Nie przepadam za zatłoczonymi plażami, na których trudno znaleźć miejsce na ręcznik, a szum fal zagłuszają rozmowy i muzyka z pobliskich barów. Właśnie dlatego z dużym zainteresowaniem posłuchałam koleżanki z redakcji, która poleciła mi Plażę Świętouść na wyspie Wolin. Zapewniała, że to jedno z tych miejsc, o których nie mówi się zbyt głośno, a mimo to potrafią zachwycić od pierwszej chwili. Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze i już po kilku minutach wiedziałam, że miała rację. Zamiast komercyjnych atrakcji czekała na mnie szeroka, spokojna plaża, otoczona naturą i położona w wyjątkowym miejscu – pomiędzy Bałtykiem a zachodnim brzegiem Jeziora Koprowo. Dojście prowadzi leśną ścieżką od drogi wojewódzkiej nr 102, co już na starcie daje poczucie, że trafiam do miejsca odkrywanego głównie przez osoby, które naprawdę szukają ciszy. Kiedy wyszłam z lasu i zobaczyłam szeroką plażę oraz morze rozciągające się po horyzont, od razu poczułam, że właśnie takich wakacyjnych chwil najbardziej mi brakowało.

Łagodne zejście do morza zachęca do spacerów i kąpieli. To miejsce pozwala naprawdę zwolnić

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to wyjątkowy spokój. Nie było rzędów parawanów, głośnych punktów gastronomicznych ani tłumów przewijających się w każdą stronę. Zamiast tego usłyszałam jedynie szum fal i wiatr poruszający koronami drzew. Plaża ma łagodne zejście do morza, dlatego wejście do wody jest komfortowe i przyjemne. Mogłam spokojnie spacerować wzdłuż brzegu, mocząc stopy i nie martwiąc się o nagłe uskoki dna. Właśnie takie miejsca sprawiają, że naprawdę odpoczywam.

Zobacz także:

Nie muszę planować dnia co do minuty ani szukać atrakcji. Wystarczy koc, książka i widok na Bałtyk. Ta dzika plaża znajduje się na terenie Wolińskiego Parku Narodowego, dlatego zachowała swój naturalny charakter. Nie ma tu budek z pamiątkami, reklam czy głośnej muzyki. Dzięki temu łatwo skupić się na tym, co najważniejsze – kontakcie z przyrodą. Spędziłam tam kilka godzin i ani przez moment nie miałam poczucia nudy. Wręcz przeciwnie, z każdą chwilą coraz bardziej doceniałam to, że nie wszystko nad polskim morzem zostało podporządkowane turystycznej komercji. To jedno z niewielu miejsc, gdzie można naprawdę usłyszeć własne myśli i po prostu nacieszyć się widokiem morza.

fot. Adobe Stock | FotoRugenwaldeFX

Klify dodają temu miejscu wyjątkowego charakteru. Widoki zostają w pamięci na bardzo długo

Jednym z największych atutów tej plaży są malownicze klify, które wznoszą się tuż nad brzegiem Bałtyku. Widok robi ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy słońce zaczyna powoli chylić się ku zachodowi. Co chwilę zatrzymywałam się tylko po to, żeby zrobić kolejne zdjęcie, choć szybko doszłam do wniosku, że żaden kadr nie oddaje tego, jak pięknie wygląda to miejsce na żywo. Klifowy brzeg przypomina, jak niezwykła potrafi być polska linia brzegowa i jak wiele jej zakątków nadal pozostaje nieodkrytych przez masową turystykę. Im dalej oddalałam się od głównego zejścia, tym mniej osób spotykałam po drodze. W pewnym momencie miałam wrażenie, że plaża należy tylko do mnie.

Jeżeli szukasz podróżniczych inspiracji, to także może wpaść ci w oko: Ten kierunek jest 2x tańszy niż Chorwacja, a Polacy go nie doceniają. Kusi rajskim krajobrazem i turkusowym morzem

To właśnie wtedy najbardziej doceniłam urok Świętouścia. Można tu spacerować kilometrami, obserwować fale rozbijające się o brzeg i podziwiać zmieniające się kolory morza. Nie potrzeba dodatkowych atrakcji ani głośnych wydarzeń. Sama natura zapewnia wszystko, czego potrzeba do udanego wypoczynku. Warto jednak pamiętać, że plaża znajduje się na obszarze chronionym. Obowiązuje tu zakaz wprowadzania psów, a brak infrastruktury oznacza, że warto wcześniej zabrać ze sobą wodę, przekąski i wszystko, co może przydać się podczas dłuższego pobytu. Dla mnie nie był to problem. Wręcz przeciwnie – właśnie dzięki temu miejsce zachowało swój autentyczny charakter.

To jedna z najpiękniejszych plaż, jakie odwiedziłam nad Bałtykiem. Chętnie wrócę tam przy kolejnej okazji

Po powrocie długo myślałam o tym, dlaczego Plaża Świętouść zrobiła na mnie aż tak duże wrażenie. Doszłam do wniosku, że zadecydowała o tym przede wszystkim jej naturalność. Nie czułam presji, żeby odwiedzać kolejne atrakcje czy szukać idealnego miejsca na zdjęcia. Po prostu byłam tu i teraz, wsłuchując się w szum morza i podziwiając krajobrazy Wolińskiego Parku Narodowego. Takiego spokoju coraz trudniej doświadczyć w popularnych nadmorskich kurortach.

Jeśli ktoś marzy o szerokiej, niemal dzikiej plaży, łagodnym zejściu do wody i imponujących klifach, trudno o lepszy wybór. Dla mnie była to jedna z tych podróży, które przypominają, że najpiękniejsze miejsca często znajdują się z dala od głównych deptaków i zatłoczonych promenad. Jestem wdzięczna koleżance z redakcji za tę rekomendację, bo dzięki niej odkryłam zakątek, do którego z przyjemnością będę wracać. Następnym razem planuję zostać tam jeszcze dłużej, zabrać aparat fotograficzny i poświęcić cały dzień na spokojne odkrywanie okolicy. Czasem wystarczy jedno dobrze polecone miejsce, żeby zakochać się w zupełnie nowym obliczu polskiego wybrzeża.