Lato zawsze przypomina mi, jak bardzo nie lubię wystawiać skóry na ostre słońce. Zazwyczaj zamiast złotej opalenizny kończę z zaczerwienionymi ramionami i obietnicą, że w przyszłym roku będę mądrzejsza. Od dawna szukałam sposobu, żeby wyglądać na lekko opaloną bez wielogodzinnego leżenia na plaży. Przetestowałam naprawdę sporo kosmetyków, ale większość miała jakieś wady. Dopiero jeden produkt sprawił, że przestałam szukać kolejnych zamienników.

Brązujący balsam do ciała znalazłam po wielu kosmetycznych rozczarowaniach. W końcu trafiłam na produkt, do którego wracam każdego lata

Naprawdę trudno mnie już czymkolwiek zaskoczyć. Przez ostatnie lata testowałam chyba wszystkie popularniejsze samoopalacze i balsamy brązujące, jakie wpadały mi w ręce. Jedne dawały zbyt pomarańczowy odcień, inne zostawiały smugi albo charakterystyczny zapach, którego nie dało się niczym zamaskować. W mojej łazience pojawiały się kosmetyki Rituals, Aura Sun i kilka innych marek z wyższej półki. Nie mogę powiedzieć, że były złe, ale ciągle czegoś mi w nich brakowało. Szukałam produktu, który nie będzie wymagał perfekcyjnej aplikacji i pozwoli mi stopniowo budować efekt opalenizny.

Zobacz także:

W końcu postanowiłam dać szansę balsamowi do ciała Kolastyna z Rossmanna. Już po pierwszym opakowaniu wiedziałam, że to właśnie tego szukałam. Od tamtej pory zużyłam chyba trzy tubki i regularnie wracam po kolejne. Jestem typowym bladziochem, a ten brązujący balsam do ciała ratuje mnie każdego lata. Wystarczy nakładać go przez kilka dni z rzędu, a opalenizna pojawia się stopniowo i wygląda naprawdę naturalnie. Nie ma efektu nagłej zmiany koloru ani nieprzyjemnych niespodzianek przy kolejnym użyciu.

Gdy zobaczyłam, że Rossmann obniżył cenę z 14,99 zł do 12,79 zł, nawet się nie zastanawiałam. Promocja obowiązuje od 18 czerwca do 1 lipca lub do wyczerpania zapasów, a na jednej tubce zostaje mi w portfelu 2,20 zł. Niby niewiele, ale skoro wiem, że i tak zużyję kolejne opakowania, od razu zrobiłam zapas. Takie okazje lubię najbardziej, bo kupuję produkt, który naprawdę się u mnie sprawdził, a nie kolejny kosmetyk z nadzieją, że może tym razem będzie lepiej.

fot. rossmann.pl

Balsam do ciała Kolastyna nie tylko nadaje kolor. Skóra z każdym użyciem wygląda na bardziej zadbaną

Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że ten kosmetyk nie kończy swojej roli na nadaniu opalenizny. Po kilku dniach zauważyłam, że moja skóra staje się wyraźnie bardziej miękka i przyjemna w dotyku. To zasługa składników pielęgnacyjnych, których często brakuje w produktach brązujących. W składzie znajduje się masło kakaowe oraz masło shea, które intensywnie nawilżają, odżywiają i chronią skórę przed przesuszeniem. Bardzo podoba mi się również obecność oleju z orzecha włoskiego bogatego w antyoksydanty. Dzięki niemu kolor wygląda subtelnie i naturalnie, zamiast przypominać sztuczną opaleniznę.

Ogromnym plusem jest także szybkie wchłanianie. Nie muszę długo czekać przed założeniem ubrań, co latem ma dla mnie ogromne znaczenie. Producent obiecuje brak smug oraz przebarwień i w moim przypadku naprawdę się to potwierdza. Kosmetyk ma przyjemną, czekoladową nutę zapachową, która nie przypomina typowego zapachu samoopalaczy. Dzięki temu mam poczucie, że jednocześnie pielęgnuję skórę i buduję delikatną opaleniznę bez niepotrzebnego wysuszania.

Zerknij też na to cudo: Zobaczyłam ten "rozjaśniacz" z SPF 50 na promocji i sprawdziłam opinie. 5/5, zgarnęłam, a skóra mi podziękowała

Brązujący balsam do ciała z Rossmanna daje najlepszy efekt na dobrze przygotowanej skórze. Regularny peeling to podstawa

Przez lata nauczyłam się jednej rzeczy. Nawet najlepszy kosmetyk nie zrobi całej pracy za nas, jeśli skóra nie będzie odpowiednio przygotowana. Właśnie dlatego peeling jest u mnie obowiązkowym elementem pielęgnacji. Wykonuję go regularnie przez cały rok, ale latem zdecydowanie częściej. Dzięki temu usuwam martwy naskórek, wygładzam skórę i sprawiam, że balsam rozprowadza się równomiernie. Ryzyko powstawania plam czy ciemniejszych miejsc jest wtedy znacznie mniejsze.

Dopiero po takim przygotowaniu nakładam kosmetyk i wiem, że efekt będzie wyglądał dokładnie tak, jak lubię. Skóra pozostaje gładka, dobrze nawilżona i stopniowo nabiera pięknego koloru. To właśnie połączenie regularnych peelingów z ulubionym balsamem sprawia, że od kilku sezonów nie szukam już innych produktów. Zamiast eksperymentować z kolejnymi nowościami, wybieram sprawdzone rozwiązanie, które za każdym razem daje mi dokładnie taki efekt, jakiego oczekuję. Dla osoby o bardzo jasnej karnacji to naprawdę ogromna różnica.