Mam w szafie rzeczy, których mogłabym właściwie nie zdejmować przez cały rok. Biała koszula, prosty sweter, wygodna marynarka i kilka par spodni rozwiązują większość moich porannych dylematów. Gdy zmienia się pora roku, nie wymieniam całej garderoby. Wolę pobawić się kolorami i dodatkami. Dzięki temu dobrze znane ubrania zaczynają wyglądać świeżo, a ja nie wydaję pieniędzy na dziesięć nowych rzeczy naraz. Tym razem taką nowością okazały się czekoladowe jeansy z Sinsay.

Klasyczne jeansy noszę przez cały rok, ale jesienią zaczynam tęsknić za cieplejszymi kolorami. Tak wpadłam na pomysł czekoladowych spodni

Klasyczne jeansy naprawdę lubię i nie zamierzam z nich rezygnować. Mam jednak taki moment pod koniec lata, kiedy niebieski denim zaczyna mnie trochę nudzić. Nie chciałam jednak kupować eleganckich spodni, które później wymagałyby koszuli, marynarki i bardziej formalnych butów. Potrzebowałam czegoś równie prostego w noszeniu jak jeansy. Tak zaczęłam rozglądać się za spodniami w kolorze czekoladowego brązu.

Zobacz także:

Ten odcień podoba mi się szczególnie dlatego, że jest bardzo łatwy do zestawienia z tym, co już mam. Pasuje do kremu, beżu, czerni, szarości, bordo czy zgaszonej zieleni. Nawet najprostszy jasny sweter wygląda przy nim bardziej jesiennie.

Nie potrzebuję wtedy bluzki z nadrukiem ani wielu dodatków. Kolor spodni sam staje się mocniejszym elementem całego zestawu. Jednocześnie nie jest tak charakterystyczny, żebym po kilku tygodniach miała go dosyć.

Zależało mi również na prostym fasonie. Nie szukałam bardzo obcisłych rurek ani mocno rozszerzanych spodni. Chciałam modelu, który swobodnie układa się na nogach i daje mi większe możliwości przy wyborze obuwia. Mogę do niego założyć sportowe buty, mokasyny albo jesienne botki. I właśnie z taką listą oczekiwań weszłam do Sinsay. Nie spodziewałam się, że odpowiednią parę znajdę praktycznie od razu.

Czekoladowe spodnie z Sinsay kosztują 59,99 zł i mają fason wide leg. Swobodniejsze nogawki oraz wiązanie w pasie optycznie wysmuklają sylwetkę

Na wieszaku zobaczyłam brązowe spodnie z kolekcji Sinsay Denim. Kolor od razu skojarzył mi się z gorzką czekoladą. Jest zdecydowanie bardziej jesienny niż klasyczny niebieski denim, ale nadal na tyle neutralny, żeby nie ograniczać mnie podczas tworzenia zestawów. Cena to 59,99 zł. Właśnie dlatego zatrzymałam się przy nich na dłużej.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Na metce widocznej przy prezentowanym modelu znajduje się oznaczenie wide leg. Nogawki są więc swobodniejsze i nie przylegają ciasno do nóg. Spodnie mają także klasyczne kieszenie z przodu oraz charakterystyczne przeszycia.

Mnie szczególnie zainteresowała góra. Oprócz klasycznego zapięcia spodnie mają wiązanie w pasie. Taki detal podoba mi się nie tylko wizualnie. Pozwala też ciekawie zaakcentować talię, zwłaszcza gdy wkładam bluzkę albo cienki sweter do środka.

Czekoladowe spodnie łączę z kremem, karmelem i zgaszoną zielenią. Założę je nie tylko jesienią

Pierwszy zestaw mam właściwie gotowy. Do czekoladowych spodni zakładam kremowy sweter, brązowe botki i niewielką torebkę. To bardzo proste połączenie, ale właśnie takie stylizacje najbardziej lubię jesienią. Przy cieplejszej pogodzie zamiast swetra wybrałabym białą koszulę. Można wsunąć jej przód za pas, dzięki czemu wiązanie pozostanie widoczne. Do tego mokasyny i brązowa torba, a całość nadal będzie wygodna, tylko trochę bardziej elegancka.

Czekoladowy brąz bardzo dobrze wygląda też ze zgaszoną zielenią. Mam w szafie oliwkową koszulę i już widzę ją z tymi spodniami. Jeszcze prostszą opcją jest czarny golf. Przy ciemnym brązie czerń wcale nie musi wyglądać ciężko, szczególnie gdy dodam jasną kurtkę albo beżowy płaszcz. Na co dzień połączyłabym je również ze zwykłymi sneakersami.

To również może cię zainteresować: Pięknie pachnie, nawilża i szybko się wchłania. Polskie mleczko do ciała z kozim mlekiem za 11,49 zł z Hebe to viral wśród Chinek

Najbardziej podoba mi się jednak to, że czekoladowe spodnie nie muszą znikać z szafy wraz z końcem jesieni. Zimą widzę je z grubym kremowym golfem i krótką kurtką. Wiosną ciężkie brązy zamieniłabym na biel, jasny błękit albo delikatny róż. Od razu zrobi się lżej. Latem, o ile materiał okaże się odpowiedni na wyższą temperaturę, można spróbować zestawić je z prostym topem i sandałami.