Rosół bez kury, za to z opalaną cebulą, imbirem, suszonymi grzybami i przyprawami, które pachną jak azjatycki targ? Brzmi niecodziennie, ale smakuje obłędnie. Ten pomidorowy rosół z przepisu Marty Dymek z Jadłonomii to totalna rewolucja w świecie zup. Głęboki, pikantny, lekko słodki i esencjonalny – nie da się go porównać z niczym, co zwykle ląduje na domowym stole. Wymaga chwili uwagi i czasu, ale efekt naprawdę robi wrażenie.

Niepozorny, ale z charakterem – tajwański rosół pomidorowy

Z zewnątrz wygląda jak klasyczna pomidorówka, ale niech nie zwiedzie kolor ani zapach – to nie zupa, którą znasz z dzieciństwa. Tajwański rosół pomidorowy z przepisu Marty Dymek to zupełnie inny wymiar smaku. W tym daniu nie ma mięsa, ale jest wszystko, czego potrzeba, żeby powstał wywar z głębią: opalana cebula i imbir, warzywa, suszone grzyby, przyprawy jak z azjatyckiego bazaru i solidna porcja umami w postaci sosu sojowego, koncentratu pomidorowego i… czarnej herbaty. Tak, dobrze widzisz – herbata w rosole. Ale to właśnie te mniej oczywiste dodatki robią tu robotę.

Zobacz także:

To nie jest szybki rosół „na już”, ale przygotowanie wcale nie jest trudne. Wystarczy pół godziny pracy i dwie godziny gotowania – w sam raz na spokojne, sobotnie popołudnie. A później już tylko wystarczy wyjąć makaron, posiekać szczypiorek, wyciągnąć kimchi albo tofu i nalać sobie do miski coś, co bardziej przypomina ramen niż tradycyjną polską pomidorówkę. Ten rosół nie ma w sobie ani grama mięsa, ale nawet zagorzałym fanom niedzielnych bulionów nie zabraknie w nim niczego.

Krok po kroku – jak zrobić tajwański rosół pomidorowy?

Zaczyna się klasycznie, od warzyw – marchewka, seler, czosnek, por, cebula. Ale zanim trafią do garnka, dzieje się coś więcej. Cebulę i imbir trzeba porządnie opalić – jak do klasycznego rosołu. Ten krok nadaje całości przyjemnego, lekko dymnego aromatu. Potem wjeżdżają przyprawy. Ale nie wszystkie naraz! Każdą trzeba uprażyć – anyż, liść laurowy, kolendra, cynamon, pieprz syczuański (albo czarny, jeśli nie masz), ziarna kuminu. Ta krótka sesja na gorącej patelni wydobywa z przypraw to, co najlepsze. Nie pomijaj tego etapu, bo to on buduje głębię smaku.

Gdy przyprawy są gotowe, do dużego garnka wpadają wszystkie warzywa, opalana cebula i imbir, przyprawy i trochę oleju. Trzeba je porządnie przesmażyć, nie spiesząc się – chodzi o porządne zrumienienie, a nie tylko podduszenie. Dopiero wtedy do gry wchodzi koncentrat pomidorowy, ostre dodatki (jak sambal oelek albo sriracha), suszone grzyby shiitake, czarna herbata, kurkuma i oczywiście woda. Od tego momentu wystarczy cierpliwie gotować wywar przez dwie godziny.

Na koniec zupa jest przecedzana, a czysty rosół pomidorowy trafia z powrotem do garnka. I tu najważniejszy moment: doprawianie. Sos sojowy, odrobina cukru trzcinowego i trochę octu – dokładnie w takiej ilości, jakiej potrzebuje twoje podniebienie. Zupa ma być słona, słodkawa, wyrazista, lekko pikantna i przełamana kwaśnym akcentem. Kiedy wszystko gra, wystarczy dodać makaron i ulubione dodatki – tofu, grzyby, kimchi albo szczypiorek.

Dlaczego warto zamienić klasykę na coś nowego?

Ten rosół to świetna opcja nie tylko dla wegan i wegetarian. Jeśli klasyczny rosół z kury trochę ci się już przejadł, tajwańska wersja może być kulinarnym odkryciem sezonu. Jest rozgrzewająca, pełna głębi, trochę pikantna, a przez to idealna na zimowe wieczory. Do tego wygląda obłędnie – głęboka czerwień zupy, makaron, szczypiorek i dodatki w misce robią efekt „wow” już na sam widok.

Marta Dymek jak zwykle pokazała, że kuchnia roślinna nie musi być nudna ani przewidywalna. A tajwański rosół pomidorowy to doskonały przykład, że da się ugotować coś naprawdę spektakularnego bez kropli mięsa i bez drogich, niedostępnych składników. Większość z nich znajdziesz w dobrze zaopatrzonym sklepie, a jeśli czegoś brakuje – można spokojnie improwizować.

Cały przepis i dokładną instrukcję znajdziesz na stronie Jadłonomii – warto tam zajrzeć, bo to zupa, do której chce się wracać. Nie tylko wtedy, gdy dopadnie przeziębienie, ale też kiedy po prostu masz ochotę na coś ciepłego, wyrazistego i innego niż zwykle.