Są takie jesienne poranki, kiedy dopasowane jeansy przegrywają już na starcie. Chcę założyć coś miękkiego, zrobić kawę i nie zastanawiać się przez pół dnia, kiedy wreszcie przebiorę się w coś wygodniejszego. Kiedyś w takiej sytuacji dres zostawał w domu. Dziś patrzę na niego zupełnie inaczej, szczególnie gdy ma spokojny kolor i prosty fason. Wystarczy zmienić bluzę na sweter albo kardigan, założyć czyste sneakersy i nagle okazuje się, że wygodny dół wcale nie wygląda jak strój do oglądania serialu.
Czekoladowy brąz zrobił na mnie większe wrażenie niż klasyczna szarość. Te dresy z Lidla łatwo wyciągnąć poza cztery ściany
Brąz jest jednym z tych kolorów, które jesienią właściwie same układają mi garderobę. Pasuje do beżu, kremu, czerni, granatu i jasnego denimu. Dlatego spodnie dresowe Esmara w brązowej wersji od razu wydały mi się ciekawsze niż kolejna szara para. Lidl oferuje je również w kolorze kremowym i różowym, ale to właśnie ciemniejszy wariant ma dla mnie najbardziej jesienny charakter. Sam fason jest prosty. W pasie znajduje się sznurek, po bokach są wpuszczane kieszenie, a nogawki kończą elastyczne ściągacze. To właśnie te detale sprawiają, że spodnie nie przypominają szerokich, bezkształtnych dresów, które pamiętam sprzed lat.
Zobacz także:
Najczęściej zakładam do takiego dołu jasny sweter. Dorzucam sneakersy, większą torebkę i mogę ruszać na zakupy, spacer albo szybką kawę z koleżanką. Innym razem wybieram prosty T shirt, kardigan i lekką kurtkę. Nie próbuję robić z dresów eleganckich spodni do biura. Chodzi raczej o to, żeby wygodne ubranie nie wyglądało automatycznie jak piżama. Czekoladowy kolor bardzo w tym pomaga. Jest spokojny, ale mniej oczywisty niż czerń. Jesienią szczególnie lubię połączenie brązowych spodni z kremową górą. Nie potrzebuję wtedy wzorów ani dużej liczby dodatków. Sam kontrast kolorów robi wystarczająco dużo.
fot. lidl.pl
Po obiedzie ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest twardy pas jeansów. Tutaj mam elastyczną talię i sznurek
„Nie cisną po obiedzie” brzmi trochę żartobliwie, ale dokładnie z tym kojarzę dobry dres. Nie chcę siedzieć przy stole i po godzinie marzyć o rozpięciu guzika. W tym modelu nie ma klasycznego zapięcia spodni. Jest elastyczny pas uzupełniony sznurkiem. Oczywiście nie oznacza to, że każda kobieta poczuje się w nich identycznie. Wygoda zależy od sylwetki i dobranego rozmiaru. Lidl oferuje spodnie od XS 32/34 do L 44/46, dlatego zamiast brać rozmiar na pamięć, zaglądam do tabeli.
Chcesz więcej modowych perełek? To też sprawdź: Dzianinowa kiecka podbija szafy eleganckich 50-tek. Pepco chyba zapomniało dopisać cyfrę na metce, kosztuje tylko 17 zł
Producent podaje też konkretną cechę, która w chłodniejszych miesiącach brzmi dla mnie szczególnie dobrze. Wewnętrzna strona materiału jest drapana, dzięki czemu spodnie są przyjemnie miękkie. To już nie moje wrażenie ze zdjęcia, ale informacja znajdująca się bezpośrednio w opisie produktu. I właśnie tutaj widzę największą różnicę między ubraniem kupionym wyłącznie „po domu” a takim, po które sięgam przez cały dzień. Rano mogę wypić w nim kawę, później narzucić sweter i wyjść, a po powrocie nie mam potrzeby natychmiastowego przebierania się. Jedna para spodni obsługuje mi kilka zwyczajnych sytuacji, a ja właśnie takich ubrań potrzebuję najbardziej.
Wyglądają miękko, ale w składzie naprawdę jest sporo bawełny. Lidl dorzucił również poliester z recyklingu
Przy dresach zawsze zaglądam do składu, bo na zdjęciu niemal każdy materiał może wyglądać podobnie. Tutaj 61 procent stanowi bawełna, a pozostałe 39 procent to poliester z recyklingu. Producent informuje, że wykorzystany poliester ma certyfikat GRS. Spodnie mają też oznaczenie OEKO TEX Standard 100. Dla mnie ważniejsza od samych znaczków jest praktyczna informacja o pielęgnacji. Spodnie można prać w temperaturze do 40 stopni, a producent dopuszcza także suszenie w suszarce bębnowej w temperaturze do 60 stopni. Można je również prasować.
Na stronie Lidla model zebrał obecnie ocenę 4,8 na 5 przy 14 ocenach. To niewielka liczba opinii, więc nie robię z niej dowodu, że spodnie odpowiadają każdemu. Jest jednak przydatnym dodatkiem do informacji o fasonie i składzie. Najważniejsze pozostaje dla mnie to, że nie muszę budować wokół nich specjalnej garderoby. Jesienny sweter już mam. Sneakersy też. Kardigan czeka w szafie od zeszłego sezonu. Kupowanie kolejnej rzeczy ma dla mnie sens właśnie wtedy, gdy od razu potrafię wskazać kilka ubrań, z którymi ją połączę.
Nie kupuję już dresów tylko po to, żeby chodzić w nich między kuchnią a kanapą. Za tę parę Lidl chce naprawdę niewiele
Obecnie spodnie kosztują 39,99 zł. Przy takim zakupie bardziej od samej kwoty interesuje mnie jednak to, ile razy faktycznie wyciągnę ubranie z szafy. Tutaj możliwości widzę sporo, bo spodnie nie są dla mnie strojem przeznaczonym wyłącznie na wieczór przed telewizorem. Czekoladowy wariant zakładam z kremowym swetrem i sneakersami. Z jasnym kardiganem robię jeszcze spokojniejszy zestaw. Przy czarnej kurtce całość nabiera bardziej miejskiego charakteru. Mogę też zostać przy dresowej górze, kiedy priorytetem jest pełen luz.
Nie nazywam tych spodni eleganckimi w takim znaczeniu jak materiałowe cygaretki czy spodnie garniturowe. „Wyjściowość” polega tutaj na czymś innym. Nie czuję, że przed opuszczeniem domu muszę obowiązkowo zamienić je na jeansy. Schludna góra, dobre buty i prosty płaszcz albo kurtka wystarczają mi na zwyczajny dzień. Jesienią właśnie tego szukam. Nie kolejnej rzeczy, która świetnie wygląda na wieszaku, ale później wymaga odpowiedniej okazji. Chcę miękkich spodni, które wybaczają dłuższy obiad, dobrze wyglądają ze swetrem i nie skazują mnie na przebieranie się trzy razy dziennie. A czekoladowy brąz sprawia, że po szare dresy tej jesieni nawet nie zaglądam.

Obserwuj nas na Google







