Od kilku miesięcy wszędzie widzę stoliki w tym samym stylu — jasne, minimalistyczne, z obłymi kształtami i wykończeniem, które wygląda bardzo „premium”. Sama szukałam czegoś podobnego do salonu, ale nie chciałam wydawać ponad tysiąca złotych na mały stolik pomocniczy. I właśnie wtedy trafiłam na model z Jysk, który od razu skojarzył mi się z dużo droższą wersją z Westwing.

Najpierw był Westwing. Potem trafiłam do Jysk

Model Dustan marki HKliving z Westwing naprawdę przyciąga uwagę. Ma prostą, nowoczesną formę, matowe wykończenie i kolor, który pasuje praktycznie do każdego wnętrza. To jeden z tych mebli, które od razu sprawiają, że salon wygląda bardziej stylowo. Problem pojawia się dopiero przy cenie. Za stolik trzeba zapłacić 1219 zł, a to jednak sporo jak na niewielki mebel pomocniczy.

Zobacz także:

fot: westwing.pl

Kiedy zaczęłam szukać czegoś w podobnym klimacie, trafiłam na model dostępny w Jysk. Od razu zwróciłam uwagę na bardzo podobny kształt — szeroka podstawa, zaokrąglony blat i jasny, beżowy kolor. Największa różnica była oczywiście w cenie. Stolik z Jysk został przeceniony o 50% i kosztuje teraz tylko 295 zł, więc zaledwie część tego, co designerski model z Westwing. Przy takim porównaniu trudno było przejść obok tej promocji obojętnie. Co istotne, trwa ona tylko do 7 czerwca, więc lepiej się pospieszyć, jeżeli również chcecie go kupić.

fot: jysk.pl

Oba stoliki wpisują się w trend organicznych form, który od dłuższego czasu jest bardzo popularny we wnętrzach. Takie modele dobrze wyglądają zarówno w minimalistycznych mieszkaniach, jak i bardziej przytulnych aranżacjach z drewnem, lnem i jasnymi dodatkami. I właśnie dlatego coraz częściej można znaleźć podobne projekty nie tylko w drogich showroomach, ale też w popularnych sieciówkach.

Ten stolik z Jysk wygląda bardzo podobnie. A kosztuje dużo mniej

Po ustawieniu stolika w salonie miałam dokładnie takie wrażenie, na jakie liczyłam. To jeden z tych mebli, które nie dominują wnętrza, ale od razu dodają mu charakteru. Jasny kolor i matowe wykończenie sprawiają, że wygląda nowocześnie i spokojnie, a przy tym pasuje praktycznie do wszystkiego — od jasnej sofy po drewniane dodatki.

Oczywiście oba modele różnią się materiałem. Wersja z Westwing została wykonana z kamionki, natomiast stolik z Jysk powstał z mieszanki włókna cementowego i tlenku magnezu. Wizualnie jednak różnice nie są aż tak widoczne, szczególnie jeśli ktoś patrzy na całość aranżacji, a nie na sam materiał. Sama porównałam zdjęcia i proporcje obu modeli i naprawdę łatwo zauważyć, skąd to pierwsze skojarzenie z dużo droższym stolikiem.

Zobaczcie też te wiklinowe cuda: Jysk tak uciął cenę, że wzięłam od razu 2. „Wiklinowe” krzesełko robi teraz szał na moim osiedlu

Mam też wrażenie, że takie meble najlepiej pokazują, jak bardzo zmieniły się sieciówki wnętrzarskie. Jeszcze kilka lat temu trudno było znaleźć tam coś, co wyglądałoby jak designerski dodatek z drogiego sklepu. Dziś Jysk regularnie wypuszcza kolekcje, które spokojnie mogłyby stać w znacznie droższych showroomach.

Jysk zaskoczył mnie praktycznością. Korzystam z niego codziennie

Po kilku tygodniach używania najbardziej doceniłam to, że ten stolik po prostu dobrze sprawdza się na co dzień. Nie jest wyłącznie dekoracją, która ma wyglądać ładnie na zdjęciach. Stoi obok kanapy, więc regularnie odkładam na niego kawę, książki albo laptop. Dzięki kompaktowym wymiarom łatwo go też przestawić, jeśli akurat potrzeba więcej miejsca.

Podoba mi się również to, że mimo lekkiej wizualnie formy wygląda stabilnie i solidnie. To ważne szczególnie przy jasnych meblach, które czasem sprawiają wrażenie delikatnych i mało praktycznych. Tutaj tego problemu nie ma. I właśnie dlatego coraz częściej dochodzę do wniosku, że przy takich dodatkach naprawdę nie trzeba wydawać fortuny, żeby uzyskać modny efekt.

Znajomi kilka razy pytali mnie już, skąd jest ten stolik, bo byli przekonani, że to model z jakiegoś designerskiego sklepu. A kiedy odpowiadałam, że to Jysk i do tego kupiony na promocji, reakcja była praktycznie zawsze taka sama. Bo czasem wystarczy dobrze poszukać, żeby znaleźć coś, co wygląda dużo drożej, niż kosztowało w rzeczywistości.