Początkowo ten zakup miał pomóc wyłącznie mojemu mężowi. Od pewnego czasu narzekał, że włosy na czubku głowy są coraz rzadsze, a widoczna łysinka zaczyna go irytować. Szukaliśmy rozwiązania, które nie wymagałoby kosztownych zabiegów ani codziennego układania fryzury przez pół godziny. Wtedy trafiliśmy na włókna zagęszczające Hairmate Cover Up dostępne w Rossmannie. Nie spodziewałam się jednak, że po kilku dniach sama zacznę po nie sięgać.
Mąż podchodził do tego sceptycznie. Efekt zaskoczył nas oboje
Przyznam szczerze, że kiedy pokazałam mu ten produkt z Rossmanna, nie był zachwycony. Wizja posypywania włosów jakimś proszkiem wydawała mu się co najmniej dziwna. Pierwsza aplikacja zmieniła jednak jego nastawienie. Włókna celulozowe błyskawicznie wypełniły miejsca, w których włosy były najbardziej przerzedzone. Łysinka stała się znacznie mniej widoczna, a fryzura sprawiała wrażenie gęstszej i bardziej uporządkowanej. Mąż kilka razy podchodził do lustra i oglądał efekt pod różnym kątem. Ostatecznie przyznał, że wygląda to znacznie bardziej naturalnie, niż się spodziewał.
Zobacz także:
fot. Rossmann.pl
Nie chodzi tylko o zakrycie łysinki. Fryzura wygląda po prostu lepiej
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że produkt nie daje efektu sztucznego „zamaskowania” problemu. Włókna nie tworzą na głowie jednolitej plamy koloru ani nie przypominają farby. Zamiast tego sprawiają wrażenie, jakby włosów było po prostu więcej. Fryzura nabiera objętości i wygląda na gęstszą. W przypadku mojego męża różnica była widoczna od razu, ale jednocześnie na tyle subtelna, że nikt nie domyśliłby się użycia kosmetyku. To właśnie naturalny efekt przekonał nas najbardziej. Niedawno znalazłam też sztos w Hebe na siwiznę. Naturalna farba w żelu, nie spływa i odżywia. Wyglądam, jakbym wyszła prosto od fryzjera.
Potem sama postanowiłam spróbować. Nie spodziewałam się takiej zmiany
Choć produkt jest przeznaczony zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, początkowo nie planowałam go używać. Uznałam, że skoro nie mam problemu z łysieniem, nie będzie mi potrzebny. Z ciekawości postanowiłam jednak sprawdzić, jak działa przy moich włosach. Już po pierwszym użyciu zauważyłam, że fryzura wygląda na znacznie pełniejszą. Najbardziej spodobał mi się efekt przy przedziałku, gdzie włosy naturalnie układają się nieco rzadziej. Włókna sprawiły, że całość wyglądała bardziej gęsto i świeżo. Nie chodziło o spektakularną metamorfozę, ale o subtelną poprawę, która naprawdę robi różnicę.
Nie osypuje się i nie brudzi ubrań. To dla mnie ogromny plus
Jedną z rzeczy, których obawiałam się najbardziej, było osypywanie produktu. Wizja brązowego pyłku na ubraniach czy poduszce skutecznie zniechęcałaby mnie do regularnego stosowania. Na szczęście w praktyce nie zauważyłam większych problemów. Producent deklaruje trwałość efektu i rzeczywiście włókna dobrze utrzymują się na włosach przez cały dzień. Nawet po kilku godzinach fryzura wygląda podobnie jak tuż po aplikacji. To ważne, bo nikt nie chce co chwilę kontrolować swojego wyglądu w lustrze.
Jedno opakowanie wystarcza na długo. Korzystamy z niego we dwoje
Hairmate Cover Up ma wystarczać na około 30 użyć i z naszych doświadczeń wynika, że jest to całkiem realne założenie. Do uzyskania efektu nie potrzeba dużej ilości produktu. Wystarczy delikatnie nanieść włókna w miejsca wymagające zagęszczenia, a następnie lekko rozprowadzić je na włosach. Dzięki temu nawet przy regularnym stosowaniu opakowanie nie znika w ekspresowym tempie. Korzystamy z niego razem z mężem i nadal mamy spory zapas.
To nie cudowny środek na porost włosów. Ale potrafi błyskawicznie poprawić wygląd fryzury
Warto jasno podkreślić, że włókna zagęszczające nie sprawią, że włosy zaczną odrastać. Nie jest to produkt leczniczy ani rozwiązanie problemu łysienia. Jeśli jednak zależy ci na szybkim efekcie wizualnym, trudno przejść obok niego obojętnie. Mój mąż odzyskał pewność siebie, bo przestał przejmować się widoczną łysinką. Ja natomiast odkryłam sposób na dodanie fryzurze objętości w dni, kiedy włosy wyglądają na przyklapnięte. To właśnie dlatego produkt, który miał służyć jednej osobie, ostatecznie stał się stałym elementem naszej wspólnej łazienkowej półki.
Obserwuj nas na Google






