O ile zmarszczki to coś, co nie jest dla mnie ogromnym problemem, tak siwych włosów nie jestem w stanie zaakceptować. U mnie najwięcej takich pasm pojawia się zwykle przy przedziałku i tworzy widoczną, mało estetyczną „srebrną ścieżkę”. Wiem, że proces ten jest nieunikniony z biegiem lat, ale póki mogę, chcę go maskować. Oczywiście w takich przypadkach pierwszą myślą jest farbowanie, ale zauważyłam, że częste koloryzacje nie wpływały pozytywnie na kondycję moich włosów. Właśnie dlatego postanowiłam poszukać bardziej naturalnego, łagodniejszego sposobu na zatuszowanie siwizny. Tak trafiłam na ten domowy napar z 2 prostych składników.

Siwe włosy tworzyły na przedziałku „srebrną ścieżkę”. Początkowo radziłam sobie z nią za pomocą koloryzacji u fryzjera

Siwe włosy to proces, który jest zupełnie naturalny i prędzej czy później pojawia się u każdego. Jest on efektem stopniowego zmniejszania się produkcji melaniny, czyli barwnika, który sprawia, że włosy mają określony kolor. W moim przypadku siwizna pojawiła się dość wcześnie, a moje ciemne pasma sprawiały, że była ona naprawdę mocno widoczna. Uważam, że i tak dość długo starałam się ignorować pojedyncze siwe włoski.

Zobacz także:

Wreszcie nie wytrzymałam i zapisałam się na farbowanie do fryzjera. Wtedy wydawało mi się to jedyną słuszną i skuteczną metodą na zamaskowanie siwizny. Efekty tuż po koloryzacji były fantastyczne, więc nie mogłam doczekać się kolejnych wizyt. Problem w tym, że w przypadku moich ciemnych włosów odrosty były widoczne bardzo szybko, co sprawiało, że farbowanie mogłabym powtarzać nawet co dwa tygodnie.

Wiedziałam, że muszę wykombinować coś innego. Częste wizyty u fryzjera sprawiły bowiem, że włosy były osłabione i przesuszone. Wtedy zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o pewnym domowym naparze na siwiznę. Pomyślałam, że nic nie szkodzi go wypróbować i szczerze powiem, że obecnie nie wyobrażam sobie bez niego mojej włosowej pielęgnacji.

Domowy napar na siwe włosy sprawia, że „srebrna ścieżka” przy przedziałku stopniowo ciemnieje bez farbowania. Wystarczą tylko 2 składniki

Choć wśród koleżanek słyszałam o kilku dobrych rozwiązaniach na siwe włosy, to cieszę się, że zdecydowałam się właśnie na ten, w którym wykorzystuje się szałwię oraz czarną herbatę. Wystarczy, że odmierzysz po 2 łyżki z każdego produktu, a następnie wsypiesz fusy oraz susz do kubka. Potem zalej wszystko 300 ml gorącej wody i zamieszaj. Pozostaw do wystygnięcia. Gdy napar wystygnie, postaraj się jak najdokładniej przecedzić płyn, by fragmenty fusów i ziół nie wplątały się we włosy.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Szałwia i czarna herbata są tu kluczowe. Działają bowiem jak naturalne barwniki, które zmniejszają kontrast między siwymi a ciemnymi pasmami. Zarówno jeden, jak i drugi składnik zawiera naprawdę spore ilości garbników, czyli substancji, które stopniowo przyciemniają łuski włosowe. Dzięki temu, że siwe pasma nie posiadają własnego pigmentu, dlatego błyskawicznie przyjmują barwniki z domowego naparu.

Oprócz maskowania siwych włosów, szałwia daje jeszcze jedną korzyść. Ma ona działanie pielęgnacyjne - tonizuje skórę głowy, hamuje wytwarzanie sebum i wzmacnia cebulki, dzięki czemu pasma są odporniejsze na wypadanie.

Jak często stosować ziołową płukankę na siwe włosy? Regularność przynosi najlepsze efekty

Najlepsze efekty po stosowaniu domowej płukanki pojawiają się u mnie w momencie, gdy sięgam po nią mniej więcej 2-3 razy w tygodniu. Sposób użycia jest bardzo prosty. Najpierw zabieram się za mycie włosów ulubionym szamponem. Potem dokładnie go spłukuję i sięgam po wystudzony napar z szałwii i czarnej herbaty.

Staram się, aby mikstura została rozprowadzona na włosach jak najdokładniej. W szczególności skupiam się na miejscach, gdzie siwizna jest najbardziej widoczna. W moim przypadku są to właśnie okolice przedziałka. Jeśli mam czas, staram się nie spłukiwać naparu przez około 15-10 minut. Wtedy efekty są jeszcze lepsze.

To również może cię zainteresować: Wsypuję 1 łyżeczkę podczas prania. Czarne i kolorowe ubrania już nie płowieją po 2 cyklach

Oczywiście nie jest tak, że domowa płukanka całkowicie wyparła farbę. Co jakiś czas nadal zapisuję się na koloryzację do fryzjera, jednak robię to zdecydowanie rzadziej, najczęściej przed jakimś większym wydarzeniem.