana
Jesienne zmiany w moim salonie robiłam w tym roku stopniowo. Najpierw pojawił się grubszy koc, później kilka dodatków w cieplejszych kolorach. Nie chciałam przesadzić, bo nie zależało mi na całkowitej metamorfozie. W pewnym momencie zauważyłam jednak, że nadal czegoś mi brakuje. Winne było światło.
Zobacz także:
Wieczorem włączałam główną lampę i cały przytulny efekt gdzieś znikał. Potrzebowałam więc niewielkiej lampy stołowej, która mogłaby stanąć na komodzie albo stoliku i dawać spokojniejsze światło. Z takim planem zaczęłam przeglądać ofertę IKEA. Właśnie tam wpadła mi w oko lampa stołowa HALGÅTT. To nowość w białym kolorze, która kosztuje 129 zł i ma 35 cm wysokości. Spodobała mi się przede wszystkim jej prosta forma. Nie ma zbędnych dekoracji, mocnych kolorów ani wzorów, które za kilka miesięcy mogłyby mi się znudzić.
fot. ikea.com
Najciekawsza jest dla mnie ceramiczna podstawa. Ma prostokątną formę, a nad nią znajduje się jasny abażur. Całość wygląda spokojnie i bardzo łatwo wyobrazić ją sobie w salonie urządzonym w beżach, kremach czy z dodatkiem drewna. Jest też funkcja, która szczególnie zwróciła moją uwagę. Lampę można przyciemniać, więc nie jestem skazana na jeden poziom jasności.
Właśnie możliwość przyciemnienia przekonała mnie najbardziej. Wieczorem chcę przede wszystkim delikatnie rozjaśnić kąt pokoju, nie oświetlając przy tym całego salonu. Lampa HALGÅTT miała więc właściwie wszystko, czego szukałam. Neutralny kolor, ceramikę, prosty abażur i możliwość regulacji. Cena również mieściła się w kwocie, którą byłam gotowa przeznaczyć na nową lampkę. Byłam już naprawdę blisko zakupu.
Już miałam brać lampę z IKEA, kiedy w telefonie pojawiła mi się musztardowa propozycja SKLUM. I to w promocji -61%
Zaczęłam przeglądać telefon, bo chciałam być pewna, że lepszej okazji od tej z IKEA nie będzie. Wtedy trafiłam na SKLUM. Wśród propozycji zobaczyłam lampę stołową Dianta i mój wcześniejszy plan natychmiast przestał być taki oczywisty. Przede wszystkim spodobał mi się musztardowy kolor. W porównaniu z białą lampą z IKEA od razu wygląda cieplej i mocniej kojarzy mi się z jesiennym wnętrzem. Przy drewnianej komodzie, beżowej kanapie czy brązowych dodatkach taki odcień może być bardzo ciekawym akcentem.
fot. sklum.com
Druga rzecz to materiały. Lampa Dianta ma podstawę z włókna szklanego oraz lniany abażur. Konstrukcja zawiera również żelazo i PCV. Sam abażur jest jasny, dzięki czemu musztardowa podstawa nie przytłacza całej lampy. Forma również jest bardzo prosta. Nie ma tutaj dekoracyjnych nóżek, błyszczących elementów czy mocnych zdobień.
Największe zaskoczenie czekało mnie jednak przy cenie. Lampa Dianta kosztuje obecnie 98,95 zł zamiast 259,95 zł. Obniżka wynosi więc 61%. To oznacza, że jest nawet tańsza od mojego wcześniejszego wyboru z IKEA.
Dobrze dobrana lampa potrafi wieczorem zmienić cały salon bez kupowania nowych dekoracji. Jesienią i zimą zwracam uwagę nie tylko na wygląd, ale również na światło
Jesienią w szczególności doceniam lampy stołowe. Wiosną i latem traktuję je głównie jako element wyposażenia. Kiedy jednak o godzinie 17 za oknem zaczyna robić się ciemno, sytuacja szybko się zmienia.
Jedna niewielka lampa może zupełnie inaczej pokazać wnętrze. Postawiona na komodzie delikatnie oświetla ścianę i znajdujące się obok przedmioty. Na stoliku przy kanapie tworzy natomiast osobny kącik, przy którym można odpocząć bez włączania mocnego światła pod sufitem. Dla mnie znaczenie ma również miejsce ustawienia. Lampy nie wciskam w kąt, gdzie będzie zasłonięta przez duże dekoracje. Wolę postawić ją w takim miejscu, żeby światło mogło spokojnie rozchodzić się po najbliższym otoczeniu.
Jesienią wybieram też żarówki dające ciepłe światło. To właśnie ono najlepiej współgra u mnie z drewnem, beżami, brązem i wszystkimi kolorami, które pojawiają się wtedy w salonie. W przypadku Dianty ze SKLUM musztardowa podstawa i lniany abażur właściwie wystarczą, żeby wprowadzić do pokoju cieplejszy kolor. Nie muszę ustawiać obok kilku dyń i jesiennych figurek, żeby było wiadomo, jaki klimat chciałam uzyskać.
To również może cię zainteresować: 1 taka pinterestowa podusia za 20 zł i mój salon wszedł w tryb „cozy autumn”. Beżowa, puchata i z wielką dynią 3D, a co w Sinsay?
Podoba mi się również to, że taki zakup nie jest sezonowy. Jesienią musztardowy kolor mogę zestawić z brązem i rdzawymi dodatkami. Zimą z kremem, czerwienią i ciemną zielenią. Wiosną wystarczy zmienić otoczenie lampy na jaśniejsze, a ona nadal może zostać dokładnie w tym samym miejscu. I właśnie dlatego wolę przeznaczyć pieniądze na jedną dobrze dobraną lampę niż kilka kolejnych dekoracji. Tym bardziej kiedy trafiam na przecenę z 259,95 zł na 98,95 zł.

Obserwuj nas na Google







