Jesienią najczęściej wracam do prostych zestawów, które rano można założyć bez długiego zastanawiania się przed szafą. Sweter, spodnie albo dzianinowa sukienka w zupełności mi wystarczą, pod warunkiem że dobiorę do nich ciekawe dodatki. Szczególnie dużo mogą zmienić buty, bo czasem jeden charakterystyczny detal sprawia, że całość przestaje wyglądać zwyczajnie. W tym sezonie coraz częściej zwracam uwagę na ciepłe odcienie brązu i modele, które łączą wygodę z modniejszym fasonem. Właśnie takie skórzane botki na jesień znalazłam ostatnio w Sinsay.
Botki z Sinsay wyglądają na znacznie droższe. Naturalna skóra za tę cenę mocno mnie zaskoczyła
Ostatnio trafiłam w Sinsay na botki, które moim zdaniem mają wszystko, czego potrzeba jesiennym butom. Są ciekawe, ale nie przesadzone, dlatego mogą dodać charakteru nawet zwykłym jeansom i swetrowi. Choć uważam, że te botki będą pasowały kobietom w każdym wieku, szczególnie polecałabym je pięćdziesięciolatkom. Sama od razu pokazałam ten model mojej mamie, która jest już po pięćdziesiątce. Spodobało mi się, że nie trzeba specjalnie kombinować z resztą stylizacji, żeby całość wyglądała ciekawie. Te buty mają wystarczająco dużo charakteru.
Zobacz także:
Dużym plusem jest dla mnie materiał. Cholewkę wykonano w 100% ze skóry naturalnej o zamszowym wykończeniu. Lubię zamsz, ponieważ jest miękki i przyjemnie układa się na nodze. Naturalna skóra jest też materiałem, który pozwala stopie oddychać, co ma znaczenie, gdy spędzamy w butach sporą część dnia. Przy odpowiedniej pielęgnacji potrafi również dobrze znosić kolejne sezony. Zamsz wymaga oczywiście trochę uwagi, szczególnie podczas deszczowej pogody. Warto go regularnie impregnować i czyścić preparatem przeznaczonym właśnie do tego rodzaju skóry.
Skórzane buty potrafią kosztować kilkaset złotych, dlatego tutaj spodziewałam się wyższej kwoty. Tymczasem botki z Sinsay kosztują 139,99 zł. Jak na model z naturalnej skóry jest to dla mnie bardzo rozsądna cena. Sama wolę kupić jedną parę, o którą będę odpowiednio dbać, niż co sezon zaczynać poszukiwania od początku.
Marszczona cholewka daje łydce więcej swobody. Ten fason nie opina nogi tak mocno jak dopasowane botki
Najbardziej charakterystycznym elementem tych botków jest marszczona cholewka. Luźniejszy fason sprawia, że materiał nie opina mocno łydki i nie powoduje nieprzyjemnego ucisku. Docenią to szczególnie kobiety z szerszymi łydkami, które często mają problem z dopasowaniem wyższych botków. Tutaj noga ma więcej swobody, co wpływa nie tylko na wygląd butów, ale przede wszystkim na komfort noszenia.
fot. sinsay.com
Podoba mi się również kształt noska. Jest okrągły, dzięki czemu przód nie wygląda na ciasny i spiczasty. Całość osadzono na niewysokim, szerokim obcasie, który wygląda stabilnie i nie zmienia botków w typowo eleganckie buty na specjalne okazje. Jednocześnie takie delikatne podwyższenie może optycznie wysmuklić nogi i lekko unieść sylwetkę. Fason uzupełnia pasek ze złotą klamrą i niewielkimi złotymi detalami. To właśnie ten element sprawia, że buty nie wyglądają zbyt zwyczajnie. Nadal pozostają codzienne i miejskie, ale mają w sobie coś więcej niż klasyczne gładkie botki.
Sinsay ma więcej modnych butów na jesień. Zobacz: „Zamszowe” mokasyny na traktorze i ze skórzaną wkładką to jesienny hit stylowych 50-tek. Do spódnicy i jeansów ideolo, cena niziutka
Brązowe botki wracają tej jesieni w czekoladowym wydaniu. Zamsz sprawia, że ten kolor wygląda jeszcze głębiej
Czekoladowy brąz już w ubiegłym sezonie mocno zaznaczył swoją obecność w jesiennych stylizacjach i nadal wygląda bardzo aktualnie. W tych botkach podoba mi się szczególnie jego połączenie z zamszowym wykończeniem skóry. Matowa powierzchnia sprawia, że kolor nabiera głębi. Złote detale dodatkowo go ocieplają, ale są na tyle niewielkie, że nie dominują całego fasonu.
Takie brązowe botki najchętniej zestawiłabym z kremowym swetrem i klasycznymi jeansami. Czekoladowy odcień bardzo dobrze wygląda też przy beżu, écru, karmelu oraz cieplejszych odcieniach bieli. Na bardziej zdecydowaną stylizację można połączyć go z bordo albo khaki. Nie trzeba również rezygnować z czerni. Czarne spodnie, jasny sweter i brązowe buty stworzą prosty zestaw, a złote dodatki mogą ładnie połączyć wszystkie elementy.
Widzę je również przy dzianinowej sukience albo spódnicy midi. Marszczona cholewka stanie się wtedy bardziej widoczna i sama będzie ozdobą stylizacji. To właśnie najbardziej podoba mi się w tym modelu. Nie wymaga wielu dodatków ani szczególnego kombinowania z ubraniami, żeby jesienny zestaw nabrał charakteru.

Obserwuj nas na Google







