Kiedy temperatura za oknem spada, dom staje się moim ulubionym miejscem. Lubię usiąść wieczorem z książką, zaparzyć herbatę i odpocząć po całym dniu. Tylko że przyjemna atmosfera szybko znika, gdy trzeba co chwilę podkręcać ogrzewanie. Właśnie dlatego coraz częściej zastanawiam się, jak sprawić, żeby w mieszkaniu było przytulniej bez niepotrzebnego wydawania pieniędzy. Okazuje się, że czasem warto zacząć od rzeczy, które już mamy, na przykład głęboko w szafie, nieużywane przez długi czas.
Jesienią i zimą szukam oszczędności na ogrzewaniu. Nie chcę jednak siedzieć w domu w trzech parach skarpet i polarowym dresie
Co roku, kiedy zaczyna się sezon grzewczy, wraca do mnie to samo pytanie. Jak utrzymać przyjemną temperaturę w mieszkaniu i jednocześnie nie martwić się wysokością rachunków? Nie lubię przegrzanych pomieszczeń, ale marznięcie we własnym domu również nie wchodzi w grę.
Zobacz także:
Zauważyłam, że odczuwanie ciepła zależy od czegoś więcej niż wskazanie termometru. Czasem w pokoju jest całkiem przyjemna temperatura, a mimo to mam ochotę założyć grube skarpety. Najczęściej dzieje się tak wtedy, gdy siedzę przy stole albo na kanapie i przez dłuższy czas trzymam stopy na chłodnej posadzce.
Szczególnie dobrze znają ten problem osoby mieszkające na parterze, nad nieogrzewaną piwnicą albo w starszych budynkach. Podłoga może być tam wyraźnie chłodniejsza niż powietrze w pokoju. Płytki ceramiczne również potrafią sprawiać wrażenie lodowatych, nawet gdy w mieszkaniu nie jest zimno. Oczywiście w takich momentach wygodnym rozwiązaniem byłoby ogrzewanie podłogowe. Nie każdy jednak ma możliwość jego zamontowania. W gotowym mieszkaniu oznaczałoby to spory remont, dodatkowe wydatki i mnóstwo zamieszania. Ja zdecydowanie wolę zacząć od prostszych sposobów.
Zamiast od razu podnosić temperaturę na grzejniku, staram się najpierw ograniczyć to, co powoduje dyskomfort. Zakładam cieplejsze kapcie, sprawdzam, czy od okien nie ciągnie chłodem, i zwracam uwagę na miejsca, w których przebywam, dokładniej znajdujące się w nich przedmioty. To właśnie z dywanem wiąże się sposób, który ostatnio zwrócił moją uwagę. Jest tak prosty, że aż zastanawiałam się, dlaczego wcześniej o nim nie pomyślałam.
Stary koc pod dywanem tworzy dodatkową warstwę izolacji. Ten domowy trik nic mnie nie kosztuje, a pomaga obniżyć rachunki za ogrzewanie
W szafie niemal zawsze znajdzie się koc, którego już nie używamy. Może być trochę sprany, mieć niemodny wzór albo po prostu nie pasować do wystroju salonu. Zamiast go wyrzucać, można spróbować wykorzystać go jako dodatkową warstwę pod dywanem.
Pomysł polega na ułożeniu starego, suchego koca pomiędzy podłogą a dywanem. Tkanina tworzy dodatkową warstwę, która może ograniczać bezpośredni kontakt stóp z chłodnym podłożem. W zależności od grubości materiału i rodzaju podłogi może również nieco zmniejszać przepływ ciepła w dół.
fot. materiały własne/Story.pl
Największą różnicę można odczuć tam, gdzie podłoga jest naprawdę zimna. Kiedy chodzimy po samych panelach czy płytkach, ciepło ze stóp łatwiej przenika do chłodniejszej powierzchni. Dywan stanowi już pewną barierę, a dodatkowa warstwa tekstylna może poprawić izolację.
Jak przygotować takie rozwiązanie? Najpierw dokładnie odkurzyłabym i osuszyła podłogę. Sam koc również powinien być czysty i całkowicie suchy. Następnie trzeba go równo rozłożyć, tak aby nie tworzył zgrubień, a na wierzchu położyć dywan. Najlepiej sprawdzi się materiał, który nie jest przesadnie gruby. Zbyt puszysty koc może powodować nierówności, przez które dywan zacznie się marszczyć albo przesuwać. Warto również zadbać o to, żeby nic nie wystawało poza jego krawędzie.
Najważniejsza jest jednak stabilność całego zestawu. Luźny koc pod dywanem może sprawić, że nakrycie podłogi zacznie się ślizgać. To szczególnie niebezpieczne w przejściach i tam, gdzie często chodzimy. Właśnie dlatego nie układałabym go bez odpowiedniego zabezpieczenia antypoślizgowego. Dzięki temu rozwiązaniu rzadziej chwytam za pokrętło grzejnika, a to sprawia, że rachunki za ogrzewanie są niższe.
Niższe rachunki za ogrzewanie zależą również od codziennych nawyków. Kilka zmian pomaga lepiej wykorzystać ciepło
Sam dywan nie rozwiąże wszystkich problemów z wychładzaniem mieszkania. Właśnie dlatego jesienią zawsze staram się przyjrzeć kilku miejscom, przez które ciepło może niepotrzebnie uciekać. Zaczynam od grzejników. Dawniej zdarzało mi się dosuwać do nich meble, bo chciałam zyskać trochę miejsca w pokoju. Teraz zwracam uwagę, żeby ciepłe powietrze mogło swobodnie krążyć. Kanapa ustawiona tuż przy kaloryferze albo długa zasłona zasłaniająca grzejnik mogą utrudniać ogrzewanie pomieszczenia.
Warto również regularnie usuwać kurz z kaloryferów. Szczególnie tych z wąskimi szczelinami, w których potrafi gromadzić się mnóstwo zabrudzeń. Nie trzeba kupować specjalistycznego sprzętu. Wystarczy odpowiednia szczotka i odkurzacz.
Kolejna sprawa to okna. Gdy czuję chłodny podmuch przy zamkniętym skrzydle, sprawdzam stan uszczelek. Zużyte lub uszkodzone mogą powodować przeciągi. Nie próbuję jednak na własną rękę zaklejać wszystkich otworów wentylacyjnych. Prawidłowa wentylacja jest niezbędna, a jej blokowanie może prowadzić do zawilgocenia i pogorszenia jakości powietrza.
To również może cię zainteresować: Kiedy wanna jest matowa od osadu, a mleczka do czyszczenia brak, nie panikuję. Biorę 1 tanią rzecz z lodówki
Przyglądam się również temperaturze w poszczególnych pokojach. Nie wszystkie muszą być ogrzewane identycznie. W sypialni często dobrze śpi mi się przy nieco niższej temperaturze niż w salonie. Trzeba jednak uwzględnić własne potrzeby zdrowotne i nie dopuszczać do nadmiernego wychłodzenia pomieszczeń.
Przy większych problemach z ogrzewaniem warto sprawdzić również samą instalację. Nierównomiernie ciepły grzejnik może wymagać kontroli, a w przypadku instalacji wspólnej najlepiej zgłosić problem administracji budynku. Nie każdą usterkę da się rozwiązać domowym sposobem.

Obserwuj nas na Google







