Przez długi czas zastanawiałam się, dlaczego moje pranie po wyjęciu z pralki właściwie niczym nie pachnie. Ubrania były czyste, ale brakowało mi tej świeżej, przyjemnej woni, którą czuć jeszcze po otwarciu szafy. Nie chciałam jednak kupować kolejnych drogich płynów i intensywnie pachnących dodatków do prania. Zaczęłam więc szukać prostszej alternatywy. Wtedy przypomniałam sobie o domowym sposobie, który pokazała mi znajoma Turczynka.
Moje pranie po wyjęciu z pralki prawie nie pachniało. Postanowiłam coś zmienić. Postawiłam na domowy sposób
Zapach czystych tkanin kojarzy mi się przede wszystkim ze świeżością, dlatego zawsze trochę brakowało mi go po praniu. Próbowałam różnych detergentów, jednak nie chciałam uzależniać efektu od dużej ilości płynu do płukania. Zwłaszcza że przy częstym praniu kolejny produkt oznacza po prostu następny regularny wydatek.
Zobacz także:
Zamiast tego zainteresowały mnie domowe sposoby na nadanie tkaninom zapachu. Jeden z nich znała moja znajoma Turczynka. W jej wersji nie chodzi o wlanie własnej mieszanki bezpośrednio do przegródki pralki, lecz o krótkie moczenie tkanin w aromatycznej wodzie.
Spodobało mi się przede wszystkim to, że zapach mogę komponować sama. Cytrusy dają wyjątkową świeżość, lawenda wnosi bardziej miękką, ziołową nutę, a przyprawy sprawiają, że aromat staje się cieplejszy. Zamiast jednego gotowego zapachu otrzymuję więc mieszankę, którą łatwo dostosować do własnych upodobań.
Znajoma Turczynka moczy pranie w pachnącej mieszance. Potrzeba kilku składników
Bazą do wykonania mieszanki do prania jest 500 ml wody, do której dodaję liście laurowe oraz kilka goździków. Te dwa składniki nadają wodzie charakterystyczny korzenno-ziołowy aromat. Po przygotowaniu naparu trzeba pozwolić mu całkowicie ostygnąć, a następnie bardzo dokładnie go przecedzić, aby fragmenty przypraw nie znalazły się na tkaninach.
Dopiero do chłodnego płynu dodaję niewielką ilość olejku eterycznego cytrynowego, pomarańczowego i lawendowego. Cytryna i pomarańcza wnoszą świeże, cytrusowe nuty, natomiast lawenda równoważy je bardziej ziołowym zapachem. Olejki są silnie skoncentrowane, dlatego używam zaledwie kilku kropli, a nie dużej ilości.
fot. Rawpixel.com/Adobe Stock
W przygotowanej mieszance można krótko namoczyć pranie, a później dokładnie je wypłukać i wysuszyć. Trzeba jednak zachować ostrożność. Olejki eteryczne nie rozpuszczają się w wodzie i w zbyt dużym stężeniu mogą pozostawić ślady lub podrażniać skórę. Z tego powodu najpierw sprawdzam sposób na niewielkim, mało widocznym fragmencie materiału. Nie stosowałabym go również do delikatnych tkanin ani ubrań osób o szczególnie wrażliwej skórze.
Samo pranie to połowa sukcesu. Tak przechowuję ubrania i ręczniki, żeby dłużej pachniały
Nawet najpiękniejszy aromat szybko zniknie, jeśli lekko wilgotne ręczniki trafią od razu do zamkniętej szafki. Właśnie dlatego przed złożeniem rzeczy zawsze czekam, aż całkowicie wyschną. Szczególnie ważne jest to w przypadku grubych ręczników, bluz i pościeli, w których wilgoć może utrzymywać się znacznie dłużej.
Nie upycham też tekstyliów bardzo ciasno. Wolna przestrzeń pomiędzy stosami ułatwia cyrkulację powietrza i pomaga uniknąć charakterystycznego zapachu długo zamkniętej szafy. Co jakiś czas zostawiam również jej drzwi otwarte, zwłaszcza po większym praniu i uzupełnianiu półek.
Ten domowy sposób również może cię zainteresować: Żadne drogie odkamieniacze ani śmierdzący ocet. Obieram i hop do czajnika, po chwili jest jak nówka
Do szuflad można też włożyć bawełniany woreczek z suszoną lawendą albo inne suche saszetki zapachowe przeznaczone do tekstyliów. Unikam natomiast polewania olejkiem samych ubrań czy pościeli, ponieważ skoncentrowany preparat może pozostawić tłustą plamę. Dzięki kilku takim nawykom przyjemny zapach nie kończy się wraz ze zdjęciem prania z suszarki.

Obserwuj nas na Google







