Jesienią znacznie bardziej zwracam uwagę na zapach w mieszkaniu. Kiedy za oknem robi się chłodno, częściej zamykam okna i zaczynam regularnie korzystać z ogrzewania. Wtedy lubię, gdy w salonie unosi się delikatny, ciepły aromat, ale niekoniecznie chcę co chwilę kupować nowe świece czy odświeżacze. Zaczęłam więc wykorzystywać to, co mam już w kuchni, a przy okazji odkryłam, że ciepły kaloryfer może mi w tym całkiem nieźle pomóc.
Gdy rusza ogrzewanie, zmieniam sposób na przyjemny zapach w mieszkaniu. Ciepły kaloryfer pomaga mi delikatnie rozprowadzić aromat
Jesienią moje mieszkanie funkcjonuje zupełnie inaczej niż latem. Nie mam już przez pół dnia otwartych okien, a po powrocie do domu coraz częściej włączam ogrzewanie. Wtedy szczególnie zależy mi na tym, żeby w salonie było przytulnie. I nie chodzi wyłącznie o temperaturę.
Zobacz także:
Dużą różnicę robi dla mnie zapach. Kiedyś kupowałam gotowe odświeżacze, ale szybko zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu jest to kolejna rzecz dopisywana do listy zakupów. Poza tym nie zawsze odpowiadała mi ich intensywność. Zaczęłam więc kombinować z tym, co już mam w domu.
Kaloryfer wydawał mi się do tego naturalnym miejscem. Kiedy jest ciepły, może pomóc uwalniać aromat przygotowanej mieszanki. Nie potrzebuję dodatkowego urządzenia ani kolejnego elektrycznego dyfuzora. Właśnie wtedy pomyślałam o domowym potpourri w wersji na grzejnik. Okazał się strzałem w dziesiątkę.
Suszone owoce skrapiam takim olejkiem i robię potpourri w wersji na kaloryfer. W sezonie grzewczym zapach unosi się w całym mieszkaniu
Mój przepis na przyjemny zapach w mieszkaniu jest naprawdę prosty. Podstawą są suszone plasterki pomarańczy. Mogę wykorzystać takie, które zostały mi po przygotowywaniu jesiennych dekoracji. Kiedy są już dobrze wysuszone, przekładam je do niewielkiego naczynia odpornego na ciepło i dodaję odrobinę wybranego olejku eterycznego.
fot. GCapture/Adobe Stock
Nie zalewam pomarańczy olejkiem. Wystarczy niewielka ilość, bo olejki eteryczne są mocno skoncentrowane. Wolę zacząć od kilku kropli, a później ewentualnie dołożyć kolejne, niż od początku uzyskać zbyt intensywny zapach. Tak przygotowane domowe potpourri z suszonych pomarańczy ustawiam na ciepłym kaloryferze, w stabilnym miejscu. Pod wpływem ciepła aromat staje się bardziej wyczuwalny i stopniowo rozchodzi się po pomieszczeniu.
Najbardziej podoba mi się to, że mogę zmieniać zapach bez przygotowywania całej dekoracji od początku. Gdy aromat osłabnie, dodaję kolejną niewielką porcję olejku. Intensywność zależy oczywiście od wielkości pokoju, temperatury grzejnika oraz ilości użytego olejku, dlatego nie przesadzam z liczbą kropli. Przy olejkach eterycznych zachowuję też ostrożność. Nie zostawiam ich w zasięgu dzieci i zwierząt domowych.
Nie ograniczam się wyłącznie do pomarańczy. Przyjemny zapach w mieszkaniu zyskuję również w inny sposób
Jesienią lubię eksperymentować z domowymi sposobami na ładny zapach, szczególnie gdy większość potrzebnych rzeczy mam już w kuchennych szafkach. Nie muszę ograniczać się do suszonych pomarańczy z olejkiem eterycznym. Mogę wykorzystać suszone plasterki jabłka połączone z laską cynamonu, dobrze wysuszone skórki mandarynek czy pomarańczy albo woreczek z suszoną lawendą. Taką kompozycję umieszczam w bezpiecznym miejscu w pobliżu ciepłego grzejnika, a ciepło pomaga stopniowo uwalniać jej aromat.
Innym domowym sposobem jest wykorzystanie ceramicznego nawilżacza przeznaczonego do zawieszenia na kaloryferze. Do wody wkładam aromatyczne dodatki, które akurat mam pod ręką, na przykład laskę cynamonu, kilka goździków albo kawałek skórki pomarańczowej.
To również może cię zainteresować: Gdy tylko zaczynają grzać, rozkładam liście laurowe na kaloryferze. Całą zimę mam 1 problem mniej
Pod wpływem ciepła zapach staje się bardziej wyczuwalny w pomieszczeniu. To rozwiązanie podoba mi się szczególnie dlatego, że nie wymaga kupowania kolejnego odświeżacza. Pamiętam jedynie o regularnej wymianie wody, usuwaniu starych dodatków i dokładnym myciu naczynia.

Obserwuj nas na Google







