Do naprawdę zimnej jesieni zostało jeszcze trochę czasu, ale zimne wieczory potrafią przyjść szybciej, niż się spodziewamy. Jako osoba, która marznie zdecydowanie szybciej niż pozostali domownicy, co roku mam ten sam dylemat pod tytułem „otulić się kolejnym kocem czy już odkręcać grzejnik?”. Tym razem postanowiłam przygotować się na chłody wcześniej. W Action wypatrzyłam rozwiązanie, które przyda mi się przez całą jesień i zimę, nie kosztuje fortuny i pozwala zaoszczędzić na rachunkach za ogrzewanie.

Jesienią nie chcę podkręcać kaloryferów na maxa. W związku z tym już na początku września szykuję się na pierwsze chłodne wieczory

Wrzesień to dla mnie moment, kiedy powoli zaczynam przestawiać mieszkanie na jesienny tryb. Wyciągam cieplejszą pościel, koce wracają na kanapę, a wieczorami coraz częściej zamykam okna wcześniej niż latem. Z tyłu głowy mam już także kolejny sezon grzewczy i związane z nim wydatki.

Zobacz także:

Nie lubię siedzieć w zimnym mieszkaniu, ale nie chcę też automatycznie ustawiać grzejników na najwyższą moc, gdy tylko zrobi się chłodniej. Właśnie dlatego zaczęłam szukać rozwiązań, dzięki którym mogę ogrzać przede wszystkim siebie, zamiast od razu mocniej ogrzewać całe pomieszczenie. Szczególnie zależało mi na czymś, co przyda się wieczorem podczas czytania czy oglądania serialu oraz przed snem.

Do tej pory ratowałam się grubym kocem, ciepłymi skarpetami i termoforem. Tym razem do mojego zestawu na chłody dołączyło coś jeszcze, dokładnie elektryczny koc grzewczy.

Koc elektryczny z Action był hitem już w 2025 roku. Wtedy odpuściłam, teraz wreszcie go kupiłam

O kocu elektrycznym z Action słyszałam już w ubiegłym sezonie. W 2025 roku takie niedrogie rozwiązania grzewcze cieszyły się dużym zainteresowaniem, ale sama nie zdążyłam przekonać się, czy rzeczywiście są tak wygodne. W tym roku postanowiłam nie czekać na pierwsze naprawdę zimne noce.

W Action znalazłam koc elektryczny Carmen za 79,90 zł. Ma moc 60 W oraz wymiary 150 × 80 cm i według opisu producenta nadaje się na materac jednoosobowy. W praktyce jest więc elektryczną matą podkładaną na łóżko, ale ja korzystam z niej również do przykrycia się na kanapie.

fot. action.com

Najbardziej spodobała mi się możliwość wyboru 3 ustawień ciepła. Do zestawu dołączono przełącznik pozwalający regulować poziom grzania. Jest też zabezpieczenie przed przegrzaniem, a urządzenie automatycznie wyłącza się po 180 minutach. Matę można przymocować do materaca za pomocą gumki, dzięki czemu nie powinna przesuwać się podczas użytkowania.

Przewód i przełącznik można również odłączyć na czas prania. Dla mnie to ważny szczegół, bo rzecz używana regularnie w łóżku musi dać się łatwo utrzymać w czystości. Przy cenie 79,90 zł wygląda to na całkiem sprytny sposób na dogrzanie łóżka bez natychmiastowego podkręcania temperatury w całym mieszkaniu.

Jak oszczędzać na ogrzewaniu? Koc to tylko jeden z kilku sposobów, które stosuję jesienią i zimą

Sam koc elektryczny nie sprawi oczywiście, że rachunki za ogrzewanie magicznie znikną. Traktuję go raczej jako jeden z elementów większego planu. Jeśli jest mi chłodno podczas odpoczynku albo przed snem, wolę najpierw ogrzać siebie i łóżko, zamiast automatycznie zwiększać temperaturę w całym mieszkaniu.

Pilnuję też, żeby kaloryferów nie zasłaniały grube zasłony, meble ani suszące się ubrania. Ciepłe powietrze powinno mieć możliwość swobodnego rozchodzenia się po pomieszczeniu. Wieczorem zasłaniam natomiast rolety i zasłony, ponieważ okna są jednym z miejsc, przez które mieszkanie traci ciepło.

Zamiast zostawiać uchylone okno na długi czas, stawiam na krótkie i intensywne wietrzenie. Regularnie sprawdzam też uszczelki przy oknach i drzwiach, bo nawet niewielkie nieszczelności potrafią dać się we znaki, gdy temperatura na zewnątrz mocno spada.

To również może cię zainteresować: Dni coraz krótsze, więc kupiłam ten solarny hit na elewację w Sinsay. Ma czujnik ruchu, 56 punktów świetlnych, a dałam tylko 35,99 zł

Najważniejsze jest dla mnie jednak rozsądne dopasowanie temperatury do tego, co aktualnie robię. Jeśli przez dwie godziny siedzę wieczorem pod kocem albo kładę się do ciepłego łóżka, nie potrzebuję jednocześnie robić z sypialni tropików. Dopiero po całym sezonie będę mogła ocenić rzeczywiste oszczędności, ale już teraz mam nadzieję, że tej zimy pokrętło przy kaloryferze nie będzie moją pierwszą deską ratunku.