Pod koniec sierpnia coraz częściej zaczynam myśleć o zmianie wystroju mieszkania. Nie robię wielkiej metamorfozy i nie chowam od razu wszystkich letnich dodatków. Wolę stopniowo wprowadzać cieplejsze kolory i pojedyncze jesienne akcenty. Zwykle właśnie o tej porze zaczynam też kompletować dekoracje na kolejny sezon, ponieważ mam wtedy znacznie większy wybór. W tym roku jako pierwszy przejrzałam Sinsay i szybko znalazłam tam coś na mój stół.
Sezonowe dekoracje kupuję już pod koniec lata. Wtedy mam największy wybór i nie muszę się spieszyć
Mam słabość do sezonowych dodatków do salonu, sypialni, łazienki czy kuchni, ale staram się podchodzić do nich rozsądnie. Zamiast całkowicie zmieniać wystrój mieszkania wraz z nadejściem jesieni, wybieram kilka rzeczy, które od razu budują klimat. Czasem jest to nowa poszewka, innym razem świeca, wazon albo niewielka dekoracja.
Zobacz także:
Zakupy zaczynam zwykle już pod koniec lata. W sklepach pojawiają się wtedy pierwsze jesienne kolekcje, a półki nie są jeszcze przebrane. Mogę spokojnie porównać wzory i wybrać takie rzeczy, które rzeczywiście pasują do mojego mieszkania, zamiast kupować je tylko dlatego, że za chwilę mogą zniknąć.
W tym roku jako pierwszy przejrzałam Sinsay. Lubię tam zaglądać właśnie w okresie zmiany sezonów, bo w dziale domowym szybko pojawiają się tekstylia i drobne ozdoby dopasowane do aktualnej pory roku. Tym razem od razu skierowałam uwagę na dekoracje w kolorach, które kojarzą mi się z wrześniem i październikiem.
Nie chciałam jednak zasypywać mieszkania figurkami dyń i pomarańczowymi liśćmi. Zależało mi na czymś praktycznym, co jednocześnie będzie wystarczająco dekoracyjne, żeby już jeden element zrobił różnicę.
Jesienną zmianę najchętniej zaczynam od stołu. Idealny bieżnik znalazłam w Sinsay za 29,99 zł
Stół jest jednym z pierwszych miejsc, które zmieniam wraz z nadejściem nowego sezonu. Nie trzeba wiele, żeby wyglądał zupełnie inaczej. Bieżnik, kilka prostych świec i niewielki wazon z gałązkami wystarczą mi, żeby jadalnia zrobiła się bardziej przytulna.
Bieżniki lubię szczególnie dlatego, że nie zakrywają całego blatu. W przeciwieństwie do obrusu są tylko akcentem, więc można położyć je na drewnianym stole i nadal pozostawić widoczną sporą część jego powierzchni. Dają też dużo swobody przy późniejszym dobieraniu zastawy i pozostałych ozdób.
To również może cię zainteresować: Odkąd ją kupiłam, teściowa codziennie wprasza się na kawę. Pozłacana, porcelanowa filiżanka z Pepco za 25 zł ją urzekła
Właśnie dlatego to od nich najczęściej zaczynam poszukiwania. Tym razem w Sinsay wpadł mi w oko model, który jest dużo bardziej dekoracyjny niż klasyczny gładki materiał. Najpierw zwróciły moją uwagę dynie, ale gdy przyjrzałam się im dokładniej, najbardziej spodobała mi się ich faktura. Nie wyglądają jak zwyczajny płaski nadruk. Wzór jest wyraźnie strukturalny i puszysty, dzięki czemu z daleka przypomina dekorację wykonaną grubą włóczką. Przy cenie 29,99 zł nie zastanawiałam się długo.
Bieżnik z Sinsay ma puszyste dynie w jesiennych kolorach. Wyglądają trochę jak wyszyte włóczką
Baza bieżnika z Sinsay jest kremowa, dlatego sama dekoracja od razu wysuwa się na pierwszy plan. Na jednym z jego końców umieszczono kompozycję z kilku dyń. Przeplatają się tutaj odcienie pomarańczu, złocistej żółci, zieleni i ciemnego brązu, czyli właściwie cała paleta kolorów, którą najbardziej kojarzę z początkiem jesieni.
fot. sinsay.com
Pod dyniami znajduje się dodatkowo napis „Hello Pumpkin”. Najciekawsza jest jednak struktura wzoru. Puszystapowierzchnia sprawia, że dynie wydają się lekko przestrzenne, a z pewnej odległości całość rzeczywiście przypomina mały obrazek wykonany włóczką.
Sam bieżnik ma 50 × 150 cm, więc można poprowadzić go przez środek stołu i pozwolić, aby ozdobna część swobodnie opadała przy jego krawędzi. Wykonano go z poliestru i juty, a prostokątny kształt sprawia, że łatwo wykorzystać go zarówno w jadalni, jak i w kuchni. Przy tak wyrazistym wzorze nie dodawałabym już wielu mocnych dekoracji. Postawiłabym raczej na prostą ceramikę, szklany wazon oraz świece w neutralnych kolorach. Dzięki temu puszyste dynie pozostaną główną ozdobą, a stół będzie jesienny, ale nieprzeładowany.

Obserwuj nas na Google







