Pamiętacie stare, szklane bombki, które nasze babcie przechowywały w kartonowych pudełkach, pieczołowicie przekładając je kawałkami waty? Kolorowe sople, błyszczące reflektory, małe muchomorki i bajkowe postacie. Niektóre były trochę krzywe, innym z biegiem lat starł się brokat, ale właśnie w tym tkwił ich urok. Dziś podobne ozdoby wracają do łask, a za niektóre oryginalne egzemplarze z czasów PRL-u kolekcjonerzy są skłonni zapłacić całkiem pokaźne kwoty. Zanim więc pozbędziecie się starych bombek po babci, warto dokładnie obejrzeć ich zawartość.

Sople, reflektory i muchomorki. Te bombki z PRL-u pamięta niemal każdy

Dzisiejsze choinki często wyglądają jak z katalogu wnętrzarskiego. Bombki w dwóch, najwyżej trzech kolorach, idealnie dobrane łańcuchy i ozdoby, które pasują do wystroju salonu. Kiedyś nikt nie przejmował się tym aż tak bardzo. Na jednym drzewku spokojnie mogły wisieć czerwone grzybki, srebrne szyszki, kolorowe pajacyki i bombki we wszystkich odcieniach tęczy. Im więcej błysku, tym lepiej!

Zobacz także:

Wiele z tych ozdób wykonywano z cienkiego, dmuchanego szkła, a następnie ręcznie malowano, dlatego nawet bombki pochodzące z tej samej serii potrafiły nieznacznie różnić się kształtem czy sposobem naniesienia zdobień. Dzisiaj te drobne niedoskonałości są częścią ich uroku.

Jednymi z najbardziej charakterystycznych dekoracji tamtych lat były szklane sople. Długie, smukłe, często zakończone ostrym szpicem, pięknie odbijały światło choinkowych lampek. Niektóre zdobiono kolorowymi paskami, brokatem lub srebrzeniem. Występowały też bardziej fantazyjne wersje, między innymi sople z reflektorami, czyli dekoracyjnymi wgłębieniami, które dawały ciekawy efekt świetlny.

Ile mogą dziś kosztować takie ozdoby? Na Allegro Lokalnie znalazłam pojedynczy sopel z reflektorem z czasów PRL-u wystawiony za 26 zł. Z kolei za komplet trzech klasycznych, szklanych sopli jeden ze sprzedawców życzy sobie 45 zł. Bardziej wymyślne, ręcznie malowane egzemplarze i zachowane zestawy bywają wyceniane znacznie wyżej.

Same bombki reflektorowe, nazywane również reflektorkami, miały charakterystyczne, wklęsłe środki. W ich zagłębieniach odbijało się światło, przez co wyglądały niemal jak niewielkie, błyszczące rozety. Na choince pełnej lampek prezentowały się naprawdę efektownie. Dziś dobrze zachowane, oryginalne egzemplarze również mogą zainteresować miłośników dawnych ozdób.

Przykładowo na OLX znalazłam zestaw czterech reflektorków i jednej dodatkowej bombki z PRL-u, wyceniony na 90 zł. W sprzedaży pojawiają się też bardziej rozbudowane komplety, za które sprzedający oczekują nawet około 200 zł. Dużo zależy jednak od liczby ozdób, ich wielkości i stanu zachowania.

A pamiętacie szklane muchomorki z czerwonymi kapeluszami i białymi kropkami? Wyglądały jak miniaturowe grzybki z ilustracji do dziecięcej bajki. Często miały białe nóżki i jaskrawe, połyskujące kapelusze.

Muchomorki produkowano w różnych rozmiarach i wariantach kolorystycznych. Choć nie należą do najrzadszych ozdób z epoki, komplet zachowany w dobrym stanie może mieć wartość kolekcjonerską. Tym bardziej jeśli wszystkie grzybki pochodzą z jednej serii, a ich zdobienia nie zostały zniszczone.

Dziś za pojedynczego, szklanego muchomorka z lat 80. jeden ze sprzedających na Allegro żąda 45 zł. Znalazłam również komplet dwóch większych grzybków za 99 zł, czyli 49,50 zł za sztukę.

Jacek i Agatka na choince? Te bajkowe bombki są dziś prawdziwymi perełkami dla kolekcjonerów

O ile sople i muchomorki były dość popularne, o tyle znacznie ciekawszym znaleziskiem mogą okazać się bombki przedstawiające postacie z dawnych bajek. To właśnie za takimi ozdobami rozgląda się wielu kolekcjonerów przedmiotów z PRL-u.

Jednymi z najbardziej rozpoznawalnych są Jacek i Agatka, czyli bohaterowie kultowej dobranocki. Te charakterystyczne, dziecięce postacie trafiały nie tylko na telewizyjne ekrany, ale również na choinkowe gałązki. Wykonywane ze szkła figurki miały ręcznie malowane twarze i kolorowe elementy przypominające stroje bajkowych bohaterów.

