Jesień lubię za swetry, gorącą herbatę i długie wieczory w domu, ale moje włosy mają na ten temat zupełnie inne zdanie. Wystarczy kilka chłodniejszych tygodni, częstsze suszenie i więcej czasu spędzanego w ogrzewanych pomieszczeniach, a końcówki zaczynają domagać się większej uwagi. Zamiast czekać, aż staną się szorstkie i trudne do ułożenia, wolę wcześniej zmienić kilka pielęgnacyjnych przyzwyczajeń. Nie oznacza to jednak, że od razu zapełniam łazienkę nowymi kosmetykami. Zdecydowanie bardziej preferuję domowe metody.

Jesienią moje włosy przechodzą kryzys, a sezon grzewczy jeszcze pogarsza sytuację. Z nawilżaniem i natłuszczaniem zaczynam wcześniej, zanim na głowie zrobi mi się suche siano

Znam ten scenariusz aż za dobrze. Latem moje włosy zwykle nie sprawiają mi większych problemów. Potem przychodzi jesień, zaczynam częściej używać suszarki, zakładam czapki, a w mieszkaniu rusza ogrzewanie. Po pewnym czasie zauważam, że włosy są bardziej suche, matowe i nie układają się już tak łatwo.

Zobacz także:

Najgorzej wyglądają u mnie końcówki. Zaczynają się plątać, a kiedy przejeżdżam po nich dłonią, nie są już tak gładkie jak wcześniej. Włosy mogą się też bardziej elektryzować. Wtedy wiem, że najwyższy czas poświęcić im trochę więcej uwagi. Właśnie dlatego w tym roku nie czekam na rozpoczęcie sezonu grzewczego. Już wcześniej wprowadzam bardziej odżywczą pielęgnację. Staram się delikatnie obchodzić z włosami, nie przesadzam z wysoką temperaturą podczas suszenia i regularnie zabezpieczam końcówki.

Ostatnimi czasy polubiłam w szczególności domowe mieszanki. Oczywiście nie oczekuję, że jedna maseczka naprawi uszkodzone włosy. Rozdwojonych końcówek nie da się przecież trwale skleić domową papką. Można natomiast sprawić, że włosy będą po pielęgnacji przyjemniejsze w dotyku, bardziej wygładzone i łatwiejsze do rozczesania. Ja już znalazłam swojego ulubieńca.

Przez lata ratowałam suche włosy gotowymi kosmetykami. Teraz polegam tylko na tej domowej metodzie

Kiedy moje włosy robiły się suche, odpowiedź była dla mnie oczywista. Szłam do drogerii. Najpierw kupowałam odżywkę, później maskę, następnie serum, a na końcu jeszcze olejek polecony w internecie. Problem polegał na tym, że nie zawsze widziałam różnicę odpowiadającą wydanej kwocie. Niektóre produkty sprawdzały się dobrze, inne przeciętnie, a zdarzały się też takie, po których moje włosy były zwyczajnie obciążone. Zaczęłam więc zastanawiać się, czy rzeczywiście potrzebuję kolejnego kosmetyku za kilkadziesiąt złotych.

Okazało się, że o wiele lepiej sprawdziły się domowe sposoby. Zależało mi przede wszystkim na wykorzystaniu składników, które mam już w mieszkaniu. Tak trafiłam na trik z awokado. Ten owoc zawiera sporo tłuszczu, więc dobrze pasował do tego, czego szukałam przy suchych i szorstkich włosach. Do niego dobrałam jeszcze dwa proste składniki. Jeden zwykle mam w koszyku z owocami, drugi stoi w kuchennej szafce.

Domowa odżywka z awokado okazała się moim jesiennym sposobem na suche włosy. Robię gładką papkę w miseczce i nakładam ją przed myciem

Przepis jest banalnie prosty. Biorę pół dojrzałego awokado, pół dojrzałego banana oraz około jednej łyżeczki oliwy z oliwek. Przy krótkich włosach można przygotować mniej, a przy bardzo długich odpowiednio zwiększyć porcję. Z oliwą nie przesadzam, bo zbyt duża ilość może sprawić, że później trudniej będzie dokładnie domyć włosy.

fot. barmalini/Adobe Stock

Awokado i banana rozgniatam bardzo dokładnie. To ważniejszy etap, niż początkowo sądziłam. Kawałki banana pozostawione w maseczce mogą później zaplątać się we włosy i ich wypłukiwanie nie należy do przyjemności. Najlepiej więc zrobić możliwie jednolitą, kremową masę. Można np. wykorzystać blender.

Do gładkiej papki dodaję oliwę i ponownie wszystko mieszam. Domową odżywkę z awokado nakładam przede wszystkim na długość i końcówki. Przy włosach łatwo obciążających się nie nakładałabym tłustej mieszanki tuż przy skórze głowy.

Pozostawiam ją na włosach przez około 15 do 20 minut. Nie widzę potrzeby siedzenia z nią przez godzinę. Później bardzo dokładnie spłukuję wszystko letnią wodą i myję włosy szamponem. Gdy czuję, że pozostała na nich tłusta warstwa, myję je ponownie. Po wysuszeniu najbardziej zależy mi na wygładzeniu i miękkości.

To również może cię zainteresować: Jako szatynka z siwymi włosami mam szczerą polecajkę. Napar z 2 łyżek przyciemnia „srebrną ścieżkę” przy przedziałku jak złoto

Oliwa oraz naturalnie występujące w awokado tłuszcze mogą pomóc natłuścić powierzchnię włosa, dzięki czemu suche pasma są przyjemniejsze w dotyku i wyglądają na bardziej lśniące. Nie robię takiej maseczki codziennie. Dla mnie wystarczy raz w tygodniu lub wtedy, kiedy widzę wyraźną potrzebę.