Na pierwszy rzut oka przypomina coś pomiędzy kalą a tropikalną rośliną ozdobną. Z dużymi, zielonymi liśćmi i charakterystycznym żółtym kolbą tulejnik amerykański wygląda, jakby miał więcej wspólnego z oranżerią niż z dziką naturą. A jednak właśnie na wolności, w jednym z zakątków Sudetów Zachodnich, odnaleziono jego dziko rosnący okaz. I choć to tylko jedna lokalizacja w Polsce, obecność tej rośliny może niepokoić. W Europie już dawno przestała być niewinną ogrodową ciekawostką – zyskała status agresywnego przybysza, który nie zna granic i zagraża rodzimym gatunkom.

Tulejnik amerykański, czyli „skunksowa kapusta”. Piękny, ale nieproszony gość

Tulejnik amerykański (Lysichiton americanus) to gatunek, który pochodzi z Ameryki Północnej. W swoim naturalnym środowisku można go spotkać m.in. na Alasce, w stanie Waszyngton czy Oregonie. Tam rośnie wzdłuż strumieni, w bagnistych lasach i na terenach zalewowych. W Europie został sprowadzony celowo – na początku XX wieku był sadzony jako roślina ozdobna w ogrodach wodnych i parkach. Szybko jednak wymknął się spod kontroli. Dziś w wielu krajach Starego Kontynentu uznawany jest za zagrożenie dla rodzimej flory, a jego uprawa jest surowo regulowana.

Zobacz także:

Angielska nazwa tej rośliny to skunk cabbage – czyli „skunksowa kapusta”. Choć wygląda efektownie, nie bez powodu zyskała to miano. W okresie kwitnienia tulejnik amerykański wydziela intensywny zapach, przypominający gnijące mięso. Dla ludzi może być nieprzyjemny, ale dla owadów, takich jak muchy czy chrząszcze, to istny wabik. Roślina wykorzystuje ten mechanizm, by zapewnić sobie skuteczne zapylanie. 

W Europie się rozpanoszył. W Polsce trzyma się jednego miejsca

Chociaż tulejnik amerykański pojawił się w Europie jako roślina ozdobna, szybko okazało się, że nie zna granic. Rozprzestrzenia się błyskawicznie, wypierając gatunki rodzime. W Wielkiej Brytanii i Irlandii zasiedla rozległe tereny podmokłe, gdzie zmienia całe mikroekosystemy. W 2016 roku Unia Europejska uznała go za gatunek inwazyjny, którego uprawa, sprzedaż i przemieszczanie podlegają restrykcjom.

W Polsce sytuacja wygląda inaczej – dziko rosnący tulejnik odnaleziono tylko w jednym miejscu, w Rudawach Janowickich, na terenie Sudetów Zachodnich, o czym poinformowano przed trzema laty. Do tej pory nie pojawiła się wzmianka, aby pojawiły się inne siedliska tej rośliny. Według Karkonoskiego Parku Narodowego nie ma oznak, by roślina ta się rozprzestrzeniała. 

Tulejnik amerykański — czy można go mieć w ogródku?

Mimo że tulejnik amerykański jest uznawany za gatunek inwazyjny, w internecie wciąż można znaleźć oferty sprzedaży jego sadzonek. Często są reklamowane jako rośliny do oczek wodnych, które urozmaicają ogród i przyciągają uwagę nietypowym wyglądem. W rzeczywistości taka praktyka może być nie tylko szkodliwa dla środowiska, ale i niezgodna z prawem.  Po wejściu w życie unijnych przepisów uprawa tej rośliny na własną rękę może wiązać się z karami. 

Rośliny inwazyjne są jednym z głównych zagrożeń dla bioróżnorodności. Wypierają gatunki rodzime, zmieniają skład chemiczny gleby, zaburzają łańcuchy pokarmowe. Tulejnik amerykański potrafi tworzyć zwarte łany, które skutecznie blokują światło innym roślinom. Jest też wyjątkowo odporny na warunki atmosferyczne, choroby i szkodniki. W środowisku, w którym nie ma naturalnych wrogów, szybko się rozprzestrzenia i dominuje nad lokalną florą. Dlatego tak ważne jest, aby nie lekceważyć zakazów i zaleceń.