Lato rozgościło się na dobre i wiele osób właśnie teraz zaczyna korzystać z uroków ciepłych wieczorów, balkonów, tarasów i otwartych okien. Słoneczna pogoda potrafi poprawić humor, ale ma też swoją mniej przyjemną stronę. Wystarczy kilka godzin intensywnego nasłonecznienia, żeby mieszkanie zamieniło się w prawdziwy piekarnik. Sama długo nie miałam pomysłu, jak poradzić sobie z tym problemem, nie zaburzając aranżacji wnętrza, aż trafiłam na rozwiązanie, które okazało się strzałem w dziesiątkę.
Zaciemniająca zasłona z Sinsay od razu zwróciła moją uwagę. Nie musiałam rezygnować z przytulnego charakteru salonu
Coraz częściej zauważam, że wiele osób latem decyduje się na montaż termicznych rolet zaciemniających. Rozumiem ten wybór, ale sama od lat jestem ogromną fanką zasłon. Moim zdaniem to właśnie one sprawiają, że wnętrze staje się bardziej przytulne i po prostu przyjemniejsze w odbiorze. Nie wyobrażam sobie salonu bez materiału opadającego od sufitu aż do podłogi. Lubię zasłaniać nimi całe okna, szczególnie wieczorem, kiedy dom nabiera bardziej kameralnego charakteru.
Zobacz także:
Połączenie eleganckich zasłon z roletami zawsze wydawało mi się trochę bez sensu. Jedne i drugie walczą wtedy o uwagę, a efekt wizualny nie jest już tak spójny. Problem polegał jednak na tym, że mój salon wychodzi na południową stronę. W słoneczne dni wnętrze nagrzewa się błyskawicznie i już po południu trudno wytrzymać w nim bez ciągłego wietrzenia. Wiedziałam więc, że zwykłe dekoracyjne tkaniny nie będą wystarczające.
Zależało mi na czymś, co będzie wyglądało estetycznie, ale jednocześnie pomoże ograniczyć ilość wpadającego światła. Byłam przekonana, że za takie rozwiązanie trzeba będzie zapłacić naprawdę sporo. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy natknęłam się na nowość w Sinsay. W oko wpadła mi zaciemniająca zasłona, która kosztowała 39,99 zł. Przyznam szczerze, że spodziewałam się znacznie wyższej ceny.
Od razu zwróciłam uwagę na długość 260 cm, dzięki której materiał elegancko sięga niemal do samej podłogi. Szerokość 140 cm również wydawała się wystarczająca do mojego okna. Dużym plusem okazały się przelotki, ponieważ nie przepadam za skomplikowanym montażem. Wystarczyło wsunąć karnisz przez metalowe kółka i gotowe.
fot. sinsay.com
Zasłona z welurowym wykończeniem zrobiła na mnie większe wrażenie niż sądziłam. Materiał wygląda znacznie drożej niż wskazuje cena
Miękka tkanina była pierwszą rzeczą, którą zauważyłam po bliższym przyjrzeniu się produktowi. Zdjęcia wyglądały zachęcająco, ale dopiero dokładniejsze obejrzenie materiału przekonało mnie, że mam do czynienia z czymś więcej niż zwykłą zasłoną. Delikatny połysk sprawia, że całość prezentuje się elegancko, a jednocześnie nie jest przesadzona.
Najbardziej spodobało mi się to, że zasłona z welurowym wykończeniem nie wygląda ciężko. Często mam wrażenie, że grubsze materiały przytłaczają pomieszczenie, szczególnie jeśli salon nie należy do największych. W tym przypadku efekt jest zupełnie odwrotny. Tkanina miękko układa się w równych fałdach, a światło odbijające się od powierzchni dodaje wnętrzu subtelnej głębi.
Takie detale mają dla mnie ogromne znaczenie. Lubię, gdy dodatki nie tylko spełniają praktyczną funkcję, ale również wpływają na odbiór całego pomieszczenia. Po zawieszeniu zasłon salon od razu wydał się bardziej dopracowany. Znajoma, która odwiedziła mnie kilka dni później, była przekonana, że kupiłam je w znacznie droższym sklepie. Sama musiałam przyznać, że efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania.
Świetne tekstylia ma też Jysk. Zobacz: Weszłam do Jysk, a tam ręczniki z kolekcji królewskiej 61% taniej. Polki: „gatunkowo naprawdę super”
Zaciemniająca zasłona dostępna jest w kilku modnych kolorach. Każdy wariant daje zupełnie inny efekt aranżacyjny
Już podczas przeglądania strony zaczęłam zastanawiać się nad wyborem odpowiedniego koloru. Najbardziej spodobał mi się odcień określony jako beżowy, choć moim zdaniem wpada on delikatnie w jasną szarość. To właśnie ten wariant trafił do mojego koszyka w dwóch egzemplarzach. Uwielbiam takie neutralne barwy, ponieważ łatwo dopasować je do różnych dodatków i zmieniających się trendów.
Drugim dostępnym obecnie wariantem jest kolor różowy. Wyobrażam sobie, że świetnie sprawdzi się w bardziej romantycznych lub kobiecych aranżacjach. Taki odcień potrafi ocieplić wnętrze i dodać mu przyjemnej lekkości bez wprowadzania przesadnej ilości koloru.
Zauważyłam też coś, co może zainteresować osoby szukające nieco ciemniejszych tonacji. Na stronie pojawiły się również warianty brązowy oraz zielony. Przy obu kolorach widnieje jednak informacja sugerująca, że będą dostępne dopiero wkrótce. Przyznam, że szczególnie zielony przykuł moją uwagę. Gdy tylko pojawi się w sprzedaży, może stać się jednym z najciekawszych wyborów do wnętrz inspirowanych naturą. Na razie nie żałuję jednak swojej decyzji. Jasny, beżowo-szary odcień świetnie współgra z moim salonem i sprawia, że nawet podczas największych upałów wnętrze wygląda świeżo, spokojnie i znacznie bardziej komfortowo.

Obserwuj nas na Google







