Co roku obiecuję sobie, że świąteczne dekorowanie ograniczę do tego, co już mam w pudłach. Potem widzę jedną małą rzecz i cały plan bierze w łeb. Nie chodzi mi jednak o zapełnianie każdego parapetu reniferami, choinkami i Mikołajami. Wolę kilka drobiazgów, które wieczorem tworzą przyjemny nastrój, a przy okazji nie zabierają połowy stołu.

Świąteczne dekoracje z Action zaczęłam oglądać wcześniej niż zwykle. Ten mały lampion LED od razu widzę na parapecie

Nie czekałam tym razem do momentu, kiedy w sklepach zaczyna się największy przedświąteczny ruch. Podczas zakupów zwróciłam uwagę na niewielki lampion LED i od razu zaczęłam zastanawiać się, gdzie go postawię. Action proponuje różne warianty kolorystyczne, więc łatwo dopasować dekorację do rzeczy, które już mamy w domu. Sam lampion ma 16,5 cm wysokości i 12 cm średnicy. To rozmiar, który bardzo mi odpowiada. Nie potrzebuję osobnego stolika ani pustej komody. Lampion z Action mieści się na parapecie, stole czy półce. Action sam wskazuje stół i parapet jako miejsca, w których można go wykorzystać.

Zobacz także:

U mnie pierwszym wyborem jest parapet. Zimą właśnie tam najbardziej lubię ustawiać małe światełka. Wieczorem widać je również z drugiej strony szyby, a w pokoju nie muszę włączać od razu wszystkich lamp. Podoba mi się również uchwyt. To niewielki detal, ale wizualnie przybliża dekorację do klasycznego lampionu. Całość nie jest przy tym wykonana z jednego materiału. W specyfikacji Action wymienia dolomit, poliester oraz tworzywo sztuczne.

fot. action.pl

Nie wkładam do środka świeczki i nie szukam zapałek. Lampion z Action ma własne ciepłe światło LED

Przy świątecznych dekoracjach światło robi dla mnie największą różnicę. W ciągu dnia figurka czy lampion są po prostu ozdobą. Wieczorem zaczynają wyglądać zupełnie inaczej. Ten model ma ciepłe białe światło LED. Nie wkładam więc do środka tealightu ani małej świeczki. To szczególnie wygodne, kiedy ustawiam kilka dekoracji i nie mam ochoty pamiętać o ciągłym zapalaniu oraz gaszeniu płomienia.

Znajdziesz u nas jeszcze więcej inspiracji do domu. To także warto sprawdzić: Wchodzę nocą do kuchni i nawet nie szukam włącznika. Ta podszafkowa lampka z Lidla działa bez prądu i ma czujnik ruchu

Lampion działa na dwie baterie i, co ważne, baterie znajdują się już w zestawie. Po przyniesieniu dekoracji do domu nie muszę więc przypominać sobie wieczorem, że zabrakło mi odpowiednich baterii. Właśnie takie szczegóły sprawiają, że chętniej wybieram niewielkie dekoracje LED. Nie szukam wolnego gniazdka, nie ciągnę kabla za komodą i łatwo przenoszę lampion z jednego miejsca w drugie. Jednego wieczoru stoi na parapecie, innego trafia na stół. Nie traktuję go oczywiście jak normalnej lampy. To dekoracyjne światło, które ma być dodatkiem do wnętrza. Przy książce nadal potrzebuję lampki, a do oświetlenia pokoju korzystam z głównego źródła światła. Lampion zostawiam do tego, w czym sprawdza się najlepiej, czyli do stworzenia niewielkiego świetlnego akcentu.

Za świąteczny lampion z Action zapłaciłam niewiele, dlatego nie czekałam do grudnia. Przy takich drobiazgach lubię zrobić zakupy wcześniej

Najbardziej zaskoczyła mnie cena. Lampion kosztuje obecnie 15,95 zł za sztukę. Przy takiej kwocie łatwiej mi zdecydować się na jeden drobiazg niż na kolejną dużą świąteczną dekorację. Nie planuję od razu kupować całej kolekcji. Jeden lampion ustawiam na parapecie, dokładam gałązki, które już mam, i właściwie wystarczy.

Mam też nauczkę z poprzednich sezonów. Kiedy coś naprawdę mi się podoba, nie zostawiam decyzji na ostatnią chwilę. Nie oznacza to oczywiście, że ten konkretny lampion na pewno zniknie ze sklepów. Ja po prostu wolę mieć dekorowanie z głowy wcześniej, zamiast w grudniu szukać rzeczy między prezentami, zakupami spożywczymi i całą resztą przygotowań. Dzięki temu rozkładam też świąteczne wydatki w czasie. Jednego miesiąca kupuję drobną dekorację, później zajmuję się prezentami, a zakupy spożywcze zostawiam na odpowiedni moment. Dla mojego portfela jest to znacznie przyjemniejsze niż wielki grudniowy rachunek za wszystko naraz.

Nie chcę w tym roku zastawić domu świątecznymi bibelotami. Kilka małych światełek daje mi znacznie lepszy efekt

Z wiekiem coraz mniej podoba mi się świąteczny przepych. Kiedyś dokładałam kolejne figurki, stroiki i bombki, bo każda rzecz osobno wydawała mi się ładna. Dopiero po ustawieniu wszystkiego razem widziałam, że zrobiło się tego zwyczajnie za dużo. Teraz działam inaczej. Na komodzie zostawiam kilka codziennych rzeczy, dokładam zielone gałązki i jeden świetlny akcent. Na stole wystarczy mi obrus, prosty stroik i niewielki lampion. Nie muszę dekorować każdego wolnego centymetra.