Kiedy przychodzą pierwsze chłodne wieczory, najbardziej lubię zaszyć się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Nie znoszę jednak sytuacji, gdy w salonie termometr pokazuje 22 stopnie, a ja nadal mam zimne dłonie i najchętniej podkręciłabym ogrzewanie. Z drugiej strony dobrze wiem, że każda dodatkowa godzina intensywnego grzania może odbić się na domowym budżecie. Właśnie dlatego jesienią staram się szukać prostych rozwiązań, które poprawiają warunki w mieszkaniu bez niepotrzebnego podnoszenia temperatury. O jednej zasadzie nigdy wcześniej nie słyszałam, a jest na wagę złota w sezonie grzewczym.

W sezonie grzewczym warto sprawdzić coś więcej niż termostat. Sprawdź, zanim odkręcisz kaloryfery

Jesienią i zimą często skupiamy się wyłącznie na temperaturze w pokojach. Sprawdzamy, czy kaloryfery są ciepłe, zamykamy okna i zastanawiamy się, dlaczego mimo wszystko nie czujemy się komfortowo. Tymczasem na warunki panujące w mieszkaniu wpływa nie tylko liczba stopni na termometrze. Znaczenie mają również przeciągi, temperatura ścian, ruch powietrza, a także jego wilgotność.

Zobacz także:

Szczególnie dobrze widać to po rozpoczęciu sezonu grzewczego. Włączone kaloryfery ogrzewają powietrze, ale jednocześnie jego wilgotność względna zwykle spada. Dzieje się tak dlatego, że cieplejsze powietrze może pomieścić więcej pary wodnej. Gdy ilość wilgoci pozostaje taka sama, a temperatura rośnie, procentowa wilgotność staje się niższa. To sprawia, że komfort cieplny stopniowo się zmniejsza. I to mimo grzania.

Odpowiednia wilgotność powietrza wpływa na odczucie ciepła. Ta prosta zasada może poprawić komfort bez podkręcania kaloryfera

Przyznam, że nigdy nie zwracałam na to uwagi, a jest to jedna z najważniejszych zasad, które pozwalają poprawić komfort cieplny w mieszkaniu. Chodzi o to, aby w sezonie grzewczym utrzymywać wilgotność powietrza mniej więcej na poziomie 40 do 60 procent. To zakres często wskazywany jako komfortowy dla domowników.

Dlaczego w ogóle ma to znaczenie dla odczuwania ciepła? Odpowiednia wilgotność sprawia, że w ogrzewanym pomieszczeniu będziemy czuć się przyjemniej, nawet gdy temperatura na termometrze pozostanie taka sama. Nie zawsze trzeba więc od razu mocniej odkręcać kaloryfer. Czasem warto najpierw sprawdzić, czy powietrze w mieszkaniu nie jest zbyt suche.

Najprościej zacząć od higrometru, czyli niewielkiego urządzenia mierzącego wilgotność powietrza. Dostępne są również termometry pokojowe z taką funkcją. Dzięki nim nie muszę zgadywać, czy powietrze jest suche. Wystarczy spojrzeć na wyświetlacz.

fot. jipen/Adobe Stock

Gdy wilgotność spada poniżej komfortowego poziomu, można rozważyć użycie nawilżacza. Najważniejsze, żeby dobrać go do wielkości pokoju i regularnie czyścić zgodnie z instrukcją producenta. Zaniedbany sprzęt może stać się siedliskiem drobnoustrojów, dlatego nie wystarczy jedynie dolewać wody.

Niższe rachunki za ogrzewanie zaczynają się od codziennych nawyków. Kilka drobnych zmian może zrobić różnicę

Samo ustawienie odpowiedniej wilgotności nie sprawi, że rachunki za ogrzewanie zmniejszą się o połowę. Jeszcze większa oszczędność pojawi się dopiero wtedy, gdy dzięki poprawie komfortu cieplnego uda nam się utrzymywać nieco niższą temperaturę w mieszkaniu. Najlepiej zrobić to przez połączenie kilku trików.

Przede wszystkim warto obniżyć temperaturę w pomieszczeniach o jeden stopień i sprawdzić, czy nadal jest nam wystarczająco ciepło. Taka niewielka zmiana może ograniczyć zużycie energii, a przy dobrze dobranej wilgotności nie zawsze odczujemy dużą różnicę. Sama zaczęłabym od sypialni, ponieważ podczas snu nie potrzebuję takiej samej temperatury jak w salonie. Warto też przykręcać ogrzewanie w pokojach, z których rzadko korzystamy.

Kolejną ważną rzeczą jest odpowiednie wietrzenie mieszkania. Zimą zamiast zostawiać uchylone okno na kilka godzin, lepiej otworzyć je szeroko na kilka minut. W tym czasie warto przykręcić grzejnik, a po zamknięciu okna wrócić do wcześniejszego ustawienia. Dzięki temu wymienimy powietrze bez niepotrzebnego wychładzania ścian i mebli.

To również może cię zainteresować: Nie wyrzucam starych firanek, tylko robię z nimi 1 rzecz. Cała szafa pachnie bez kupowania odświeżaczy

Zwróciłabym również uwagę na to, czy kaloryfery nie są zasłonięte. Długie zasłony, kanapa ustawiona tuż przy grzejniku albo suszące się na nim ubrania mogą utrudniać rozchodzenie się ciepła po pokoju. Czasem wystarczy odsunąć mebel o kilkanaście centymetrów, żeby ogrzewanie działało sprawniej. Nie zapominajmy też o oknach. Zużyte uszczelki i nieszczelne ramy mogą powodować przeciągi, przez które nawet dobrze ogrzany salon wydaje się chłodny. Przed zimą warto sprawdzić ich stan, a wieczorem zasłaniać okna, pamiętając, żeby nie zakrywać przy tym grzejników.