Kiedy ciocia dostała skierowanie do sanatorium na NFZ, nie spodziewała się wielkich atrakcji. Powtarzała, że najważniejsze są zabiegi i odpoczynek, a jeśli przy okazji uda się trochę pospacerować, to będzie zadowolona. Los sprawił jednak, że trafiła do Sanatorium Uzdrowiskowego Limba w Piwnicznej-Zdroju, położonego w samym sercu malowniczej Doliny Popradu. Już pierwszego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że czuje się tak, jakby przyjechała na spokojne górskie wakacje.

Sanatorium znajduje się w otoczeniu Beskidu Sądeckiego, niedaleko Parku Zdrojowego i Pijalni Wód Mineralnych, a z okien rozciągają się widoki na zielone wzgórza i dolinę rzeki Poprad. Sam obiekt organizuje turnusy zarówno dla kuracjuszy NFZ, jak i osób przyjeżdżających prywatnie. Na miejscu dostępna jest baza zabiegowa, całodobowa opieka oraz dodatkowe atrakcje, takie jak wieczorki taneczne, wycieczki, ogniska czy spotkania integracyjne. Ciocia śmiała się, że zamiast spędzać całe dnie w pokoju, praktycznie bez przerwy gdzieś wychodziła. Rano miała zaplanowane zabiegi, później spacer do pijalni wód mineralnych albo przez Park Zdrojowy, a wieczorami często spotykała się z nowo poznanymi znajomymi. Mówiła, że atmosfera była bardzo serdeczna, a większość osób przyjechała z podobnym nastawieniem – poprawić zdrowie, ale też odpocząć od codziennych obowiązków i nacieszyć się górami.

Zobacz także:

Piwniczna-Zdrój okazała się znacznie ciekawsza, niż przypuszczała. To nie jest miejsce wyłącznie dla kuracjuszy

Największym zaskoczeniem okazała się sama miejscowość. Piwniczna-Zdrój od lat słynie z leczniczych wód mineralnych i wyjątkowego mikroklimatu, ale oferuje znacznie więcej niż tylko sanatoryjne spacery. Ciocia codziennie odkrywała nowe zakątki. Zachwycały ją szerokie bulwary nad Popradem, kameralny rynek, liczne trasy spacerowe oraz wszechobecna zieleń. Kilka razy wybrała się również do Pijalni Wód Mineralnych, gdzie próbowała lokalnych szczaw bogatych w składniki mineralne. Bardzo spodobało jej się także położenie uzdrowiska, bo z miasta można szybko dotrzeć na górskie szlaki prowadzące między innymi na Kicarz czy do pobliskich punktów widokowych. W wolnych chwilach obserwowała turystów wybierających się na rowerowe wycieczki i spacerujących doliną Popradu. Mówiła, że w tym miejscu naprawdę można zwolnić tempo i odetchnąć pełną piersią. Dolina Popradu uchodzi za jeden z najpiękniejszych regionów uzdrowiskowych w Małopolsce, łącząc walory zdrowotne z doskonałymi warunkami do aktywnego wypoczynku. Oprócz pieszych wędrówek dużą popularnością cieszą się tutaj trasy rowerowe, wycieczki na Słowację oraz liczne atrakcje związane z rzeką Poprad.

fot. Adobe Stock | Albin Marciniak

Najwięcej emocji dostarczył jej spływ pontonem. Nie spodziewała się, że będzie to największa atrakcja całego wyjazdu

Gdy zadzwoniła do mnie po kilku dniach pobytu, pierwsze zdanie brzmiało: "Musisz tu kiedyś przyjechać". Okazało się, że razem z grupą znajomych z sanatorium zapisała się na spływ pontonowy Doliną Popradu. Początkowo miała obawy, bo nigdy wcześniej nie brała udziału w takiej atrakcji. Na miejscu szybko jednak przekonała się, że trasa jest odpowiednia także dla osób starszych i tych, które nie mają żadnego doświadczenia.

Jeżeli szukasz inspiracji podróżniczych, to też może ci się spodobać: Jeśli wakacje nad Bałtykiem, to tylko tam. Widok z klifu zachwyca, a do setek atrakcji jest rzut beretem

Przez cały czas zachwycała się widokami na beskidzkie wzgórza, lasy oraz meandrującą rzekę. Po powrocie powiedziała mi, że właśnie podczas tego spływu najlepiej poczuła klimat całej Doliny Popradu. W regionie organizowane są zarówno spokojne spływy łodziami, jak i pontonami czy kajakami. Trasy prowadzą przez malowniczy przełom Popradu, a sama rzeka należy do największych atrakcji turystycznych okolicy. Sezon na takie wyprawy trwa zwykle od czerwca do września i co roku przyciąga tysiące turystów oraz kuracjuszy, którzy chcą połączyć wypoczynek z odrobiną aktywności.

Teraz rozumiem, dlaczego tak wiele osób wraca tam co roku. To uzdrowisko daje znacznie więcej niż same zabiegi

Po powrocie ciocia przez długi czas opowiadała o swoim pobycie. Oczywiście chwaliła zabiegi, dzięki którym poczuła ulgę i poprawę samopoczucia, ale równie często wspominała ludzi, których poznała, spokojne poranki z widokiem na góry oraz codzienne spacery nad Popradem. Powiedziała nawet, że wcześniej sanatorium kojarzyło jej się wyłącznie z leczeniem, a dziś patrzy na takie wyjazdy zupełnie inaczej. Według niej to świetna okazja, żeby zadbać o zdrowie, oderwać się od codzienności i poznać miejsca, do których wielu turystów nigdy by nie trafiło. Piwniczna-Zdrój okazała się dla niej prawdziwą górską enklawą spokoju – z czystym powietrzem, pięknymi krajobrazami i atrakcjami, które sprawiają, że nawet trzytygodniowy pobyt mija zdecydowanie za szybko. Nie zdziwiło mnie więc, kiedy powiedziała, że jeśli tylko znów dostanie skierowanie na NFZ, będzie miała jedno życzenie – wrócić właśnie do Piwnicznej-Zdroju. I szczerze mówiąc, po wszystkich jej opowieściach sama coraz częściej myślę, że to miejsce warto odwiedzić nie tylko jako kuracjusz, ale również podczas zwykłego urlopu.