Jesienią lubię wracać do ciepłego mieszkania, zaparzyć herbatę i usiąść na kanapie z książką. Gorzej, kiedy przychodzi rachunek za ogrzewanie. Wtedy zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę muszę płacić tyle samo przez całą zimę i czy da się coś poprawić bez kosztownego remontu. Nie mam przecież ochoty siedzieć w grubym swetrze pod kocem tylko po to, żeby zaoszczędzić kilka złotych.
Właśnie dlatego zainteresowałam się domowymi sposobami na zatrzymanie ciepła w domu. Szczególnie spodobały mi się ekrany umieszczane za kaloryferami. Gotowe produkty można kupić w sklepach budowlanych, ale podobny efekt da się uzyskać za darmo, z tego co zwykle trzymamy w szafie.
Zobacz także:
Kaloryfer ogrzewa nie tylko pokój, ale również ścianę. Właśnie tam może znikać część energii
Przez lata nie zastanawiałam się nad tym, co dzieje się za grzejnikiem. Włączałam ogrzewanie, czekałam, aż zrobi się cieplej, i na tym kończyło się moje zainteresowanie. Dopiero później zwróciłam uwagę, że ściana bezpośrednio za kaloryferem potrafi być wyraźnie cieplejsza niż pozostałe fragmenty pokoju. To zupełnie naturalne. Grzejnik oddaje energię na dwa sposoby. Ogrzewa powietrze, które krąży po pomieszczeniu, ale również emituje promieniowanie cieplne. Część tego promieniowania dociera do ściany znajdującej się tuż za nim.
Samo ogrzewanie ściany nie musi oznaczać dużych strat. Znaczenie ma przede wszystkim to, co znajduje się po jej drugiej stronie. Gdy kaloryfer wisi na ścianie zewnętrznej, szczególnie w starszym, słabiej ocieplonym budynku, część energii może przedostawać się na zewnątrz.
Właśnie dlatego zaczęłam interesować się ekranami z powierzchnią odbijającą promieniowanie cieplne. Ich zadaniem jest ograniczenie ilości energii pochłanianej przez ścianę za grzejnikiem. Nie sprawiają, że kaloryfer produkuje więcej ciepła, ale w odpowiednich warunkach mogą pomóc lepiej wykorzystać to, które już oddaje.
Zanim jednak kupię kolejny gadżet, zawsze sprawdzam, czy mogę wykorzystać coś, co już mam. W szafie znalazłam kilka starych pudełek po butach, a w kuchennej szufladzie rolkę folii aluminiowej. I właśnie z tych dwóch rzeczy przygotowałam prosty panel odbijający część promieniowania cieplnego.
Pudełko po butach i folia aluminiowa wystarczą do zrobienia prostego ekranu. Taki panel można umieścić za kaloryferem
Mój pomysł na niższe rachunki za ogrzewanie i zatrzymanie ciepła w mieszkaniu zaczyna się od zwykłego kartonowego pudełka po butach. Najlepiej sprawdzi się takie, które jest czyste, suche i nie ma mocno pogniecionych ścianek. Nie potrzebuję całego pudełka w jego pierwotnym kształcie, dlatego najpierw rozkładam je na części.
Odcinam lub rozginam ścianki tak, żeby otrzymać możliwie płaskie kawałki tektury. Następnie dopasowuję ich wielkość do przestrzeni za grzejnikiem. Nie chodzi o to, żeby panel wystawał poza kaloryfer i rzucał się w oczy. Powinien być nieco mniejszy od powierzchni, którą chcę osłonić.
fot. Sensevan/Adobe Stock
Drugim potrzebnym materiałem jest zwykła folia aluminiowa z kuchni. Jej błyszcząca powierzchnia dobrze odbija promieniowanie cieplne, dlatego może pełnić funkcję warstwy refleksyjnej. Tekturę należy owinąć folią, starając się, żeby powierzchnia od strony grzejnika była możliwie gładka. Folia powinna dobrze przylegać do podłoża i nie zwisać luźno. Nie ma potrzeby tworzenia wielu warstw. Samo dokładanie kolejnych arkuszy nie sprawi, że panel zacznie działać wielokrotnie lepiej.
Zasłony i meble potrafią utrudniać ogrzewanie mieszkania. Kilka prostych zmian może pomóc bez dodatkowych wydatków
Zanim zaczęłam szukać sposobów na ograniczenie strat ciepła, nie zwracałam uwagi na ustawienie mebli. Kanapa stała blisko grzejnika, a długa zasłona niemal całkowicie go zakrywała. Pokój był ogrzewany, ale część ciepłego powietrza zatrzymywała się w niewielkiej przestrzeni przy oknie.
Teraz staram się zostawiać kaloryferom więcej miejsca. Nie dosuwam do nich dużych szafek ani foteli. Wiem, że w małym mieszkaniu nie zawsze jest to łatwe, ale czasem wystarczy przesunąć mebel o kilkanaście centymetrów, żeby poprawić cyrkulację powietrza. Szczególnie uważam na długie zasłony. Lubię je, bo wieczorem sprawiają, że salon wygląda przytulniej, ale nie powinny szczelnie przykrywać pracującego grzejnika. Ciepłe powietrze potrzebuje miejsca, żeby unosić się i krążyć po pomieszczeniu.
Podobnie jest z suszeniem prania. Zdarzało mi się rozkładać mokre ubrania bezpośrednio na kaloryferze, bo chciałam, żeby szybciej wyschły. Teraz staram się tego unikać. Przykryty grzejnik gorzej oddaje ciepło do pokoju, a wilgoć z ubrań trafia do powietrza. Zimą sprawdzam również uszczelki w oknach. Czasami za uczucie chłodu odpowiada nie kaloryfer, lecz zimne powietrze dostające się przez nieszczelności. Przy oknie można wtedy odczuwać przeciąg nawet wtedy, gdy temperatura w pokoju jest całkiem przyzwoita.
To również może cię zainteresować: Jesienią moje okna „płakały” jak fontanny. Teraz stawiam na parapecie 2 składniki za grosze. Po wilgoci nie ma śladu
Kolejną rzeczą, o której pamiętam, jest odpowietrzanie grzejników. Gdy kaloryfer pozostaje zimny w górnej części albo słychać w nim charakterystyczne bulgotanie, przyczyną może być powietrze w instalacji. W takiej sytuacji warto sprawdzić zalecenia dotyczące konkretnego systemu grzewczego, a w razie potrzeby poprosić o pomoc administratora lub fachowca.

Obserwuj nas na Google







