Pierwsze siwe włosy zauważyłam zdecydowanie wcześniej, niż się tego spodziewałam. Na początku wyrywałam je pęsetą, później coraz częściej myślałam o farbowaniu. Zanim jednak umówiłam kolejną wizytę u fryzjera, postanowiłam wypróbować szampon HEIKI HEIKI Anti-Grey z Rossmanna. Nie liczyłam na cuda, ale byłam ciekawa, czy codzienna pielęgnacja może pomóc zadbać o kondycję włosów i ich naturalny kolor. Dziś sięgam po niego regularnie, a do tego uwielbiam jego zapach.

Siwe włosy zaczęły pojawiać się coraz częściej. Chciałam zrobić coś, zanim sięgnę po farbę

Nie mam nic przeciwko siwym włosom, ale u mnie zaczęły pojawiać się dość wcześnie i najbardziej przeszkadzały mi pojedyncze srebrne pasma przy przedziałku. Nie było ich jeszcze na tyle dużo, żebym chciała farbować całe włosy co kilka tygodni, ale wystarczająco, by coraz częściej zwracać na nie uwagę w lustrze.

Zobacz także:

Podczas jednej z wizyt w Rossmannie natknęłam się na szampon HEIKI HEIKI Anti-Grey. Zainteresował mnie przede wszystkim opis producenta, który informował, że kosmetyk został opracowany z myślą o osobach z pierwszymi oznakami siwienia i zawiera kompleks botanicznych składników aktywnych wspierających naturalną pigmentację włosów. Pomyślałam, że skoro i tak potrzebowałam nowego szamponu, warto dać mu szansę. Od pierwszego użycia zwróciłam uwagę na zapach. Połączenie bawełny i gałki muszkatołowej jest delikatne, świeże i długo utrzymuje się na włosach. To jeden z tych kosmetyków, przy których mycie włosów staje się po prostu przyjemniejsze.

fot. rossmann.pl

Najbardziej polubiłam go za codzienną pielęgnację. Włosy wyglądają zdrowiej i lepiej się układają

Nie oczekiwałam, że po kilku myciach siwe włosy nagle znikną. Traktowałam ten szampon przede wszystkim jako element codziennej pielęgnacji. Po kilku tygodniach zauważyłam jednak, że moje włosy wyglądają na bardziej błyszczące, są przyjemniejsze w dotyku i mniej się przetłuszczają.

A jeżeli szukasz kosmetycznych hitów, ten artykuł też może cię zainteresować: Zamiast 215 zł w Sephora, zapłaciłam 39 zł w Hebe. Ten leciutki hit zastąpił mi podkład. Na upały perfekto

Producent podaje, że szampon delikatnie oczyszcza skórę głowy, wspiera naturalną pigmentację włosów, pomaga ograniczyć widoczność siwych włosów oraz poprawia kondycję pasm. Dodatkowo jego wegańska formuła nie zawiera SLS ani parabenów, co również było dla mnie dużym plusem. Najbardziej odpowiada mi to, że nie muszę wprowadzać do pielęgnacji dodatkowych etapów. Po prostu myję włosy tak jak zawsze. Jeśli kosmetyk może jednocześnie wspierać zachowanie naturalnego koloru i dbać o kondycję włosów, to dla mnie bardzo wygodne rozwiązanie.

Nie ukrywam też, że dzięki temu spokojniej podchodzę do kolejnych wizyt u fryzjera. Nie czuję już potrzeby umawiania się na koloryzację przy pierwszych oznakach siwizny i mogę pozwolić sobie na dłuższe przerwy między wizytami.

Nie szukam cudów w butelce. Lubię kosmetyki, które po prostu dobrze działają

Z wiekiem zmieniają się nie tylko włosy, ale także skóra głowy, dlatego coraz większą uwagę zwracam na skład kosmetyków. W przypadku tego szamponu spodobało mi się, że producent postawił na botaniczne składniki aktywne oraz łagodniejszą formułę. Po umyciu włosy nie są szorstkie ani obciążone, a fryzura przez cały dzień wygląda świeżo. Mam też wrażenie, że włosy są bardziej miękkie i łatwiej się rozczesują. To dla mnie równie ważne jak sam wygląd koloru. Zdrowe, błyszczące włosy zawsze sprawiają wrażenie bardziej zadbanych, niezależnie od tego, czy pojawiają się na nich pojedyncze siwe pasma.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że żaden szampon nie zatrzyma naturalnego procesu siwienia i nie zastąpi profesjonalnej koloryzacji, jeśli ktoś chce całkowicie ukryć siwe włosy. W moim przypadku chodziło raczej o codzienną pielęgnację i wsparcie naturalnego wyglądu włosów niż o spektakularną metamorfozę.

Po kilku tygodniach używania mogę powiedzieć, że zostanie ze mną na dłużej. Lubię jego zapach, odpowiada mi sposób, w jaki pielęgnuje włosy, a fakt, że został stworzony z myślą o osobach z pierwszymi oznakami siwienia, był dla mnie dodatkowym argumentem. Dzięki temu nie czuję presji, by od razu sięgać po farbę, a wizyty u fryzjera mogę planować wtedy, kiedy naprawdę mam na nie ochotę, a nie dlatego, że muszę.