Gdy pierwsze siwe włosy pojawiły mi się przy przedziałku i skroniach, od razu zaczęłam kombinować z farbą. Nie mam nic przeciwko siwieniu, ale sama nie jestem jeszcze gotowa, żeby całkowicie przestać je maskować. Z czasem zauważyłam jednak, że nie chcę za każdym razem przeprowadzać pełnej koloryzacji tylko dlatego, że pojawiło się kilka kolejnych srebrnych nitek. Zaczęłam więc szukać prostszego, domowego sposobu, który mogę stosować pomiędzy farbowaniami i który nie wymaga ode mnie spędzania pół wieczoru w łazience.

Długo szukałam sposobu, by zamaskować siwe włosy. W końcu porzuciłam farbowanie dla domowego sposobu

Pojedyncze siwe włosy prędzej czy później zaczynają pojawiać się u wielu z nas. Dzieje się tak, gdy mieszki włosowe wytwarzają coraz mniej melaniny, czyli pigmentu odpowiadającego za kolor włosa. To naturalny proces i nie oznacza, że trzeba cokolwiek z nim robić.

Zobacz także:

Ja jednak lubię od czasu do czasu zmniejszyć widoczność jaśniejszych pasm. Przez lata pierwszym skojarzeniem była dla mnie farba. Daje znacznie bardziej przewidywalny i wyraźny efekt, szczególnie gdy siwizny jest sporo. Nie zawsze mam jednak ochotę przeprowadzać pełną koloryzację tylko dlatego, że zauważyłam kilka jaśniejszych włosów przy przedziałku.

Wtedy przypominam sobie o domowych płukankach. Trzeba tylko podejść do nich z odpowiednimi oczekiwaniami. Płukanka nie działa jak farba i nie przywraca naturalnej produkcji pigmentu w siwych włosach. Może natomiast pozostawić na powierzchni włosa ciemniejszy odcień i sprawić, że kontrast pomiędzy pasmami będzie mniej widoczny.

Moją domową płukankę na siwe włosy robię z 1 łyżki łupin orzecha włoskiego i 2 łyżek suszonego rumianku. Trzy łyżki mieszanki zaparzam i używam jej po ostudzeniu

Mój domowy sposób na zamaskowanie siwych włosów jest bardzo prosty. Potrzebuję 1 łyżki rozdrobnionych łupin orzecha włoskiego oraz 2 łyżek suszonego rumianku. W sumie otrzymuję więc trzy łyżki składników. Wsypuję je do naczynia i zalewam gorącą wodą. Zostawiam do zaparzenia, a później czekam, aż płyn całkowicie ostygnie. Następnie dokładnie go przecedzam. Nie chcę, żeby kawałki roślin zostały później pomiędzy włosami.

fot. Miosz/Adobe Stock

Tak przygotowaną płukankę stosuję na siwe włosy. Nie oczekuję jednak, że po jednym wieczorze obudzę się z całkowicie zmienionym kolorem. W przeciwieństwie do farby taki domowy sposób daje subtelniejszy efekt, który jest zauważalny stopniowo.

Od czasu do czasu nadal sięgam po zwykłą farbę. Koloryzację robię zgodnie z instrukcją producenta i nie skracam odstępów na własną rękę

Gdy zależy mi na dokładniejszym pokryciu siwych włosów, wracam do tradycyjnej koloryzacji. Domowa płukanka jest dla mnie rozwiązaniem pomiędzy farbowaniami, ale nie oczekuję od niej takiego samego efektu jak po farbie. Szczególnie przy większej ilości siwych włosów klasyczna koloryzacja daje mi bardziej równomierne krycie.

Staram się jednak nie farbować całych włosów zbyt często. Przy trwałej koloryzacji rozsądnym odstępem jest zwykle około 6 do 8 tygodni, choć zawsze w pierwszej kolejności sprawdzam zalecenia producenta konkretnej farby. Włosy rosną w różnym tempie, dlatego u jednej osoby odrost zacznie przeszkadzać wcześniej, a u innej później.

Gdy po kilku tygodniach najbardziej widoczne stają się siwe włosy przy przedziałku i skroniach, nie nakładam automatycznie farby na całą długość. Przy produktach, które na to pozwalają, skupiam się na odroście i postępuję dokładnie według instrukcji. Dzięki temu wcześniej farbowane partie nie są bez potrzeby ponownie poddawane pełnej koloryzacji.

To również może cię zainteresować: Ten staropolski trik na gęste włosy znów wraca do łask. Wystarczą 2 "chwasty" z polskiej łąki zamiast kolejnej drogiej wcierki

Pilnuję również czasu trzymania preparatu na włosach. Nie wydłużam go w nadziei, że siwe pasma zostaną lepiej pokryte. Więcej czasu nie oznacza lepszego efektu, a może zwiększyć ryzyko podrażnienia skóry i pogorszenia kondycji włosów.