Mam ogromny sentyment do przedmiotów, które pamiętam jeszcze z mieszkań moich dziadków. Kiedyś wydawały mi się zwyczajne, ale dzisiaj patrzę na nie zupełnie inaczej. Moda na wzornictwo sprzed kilku dekad sprawiła, że stare meble coraz częściej wracają do nowoczesnych wnętrz. Przy okazji remontu u babci przekonałam się też, że za niektórymi z nich mogą kryć się naprawdę spore pieniądze. Wszystko zaczęło się od fotela stojącego przez lata w pokoju gościnnym.
Przedmioty z PRL-u wróciły do łask, a ceny niektórych mocno poszły w górę. Przekonałam się o tym dzięki fotelowi babci
Jeszcze kilkanaście lat temu podczas remontów stare meble z PRL-u często bez większego żalu trafiały do piwnic, na działki albo po prostu na śmietnik. Sama pamiętam ciężkie meblościanki, niewielkie stoliki na cienkich nóżkach i charakterystyczne fotele stojące niemal w każdym mieszkaniu. Wydawało się, że ich czas bezpowrotnie minął.
Zobacz także:
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Wzornictwo z lat 60. i 70. znów ma wielu miłośników, a na portalach ogłoszeniowych można znaleźć mnóstwo odrestaurowanych mebli z tego okresu. Szczególnie poszukiwane są projekty, których autora i producenta można zidentyfikować. Stan zachowania, oryginalne elementy czy rzadkość konkretnej wersji również mogą mocno wpływać na cenę. Dobrze pokazuje to chociażby słynny fotel 366 Józefa Chierowskiego.
Sama przekonałam się o tym zupełnie przypadkiem. Babcia robiła remont i chciała pozbyć się starego fotela, który od lat stał w pokoju gościnnym. Dla niej był po prostu kolejnym wysłużonym meblem zajmującym miejsce. Zanim jednak pozwoliłam go wyrzucić, postanowiłam sprawdzić, czy podobne egzemplarze są gdzieś wystawione.
To był dobry ruch. Zaczęłam przeglądać ogłoszenia i szybko zobaczyłam, że rzeczy, które jeszcze niedawno mogły uchodzić za starocie, bywają dziś pełnoprawnymi obiektami kolekcjonerskimi. Wtedy postanowiłam dokładniej przyjrzeć się również fotelowi babci i spróbować szczęścia ze sprzedażą.
Podobny fotel COR Sinus znalazłam na OLX za 19,5 tys. zł. Zamiast wyrzucać swój, postanowiłam go wystawić
Największe zaskoczenie przyszło podczas przeglądania ofert. Na OLX znalazłam fotel COR Sinus z podnóżkiem wystawiony za 19 500 zł. To kwota, za którą można już kupić używany samochód, więc kilka razy sprawdzałam, czy na pewno dobrze przeczytałam cenę.
Nie chodzi jednak o zupełnie przypadkowy stary fotel. Sinus Lounge został zaprojektowany przez Reinholda Adolfa i Hansa-Jürgena Schröpfera w latach 70. Egzemplarz z ogłoszenia pochodzi z 1976 roku, a sprzedający określa go jako kolekcjonerski. Ma obicie z naturalnej skóry w kolorze ciemnej wiśni oraz charakterystyczny metalowy stelaż. Do fotela dołączony jest również podnóżek.
Najbardziej charakterystyczna jest jego konstrukcja. Siedzisko składa się z kilku wyraźnie oddzielonych, miękkich segmentów, a wygięty metalowy stelaż nadaje całości wygląd typowy dla modernistycznego wzornictwa drugiej połowy XX wieku. Konstrukcja delikatnie się kołysze.
Podobnych egzemplarzy zaczęłam więc szukać również w sklepach zajmujących się wzornictwem vintage i to ostatecznie przekonało mnie, żeby nie pozbywać się pochopnie starego fotela z rodzinnego domu. Zamiast wynosić go przy okazji remontu, zrobiłam zdjęcia, sprawdziłam oznaczenia i wystawiłam na OLX. Zainteresowanie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że przed wyrzuceniem starych mebli naprawdę warto poświęcić kilka minut na sprawdzenie ich pochodzenia.
Nie tylko stare fotele mogą być dzisiaj sporo warte. Komody, szkło i porcelanę z PRL-u też warto dokładnie obejrzeć
Od tamtej pory znacznie ostrożniej podchodzę do porządków w piwnicy czy mieszkaniu dziadków. Oczywiście nie każdy przedmiot z PRL-u automatycznie jest cenny. Wartość zależy między innymi od projektu, producenta, stanu, kompletności oraz zainteresowania kolekcjonerów.
Wśród mebli uwagę warto zwrócić na charakterystyczne fotele, krzesła patyczaki, niewielkie stoliki oraz długie komody na smukłych nóżkach, potocznie nazywane jamnikami. Na meblach lista się jednak nie kończy.
Zanim opróżnię stary kredens, przyglądam się także porcelanie, ceramice i szkłu dekoracyjnemu. Figurki, wazony, patery, serwisy czy kolorowe szkło z dawnych hut również mają swoich kolekcjonerów. Tutaj szczególnie ważne są sygnatury umieszczone na spodzie, ponieważ mogą pomóc ustalić producenta i serię. Nie wyrzucałabym również starych lamp i zegarów bez wcześniejszego sprawdzenia.
To również może cię zainteresować: Ten dokument z PRL-u zalega w tysiącach domów. Dziś może oznaczać wypłatę nawet 27 tys. zł
Po historii z fotelem babci mam więc jedną zasadę. Najpierw sprawdzam, później decyduję. Zdjęcie oznaczeń, nazwy producenta czy charakterystycznych detali zajmuje kilka minut. Czasami okaże się, że mamy do czynienia ze zwykłym starym meblem. Innym razem rzecz przeznaczona do wyrzucenia może być dokładnie tym, czego ktoś od miesięcy szuka do swojej kolekcji.

Obserwuj nas na Google







