Wrzesień ma dla grzybiarzy własny rytm. Jedni wypatrują prawdziwków, inni liczą na pełny koszyk podgrzybków, a najbardziej doświadczeni potrafią godzinami opowiadać o okazach, których większość z nas nigdy nie spotkała. Są bowiem takie grzyby, przy których pełny koszyk przestaje mieć znaczenie. Wystarczy jeden owocnik, jedno zdjęcie i możliwość zobaczenia na własne oczy czegoś, co dotąd znało się głównie z atlasu. Właśnie taka historia rozgrywa się teraz na Ponidziu.
Krwistoborowik szatański przez lata pozostawał niemal nieuchwytny. Dziś jego niezwykłe okazy można oglądać w okolicach Buska Zdroju
Bohaterem całego zamieszania jest rzadki grzyb, krwistoborowik szatański, nazywany również borowikiem szatańskim albo po prostu szatanem. Nazwa jest znana wielu grzybiarzom, ale sam gatunek w polskich lasach należy do prawdziwych rzadkości. Co więcej, znajduje się pod ścisłą ochroną, dlatego nie jest to okaz, który zabieramy ze sobą do domu. Przez długi czas znane stanowisko tego gatunku w Polsce znajdowało się w Górach Kaczawskich. Sytuacja zmieniła się około 15 lat temu. Wtedy Zbigniew Oziębło, doświadczony grzybiarz z Buska Zdroju, natrafił na owocniki w pobliżu swojego miasta. Jak opowiada, początkowo sam nie potrafił ich rozpoznać. Dopiero dokładniejsze badania potwierdziły, że rzeczywiście znalazł krwistoborowika szatańskiego.
Zobacz także:
To odkrycie okazało się początkiem niezwykłej historii. Oziębło zaczął uważniej obserwować okolicę i odkrył, że gatunek grzybów występuje tam liczniej. Ponidzie ma sprzyjające mu warunki, między innymi gleby wapienne. Dziś właśnie w okolice Buska Zdroju przyjeżdżają ludzie zainteresowani grzybami, którzy chcą zobaczyć prawdziwego szatana, a nie jeden z gatunków często z nim mylonych.
Przyjeżdżają z drugiego końca Polski i wracają bez ani jednego grzyba w koszyku. Dla zdjęcia szatana potrafią pokonać nawet 1000 kilometrów
Dla zwykłego grzybiarza taki wyjazd może brzmieć zaskakująco. Jechać kilkaset kilometrów, wejść do lasu, znaleźć grzyba i nawet go nie zerwać? W tym przypadku właśnie o to chodzi. Na początku września, podczas kolejnego wysypu krwistoborowików szatańskich, do Buska Zdroju przyjechali miłośnicy grzybów z innych części kraju. Wśród nich była Zofia Leszczyńska Niziołek, członkini Polskiego Towarzystwa Mykologicznego, prezeska stowarzyszenia Fungarium i autorka książki o grzybach. Przyjechał również Paweł Stasiowski, znany z kanału „Paweł i grzyby”.
Chcesz więcej grzybowych informacji? To także może cię zainteresować: Grzybiarze już zacierają ręce. W tych częściach Polski kosze zapełniają się borowikami i podgrzybkami
Skala tej wyprawy robi wrażenie. Leszczyńska Niziołek opowiadała, że po otrzymaniu informacji o pojawieniu się owocników ruszyła specjalnie na Ponidzie i pokonała ponad 500 kilometrów. Na profilu Fungarium podsumowano z kolei, że wyprawa oznaczała łącznie około 1000 kilometrów w ciągu jednego dnia. Wszystko po to, żeby zobaczyć i sfotografować kilka niezwykle rzadkich grzybów. Wcale mnie to nie dziwi. Są miejsca, do których jedziemy dla widoku, rzadkiego ptaka czy niezwykłego zjawiska przyrodniczego. Dla pasjonata grzybów zobaczenie gatunku znanego wcześniej głównie z opowieści i atlasów jest podobnym przeżyciem. Tutaj trofeum nie trafia jednak do koszyka. Zostaje na zdjęciu.
Prawdziwego szatana wielu grzybiarzy nigdy nie widziało, choć są przekonani, że spotkali go w lesie. Pomyłki z innymi gatunkami zdarzają się bardzo często
Wokół borowika szatańskiego narosło mnóstwo opowieści. Nazwę zna prawie każdy, przez co można odnieść wrażenie, że grzyb występuje w naszych lasach znacznie częściej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Paweł Stasiowski zwraca uwagę na ciekawy problem. Grzybiarze często są przekonani, że znaleźli szatana, podczas gdy w rzeczywistości widzieli zupełnie inny gatunek. Wśród grzybów z nim mylonych wymienia między innymi goryczaka żółciowego, borowika ceglastoporego oraz gorzkoborowika żółtoporego.
To pokazuje, dlaczego możliwość obejrzenia prawdziwego okazu jest tak atrakcyjna dla pasjonatów. Zdjęcie w atlasie to jedno. Zobaczenie owocnika w naturalnym środowisku pozwala przyjrzeć się jego wyglądowi i miejscu, w którym rośnie. Nie oznacza to jednak, że po przeczytaniu o wysypie warto ruszać na Ponidzie i samodzielnie przeczesywać każdy fragment lasu. Krwistoborowik szatański jest gatunkiem chronionym, a ochrona jego stanowisk ma pierwszeństwo przed turystyczną ciekawością.
Dokładnej lokalizacji wysypu nikt tutaj publicznie nie zdradza. Jeden tłum ciekawskich mógłby zaszkodzić stanowisku rzadkiego grzyba
To chyba najważniejsza część całej historii. Wiemy, że niezwykłe grzyby rosną w okolicach Buska Zdroju, ale dokładnego punktu nie znajdziemy na mapie. Zbigniew Oziębło świadomie go nie ujawnia. Powód jest bardzo prosty, stanowisko mogłoby zostać zadeptane przez odwiedzających. Grzybiarz deklaruje, że pokazuje miejsce osobom naprawdę zainteresowanym grzybami i szanującym przyrodę. Nie chce jednak, aby dokładna lokalizacja stała się powszechnie znana. Przy tak rzadkim i chronionym gatunku to rozsądne podejście.
Co ciekawe, szatan nie ogranicza się już wyłącznie do stanowisk znanych sprzed lat. Według Zbigniewa Oziębły poza Ponidziem jest obecnie widywany także w okolicach Krakowa i Poznania. Nadal pozostaje jednak grzybem wyjątkowo rzadkim. Dlatego ten wysyp jest ciekawy nawet dla osób, które z lasu najchętniej wracają z koszykiem prawdziwków. Tym razem największą atrakcją jest grzyb, którego nie wolno zabrać. Można mu się przyjrzeć, zrobić zdjęcie i pozostawić dokładnie tam, gdzie wyrósł.

Obserwuj nas na Google