Dzisiaj oryginalne bombki z Jackiem i Agatką potrafią osiągać naprawdę wysokie ceny. W internetowych ogłoszeniach można spotkać pojedyncze figurki wyceniane na kilkaset złotych, a kompletne zestawy bywają jeszcze droższe. Trzeba jednak pamiętać, że kwota podana przez sprzedawcę nie zawsze odpowiada cenie, za którą ozdoba rzeczywiście znajdzie nabywcę.

Wystarczy przejrzeć aktualne ogłoszenia na OLX, żeby zobaczyć, jak duże potrafią być różnice. Jedna z bombek przedstawiających Agatkę została wystawiona za 99 zł, inna za 240 zł. Inaczej prezentuje się oferta kompletu Jacka i Agatki z czasów PRL-u. Sprzedająca wyceniła obie figurki na 420 zł, czyli po 210 zł za sztukę.

Osobną grupę stanowią klejonki, czyli ręcznie wyklejane ozdoby choinkowe, cenione za pracochłonne wykonanie i dekoracyjne szczegóły. Wśród dawnych bombek kolekcjonerzy poszukują również tak zwanych kształtek - szklanych figurek przedstawiających ludzi, zwierzęta i bohaterów bajek.

Oprócz Jacka i Agatki zainteresowanie budzą między innymi postacie z "Bolka i Lolka", Gąska Balbinka czy popularny Marynarzyk. Na liście poszukiwanych dekoracji pojawiają się też inne ozdoby charakterystyczne dla tamtej epoki:

  • szklane aniołki, Mikołaje, pajacyki i bałwanki,

  • kolorowe łabędzie, ptaszki, rybki i inne zwierzątka,

  • ozdoby przypominające szyszki, owoce i orzechy,

  • ręcznie malowane laleczki oraz babuszki,

  • ozdobne szpice zakładane na czubek choinki,

  • dawne lampki i dekoracje mocowane do gałązek za pomocą klipsów.

Co ciekawe, niektóre wzory inspirowane ozdobami z PRL-u są produkowane również współcześnie. Dlatego samo podobieństwo do bombek z dzieciństwa nie wystarczy, żeby uznać dany egzemplarz za kilkudziesięcioletni oryginał.

Ile są warte stare bombki z PRL-u? Nie każda oznacza fortunę

Chyba najbardziej zaskakuje mnie to, jak dużą różnicę w cenie może zrobić jeden niepozorny detal. Dwie bombki mogą pochodzić z podobnego okresu, ale jedna będzie warta kilkanaście złotych, a druga kilkaset. Dlaczego?

Kolekcjonerzy zwracają uwagę przede wszystkim na rzadkość wzoru, oryginalność, sposób wykonania i stan zachowania. Największe zainteresowanie budzą egzemplarze bez pęknięć, ubytków szkła czy zniszczonego malowania. Znaczenie może mieć również zachowane opakowanie z nazwą producenta, które ułatwia ustalenie pochodzenia ozdoby.

Warto też wiedzieć, że część dawnych bombek była wykonywana ręcznie, dlatego niewielka asymetria czy nierówna linia dekoracji nie musi oznaczać uszkodzenia. Niekiedy właśnie takie szczegóły odróżniają stare ozdoby od współczesnych, masowo produkowanych odpowiedników.

Warto przy tym zachować zdrowy rozsądek. Choć pojedyncze figurki bywają wystawiane za kilkaset złotych, zwykłe zestawy bombek z PRL-u można znaleźć za kilkadziesiąt złotych. Sam wiek ozdoby nie oznacza więc, że mamy w rękach kolekcjonerski rarytas.

Jak sprawdzić, czy bombki po babci mogą być coś warte? Najlepiej zacząć od dokładnego obejrzenia każdego egzemplarza i porównania go ze zdjęciami podobnych dekoracji na portalach aukcyjnych. Warto przy tym zwracać uwagę nie tylko na ceny wystawionych przedmiotów, ale przede wszystkim na kwoty osiągnięte w zakończonych sprzedażach.

Nie próbowałabym też na własną rękę odnawiać starych bombek. Intensywne szorowanie, usuwanie resztek farby czy ponowne malowanie może pozbawić je oryginalnych zdobień, a tym samym obniżyć ich wartość. Lepiej delikatnie usunąć kurz miękkim pędzelkiem i przechowywać ozdoby osobno, zabezpieczone przed stłuczeniem.

Przeczytaj również: Niemieccy eksperci wzięli pod lupę 26 płynów do mycia naczyń. Na podium trafił tani produkt z Biedronki

A nawet jeśli okaże się, że stare muchomorki czy sople nie są warte fortuny, wcale nie oznacza to, że należy się ich pozbywać. Dla mnie takie dekoracje mają w sobie coś, czego trudno szukać w nowych, idealnie dopasowanych zestawach bombek. Przypominają święta z dzieciństwa i przywołują przyjemne uczucie nostalgii.

Dlatego zanim wyrzucicie stare ozdoby znalezione na strychu, zajrzyjcie do pudełek jeszcze raz. Może między zwykłymi bombkami schował się Jacek, Agatka albo ręcznie malowany reflektor? A jeśli nie, to i tak warto zostawić sobie choć kilka sztuk. W końcu nie wszystko, co naprawdę cenne, musi mieć wysoką wartość odmierzaną w złotówkach. Często chodzi o coś z goła odmiennego.