Jesienią znacznie bardziej zwracam uwagę na zapach w mieszkaniu. Okna nie są już otwarte przez pół dnia, a wieczory spędzam częściej w domu, dlatego lubię zmienić zapachy, którymi się otaczam. Świeże, letnie aromaty już mi się przejadły, więc zdecydowanie jest to czas, w którym wolę bardziej aromatyczną, sezonową woń. Nie ograniczam się przy tym do gotowych świec i odświeżaczy. Kilka sezonów temu znalazłam prosty sposób z wykorzystaniem tego, co i tak mam pod ręką.
Sezon grzewczy w Polsce zwykle zaczyna się wraz z jesiennymi spadkami temperatur. Ja czekam na ciepłe kaloryfery także z powodu mojego domowego dyfuzora
W Polsce nie ma jednej daty, w której we wszystkich mieszkaniach jednocześnie zaczynają grzać kaloryfery. W praktyce ogrzewanie rusza wtedy, gdy robi się odpowiednio chłodno i budynki zaczynają wymagać dogrzewania. Najczęściej dzieje się to we wrześniu lub październiku, choć wszystko zależy od pogody oraz sposobu zarządzania konkretnym budynkiem.
Zobacz także:
Dla mnie pierwsze ciepłe kaloryfery są jednym z tych znaków, że jesień rozgościła się już na dobre. Wyciągam grubsze koce, zmieniam lekką pościel na grubszą i zdecydowanie częściej przygotowuję wieczorem gorącą herbatę. Przy okazji wracam do sposobu, który stosuję właściwie w każdym sezonie grzewczym.
Ciepły grzejnik wykorzystuję do delikatnego uwalniania zapachu przygotowanej wcześniej mieszanki. Najbardziej lubię w tym sposobie jego prostotę. Nie muszę podłączać kolejnego urządzenia ani pamiętać o regularnym kupowaniu wkładów do dyfuzora. Mogę też sama zdecydować, jaki zapach chcę uzyskać. A wystarczy tylko 1 pachnący woreczek.
Liście laurowe, cytrynę i goździki wrzucam do miseczki. Zalewam jeszcze 1 składnikiem i mam prosty domowy dyfuzor zapachowy
Mój domowy dyfuzor zapachowy przygotowuję z kilku prostych składników. Potrzebuję liści laurowych, dobrze wysuszonych plasterków cytryny, kilku goździków oraz wybranego olejku eterycznego. Przygotowuję również niewielki przewiewny woreczek, przez który aromat będzie mógł się swobodnie wydostawać.
Najpierw łamię liście laurowe na mniejsze kawałki i wkładam je do miseczki. Dodaję pokruszone lub pocięte suszone plasterki cytryny oraz goździki. Wszystko delikatnie mieszam. Dopiero wtedy dodaję kilka kropli olejku eterycznego. Nie wlewam go dużo. Wolę zacząć od niewielkiej ilości i później odświeżyć mieszankę kolejną kroplą lub dwiema. Olejki eteryczne są skoncentrowane, a dla mnie zapach w mieszkaniu ma być wyczuwalny, ale nie męczący.
fot. AgataK/Adobe Stock
Po wymieszaniu przekładam całość do woreczka. Ważne, żeby wszystkie składniki były suche. Gotowy woreczek umieszczam na ciepłym grzejniku. Można też zawiesić go na gałce w pobliżu kaloryfera, zamiast kłaść bezpośrednio na urządzeniu.
Ciepło pomaga stopniowo uwalniać aromat z przygotowanej mieszanki. Intensywność będzie zależała między innymi od temperatury grzejnika, wielkości pomieszczenia i ilości użytego olejku. Gdy po pewnym czasie zapach staje się słabszy, nie przygotowuję od razu nowego woreczka. Najpierw dodaję odrobinę olejku i sprawdzam, czy to wystarczy.
Gdy nie mam przygotowanego pachnącego woreczka, sięgam po trik z kubkiem. Daje równie dobry efekt
Mam też drugi patent, z którego korzystam, gdy chcę szybko odświeżyć zapach w pokoju. Nie potrzebuję wtedy suszonej cytryny, liści laurowych ani goździków. Wystarcza mi kubek lub inne stabilne naczynie z gorącą wodą oraz kilka kropli ulubionego olejku eterycznego.
Do gorącej wody dodaję niewielką ilość olejku. Naczynie ustawiam w bezpiecznym miejscu w pobliżu uchylonego okna, np. na parapecie. Ruch powietrza pomaga rozprowadzić zapach po pomieszczeniu, więc efekt jest niemal natychmiastowy. Po zakończeniu wietrzenia zabieram naczynie i wylewam wodę, gdy już jej nie potrzebuję.
To również może cię zainteresować: Niezawodne sposoby na cmentarnych złodziei. Robię to ze zniczami i wiązankami, zajmuje chwilę i nic nie kosztuje
Jesienią najczęściej wracam jednak do pachnącego woreczka. Mogę przygotować go wcześniej, a później wykorzystać moment, kiedy kaloryfery zaczynają regularnie grzać. Kilka składników z kuchni, odrobina olejku i ciepło grzejnika wystarczają mi, żeby stworzyć prosty domowy sposób na jesienny aromat.

Obserwuj nas na Google







