Lato uwielbiam przede wszystkim za długie dni spędzane na świeżym powietrzu. Wystarczy kilka godzin na plaży, spacer nad jeziorem albo popołudnie na balkonie, żeby od razu poprawił mi się humor. Staram się czerpać z tych chwil jak najwięcej i nie wyobrażam sobie wakacji bez słońca. Ciepłe dni potrafią jednak wystawić skórę na sporą próbę, dlatego warto mieć pod ręką kosmetyki, które pomagają o nią zadbać. Jeden z nich od kilku sezonów regularnie trafia do mojego wakacyjnego niezbędnika.
Krem po opalaniu z Rossmanna stał się moim wakacyjnym niezbędnikiem. Wystarczył jeden sezon, żebym nie chciała zamienić go na żaden inny
Moja skóra bardzo szybko reaguje na słońce. Nawet kiedy pamiętam o kremie z filtrem SPF, czasami wystarczy, że za rzadko go dołożę albo nierówno rozprowadzę na ramionach i plecach. Zdarza się też, że po prostu zbyt długo zostaję na plaży, bo książka okazuje się ciekawsza, niż planowałam. Efekt zawsze wygląda podobnie – wracam do domu czerwona jak burak, skóra piecze przy każdym ruchu, a wieczorem marzę tylko o tym, żeby jak najszybciej przestała być tak napięta.
Zobacz także:
Przez kilka lat kupowałam najróżniejsze kosmetyki po opalaniu. Niektóre kosztowały naprawdę sporo, inne obiecywały natychmiastowe ukojenie, ale kończyło się na tym, że pozostawiały tłustą warstwę albo przynosiły ulgę tylko na chwilę. Wszystko zmieniło się podczas jednej wizyty w Rossmannie. Między półkami wpadł mi w oko krem po opalaniu Sunozon. Kosztował zaledwie 7,99 zł, więc pomyślałam, że nawet jeśli się nie sprawdzi, wiele nie stracę.
fot. archiwum prywatne/story.pl
Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że zostanie ze mną na dłużej. Krem po opalaniu z Rossmanna bardzo łatwo się rozprowadza, błyskawicznie się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy, dzięki czemu od razu można założyć ubranie bez nieprzyjemnego uczucia lepkości. Największą ulgę przynosi jednak jego działanie. Skóra niemal od razu przestaje być tak napięta, a nieprzyjemne pieczenie wyraźnie się zmniejsza.
W składzie znalazłam wszystko, czego oczekuję od kosmetyku po opalaniu. Aloes przyjemnie koi podrażnioną skórę, pantenol wspiera jej regenerację, witamina E pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, a bisabolol łagodzi zaczerwienienia. Producent podkreśla również, że krem zapewnia 24-godzinne nawilżenie, zapobiega przesuszeniu i pomaga odzyskać skórze elastyczność.
Obecnie na stronie Rossmanna widnieje informacja, że produkt jest chwilowo niedostępny online. Szczerze mówiąc wcale mnie to nie dziwi, bo przy takiej cenie i skuteczności wiele osób kupuje go przed każdym wyjazdem. Kilka dni temu byłam jednak w swojej drogerii uzupełnić zapasy i na półce stało jeszcze naprawdę sporo tubek. Wszystko zależy więc od konkretnej drogerii, dlatego warto wcześniej sprawdzić dostępność stacjonarną.
fot. rossmann.pl
Krem po opalaniu Sunozon zbiera bardzo dobre opinie. Popularność tego kosmetyku nie jest przypadkiem
Okazało się, że nie tylko ja jestem z niego tak zadowolona. Krem po opalaniu Sunozon ma już 42 opinie, a jego średnia ocena wynosi 4,9/5 gwiazdek. Tak wysoka nota przy tak dużej liczbie ocen pokazuje, że kosmetyk zdobył zaufanie wielu osób. Wśród opinii możemy przeczytać m.in.:
Wspaniały lekko schładza, tak powinno być, super.
Koi skórę i dobrze się wchłania.
Super nawilża po opalaniu, daje efekt świeżej skóry!
Te chłodzące perfumy też zawsze muszę mieć przy sobie latem. Zobacz: Chłodzące perfumy z Hebe to mój hit na upały. Dają efekt orzeźwienia i nie przytłaczają. Są taniutkie, że szok
Krem po opalaniu najlepiej mieć na wszelki wypadek. Kilka prostych zasad pozwala jednak ograniczyć ryzyko bolesnego oparzenia
Każdego roku obiecuję sobie, że tym razem nie dopuszczę do sytuacji, w której wieczorem skóra będzie piekła przy każdym dotyku. Staram się stosować kilka prostych zasad i naprawdę widzę, że robią ogromną różnicę. Najważniejszy jest oczywiście krem z wysokim filtrem SPF. Nakładam go około 20 minut przed wyjściem na słońce i nie oszczędzam ilości, bo zbyt cienka warstwa nie daje deklarowanej ochrony.
Bardzo pilnuję również regularnego dokładania filtra. Robię to mniej więcej co dwie godziny, a także zawsze po kąpieli w morzu czy basenie, nawet jeśli kosmetyk jest wodoodporny. Kiedyś często o tym zapominałam i właśnie wtedy najczęściej kończyłam z czerwonymi ramionami i dekoltem. Dzisiaj ustawiam sobie przypomnienie w telefonie i naprawdę pomaga mi to pamiętać o ponownej aplikacji. Coraz częściej unikam też opalania między godziną 11 a 15, kiedy promieniowanie UV jest najsilniejsze. Jeśli spędzam cały dzień na plaży, szukam miejsca pod parasolem albo robię sobie przerwy w cieniu.
Mimo tych wszystkich zasad czasami i tak zdarza mi się popełnić błąd. Wtedy wieczorem szybko przypominam sobie, dlaczego zawsze pakuję do kosmetyczki właśnie ten krem. Nakładam go grubszą warstwą po chłodnym prysznicu i praktycznie od razu czuję przyjemne ukojenie. Następnego dnia skóra jest mniej napięta, lepiej nawilżona i znacznie szybciej wraca do normalnego wyglądu.

Obserwuj nas na Google







